Robert Korzeniowski ogłosił 3 września 2026 roku, iż będzie ubiegał się o stanowisko prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Czterokrotny mistrz olimpijski kończy pracę w Ministerstwie Sportu i Turystyki i zapowiada odbudowę marki PKOl. Wybory nie zostały jeszcze rozpisane, ale walka o kierunek polskiego olimpizmu już się zaczęła.
Korzeniowski potwierdza start
Robert Korzeniowski poinformował w czwartek o decyzji, na którą czekała część środowiska sportowego. Zamierza ubiegać się o stanowisko prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jednocześnie ogłosił zakończenie swojej misji w Ministerstwie Sportu i Turystyki, aby całą wiedzę i energię skierować na rozwój polskiego olimpizmu.
Czterokrotny mistrz olimpijski wskazał dwa cele: odbudowę marki PKOl oraz wzmocnienie organizacji. Zapowiedział współpracę z zarządem, prezydium i całą społecznością olimpijską. To deklaracja potrzebna, ale teraz przyjdzie czas na program, nazwiska współpracowników i jasne reguły finansowania. Polski sport nie może żyć samym autorytetem wielkiego zawodnika. Potrzebuje sprawnej instytucji.
Wielki mistrz z doświadczeniem organizacyjnym
Korzeniowski zdobył cztery złote medale olimpijskie w chodzie sportowym: jeden w Atlancie, dwa w Sydney i jeden w Atenach. Po zakończeniu kariery pracował między innymi w Telewizji Polskiej, gdzie kierował redakcją sportową i kanałem TVP Sport. Jest także prezesem stowarzyszenia OlimpijczycyPL. Oficjalna sylwetka Roberta Korzeniowskiego w PKOl potwierdza drogę sportową i późniejszą działalność organizacyjną kandydata.
To doświadczenie daje mu mocny punkt wyjścia. Nie daje jednak blankietu zaufania. Prezes PKOl zarządza instytucją odpowiedzialną za udział reprezentacji Polski w igrzyskach, relacje ze związkami sportowymi, sponsorami i Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim. Tu trzeba łączyć wiarygodność mistrza z dyscypliną menedżera.
PKOl po najpoważniejszym kryzysie od lat
Kandydatura pojawia się kilka dni po tymczasowym aresztowaniu urzędującego prezesa Radosława Piesiewicza. Sąd zastosował ten środek do 25 listopada 2026 roku. Piesiewicz usłyszał zarzuty w śledztwie dotyczącym Zondacrypto, nie przyznał się do zarzucanych czynów i złożył wyjaśnienia. Nie zapadł prawomocny wyrok.
Kryzys ma więc dwa wymiary. Pierwszy dotyczy postępowania karnego, o którym rozstrzygną organy wymiaru sprawiedliwości. Drugi to utrata zaufania do władz komitetu i spór wewnątrz środowiska. Wcześniejsze zarzuty wobec Piesiewicza i stanowisko PKOl pokazują, jak pilna stała się odbudowa przejrzystości.
Potrzebny program, nie plebiscyt popularności
Zgodnie ze statutem PKOl prezesa wybiera Walne Zgromadzenie. Korzeniowski ogłosił zamiar startu, ale nie podał terminu wyborów, bo ten zależy od procedur organizacji. Kandydatura musi zostać oceniona przez delegatów na podstawie programu i umiejętności zebrania większości.
Dla Polaków stawka jest konkretna. Sportowcy reprezentują biało-czerwone barwy, a komitet dysponuje marką budowaną przez pokolenia medalistów. Sponsorzy, kibice i zawodnicy mają prawo oczekiwać jawności, odpowiedzialności oraz skupienia na przygotowaniach sportowych.
Korzeniowski wie, czym jest presja wielkiej imprezy i wieloletni plan prowadzący do zwycięstwa. Teraz musi dowieść, iż potrafi przełożyć te cechy na zarządzanie. PKOl nie potrzebuje kolejnego układu personalnego. Potrzebuje odzyskania zaufania i służby polskim sportowcom.
Źródła: oświadczenie Roberta Korzeniowskiego opisane przez Kanał Sportowy; statut Polskiego Komitetu Olimpijskiego; komunikat Prokuratury Krajowej
















