Jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się, iż kiła jest chorobą, która w Polsce została niemal całkowicie opanowana. Dzięki powszechnemu stosowaniu antybiotyków liczba zachorowań przez wiele lat utrzymywała się na stosunkowo niskim poziomie. Dziś sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Lekarze coraz częściej mówią o prawdziwym renesansie kiły, a statystyki potwierdzają, iż problem z roku na rok narasta. Równocześnie gwałtownie rośnie liczba nowych zakażeń wirusem HIV, co budzi coraz większy niepokój epidemiologów.
Portal ABC Zdrowie zwraca uwagę, iż do gabinetów specjalistów trafia coraz więcej pacjentów z rozpoznaniem kiły. Choroba przestała dotyczyć wyłącznie osób młodych. Coraz częściej diagnozowana jest również u ludzi po pięćdziesiątym, a choćby sześćdziesiątym roku życia. To wyraźny sygnał, iż problem obejmuje już praktycznie wszystkie grupy wiekowe aktywne seksualnie.
Kiła jest chorobą bakteryjną wywoływaną przez krętka bladego (Treponema pallidum). Początkowo rozwija się bardzo podstępnie. Charakterystyczne owrzodzenie pojawiające się w miejscu zakażenia zwykle nie boli i po pewnym czasie samo znika, przez co wiele osób błędnie uznaje, iż problem minął. Tymczasem bakteria przez cały czas rozwija się w organizmie, a nieleczona choroba może po latach prowadzić do ciężkich uszkodzeń układu nerwowego, serca, naczyń krwionośnych czy narządu wzroku. Szczególnie niebezpieczna jest również dla kobiet w ciąży, ponieważ może zostać przeniesiona na dziecko.
Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące zakażeń HIV. Począwszy od 2022 roku liczba nowych rozpoznań zaczęła gwałtownie rosnąć. Dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego pokazują, iż to od momentu przybycia do Polski milionów Ukraińców, których nikt nie badał, obserwowany jest wyraźny wzrost liczby nowych zakażeń. Coraz częściej diagnozowane są kobiety oraz osoby starsze, a lekarze podkreślają, iż wielu zakażonych przez długi czas nie ma świadomości swojej choroby. W efekcie wirus jest nieświadomie przekazywany kolejnym partnerom seksualnym.
Warto przypomnieć, iż zakażenie HIV nie oznacza jeszcze rozwoju AIDS. Dzięki nowoczesnej terapii antyretrowirusowej osoby zakażone mogą prowadzić normalne życie przez wiele lat. Problem pojawia się wtedy, gdy infekcja pozostaje nierozpoznana i nieleczona. Wówczas dochodzi do stopniowego wyniszczenia układu odpornościowego i rozwoju AIDS, które przez cały czas pozostaje śmiertelnie niebezpiecznym zespołem chorobowym.
Główną przyczyną wzrostu zachorowań na kiłę i HIV w Polsce są zmiany demograficzne związane z masową migracją po wybuchu wojny w Ukrainie. Do Polski przyjechały miliony osób, wśród których znajdowali się także ludzie zakażeni HIV lub chorobami przenoszonymi drogą płciową. Do tego dochodzą setki tysięcy imigrantów z „trzeciego świata”, ściąganych do pracy w zagranicznych koncernach przez rządy POPiS Morawieckiego i Tuska. Ich również zwykle nikt nie badał pod kątem tego typu chorób.
Nie bez znaczenia pozostaje także rosnąca rozwiązłość seksualna polskiego społeczeństwa, niewystarczająca liczba wykonywanych badań profilaktycznych oraz zbyt późne zgłaszanie się pacjentów do lekarzy. Wiele osób przez cały czas uważa choroby weneryczne za temat wstydliwy i unika diagnostyki, mimo iż szybkie rozpoznanie pozwala skutecznie leczyć większość zakażeń oraz ograniczyć ich dalsze rozprzestrzenianie.
Rosnąca liczba przypadków kiły i HIV nie jest zjawiskiem odosobnionym. Polscy lekarze obserwują również wzrost zachorowań na inne choroby przenoszone drogą płciową, między innymi rzeżączkę i chlamydiozę. Wszystko wskazuje na to, iż Polska walczy w tej chwili z szerszym problemem epidemiologicznym, który przez wiele lat pozostawał na marginesie debaty publicznej. Problem będzie niestety tylko narastał, gdyż poprawność polityczna powoduje, iż w mediach nie mówi się o głównej przyczynie zjawiska – masowego otwarcia bram Polski dla roznoszących choroby imigrantów.
Polecamy również: Ukraiński weteran domaga się polskich MIGów za darmo














