W czwartek 10 września RCB ostrzegło mieszkańców 49 powiatów w województwach lubelskim i podkarpackim po rosyjskich atakach dronów na zachodzie Ukrainy. W polskiej przestrzeni działało lotnictwo wojskowe, a lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje. Po godz. 8 służby ogłosiły, iż Polsce nic już nie zagraża.
Alarm przy polskiej granicy
Dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy ostrzegło rano przed odrzutowymi dronami lecącymi z obwodu żytomierskiego w kierunku północnej części obwodu rówieńskiego. Ich kurs prowadził na zachód. Około godz. 7 czasu miejscowego, czyli godz. 6 w Polsce, żółty alarm objął również obwód wołyński, położony bezpośrednio przy naszej granicy.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało wiadomość o rosyjskim ataku powietrznym do mieszkańców i osób przebywających w 24 powiatach województwa lubelskiego oraz 25 powiatach województwa podkarpackiego. Alert informował o działaniu polskiego lotnictwa i nakazywał śledzenie komunikatów. Była to kolejna taka procedura w ostatnich dniach. Poprzedni alert po rosyjskim ataku odwołano 5 września.
Wojsko podniosło gotowość
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, iż wybrane siły i środki Systemu Obrony Powietrznej RP zostały postawione w podwyższonej gotowości. W powietrzu operowało wojskowe lotnictwo, a naziemne zestawy obrony powietrznej i systemy rozpoznania radiolokacyjnego pozostawały gotowe do działania.
Dla zapewnienia swobody operacji wojskowych czasowo wstrzymano ruch na lotniskach w Lublinie i Rzeszowie. Po godz. 8 Polska Agencja Żeglugi Powietrznej poinformowała o wznowieniu operacji. W tym samym czasie RCB podało, iż rosyjski atak się zakończył i nie ma zagrożenia na terytorium Rzeczypospolitej.
To ważna wiadomość dla mieszkańców wschodniej Polski. Alert nie oznaczał, iż doszło do uderzenia na naszym terytorium. Oznaczał natomiast uruchomienie środków ostrożności wobec realnej aktywności rosyjskich bezzałogowców blisko granicy. Państwo musi reagować wcześnie, jasno i bez chaosu, bo w obronie przestrzeni powietrznej liczą się minuty.
Ofiary rosyjskich uderzeń
Najtragiczniejsze informacje nadeszły z obwodu sumskiego. Według miejscowych władz w rosyjskim ataku zginęło co najmniej pięć osób, a 24 zostały ranne. W Sumach jednym z trafionych obiektów było centrum handlowe. Stan czterech rannych lekarze określili jako poważny.
Rosyjskie wojska uderzały również na Mikołajów, gdzie celem była infrastruktura portowa, przemysłowa i obiekty cywilne. Władze obwodu podały, iż zginęły cztery osoby, a 19 zostało rannych. Wśród poszkodowanych były dzieci w wieku od roku do ośmiu lat. Atakowano także Charków, Chmielnicki i Krzywy Róg. Szerszym tłem pozostaje rosyjska presja na ukraińskie porty i eksport.
Bezpieczeństwo Polski wymaga stałej gotowości
Rosja po raz kolejny pokazała, iż wojna prowadzona na Ukrainie oddziałuje bezpośrednio na bezpieczeństwo Polaków. Polska nie może przywyknąć do alarmów ani traktować ich jak rutynowych wiadomości w telefonie. Potrzebujemy sprawnego ostrzegania ludności, szczelnego rozpoznania i obrony przeciwlotniczej zdolnej reagować bez politycznych opóźnień.
Równie ważna jest odporność Ukrainy na kolejne fale uderzeń. Kijów rozwija własne rozwiązania obronne, w tym zaprezentowany niedawno system Koral, ale skala rosyjskiej presji pozostaje ogromna. Dla Polski stawka jest jasna: własna, silna obrona i trzeźwa polityka bezpieczeństwa. Pokój nie bierze się z deklaracji. Chroni go państwo przygotowane na najgorszy scenariusz.
Źródło: Gazeta.pl
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości








