Putin przyznał: ukraińskie uderzenia kosztowały Rosję 1 proc. PKB

dzienniknarodowy.pl 1 час назад
Zdjęcie: Putin przyznał: ukraińskie uderzenia kosztowały Rosję 1 proc. PKB


Władimir Putin przyznał 1 września w Biszkeku, iż 40-dniowa kampania ukraińskich uderzeń wyrządziła Rosji szkody warte około 1 proc. PKB i uszkodziła około 100 statków. To ważne dla Polski: rosyjskie zaplecze gospodarcze nie jest nietykalne, choć Kreml przez cały czas dysponuje zasobami do prowadzenia długiej wojny.

Kreml potwierdza realny koszt uderzeń

Władimir Putin mówił o stratach podczas konferencji prasowej po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku. Jak wynika z relacji opisującej jego wystąpienie, prezydent Rosji nazwał szkody realnymi i oszacował je wstępnie na około 1 proc. rosyjskiego PKB. Jednocześnie próbował pomniejszyć ich znaczenie, zapewniając, iż nie zagrażają stabilności państwa.

Według Putina w ciągu 40 dni uszkodzonych zostało około 100 rosyjskich statków, z czego około 40 w pierwszych dwóch tygodniach kampanii. Rosyjski przywódca mówił również o ofiarach wśród marynarzy, w tym obywatelach Azerbejdżanu i Turcji. Są to dane przedstawione przez Kreml i właśnie tak należy je traktować. Sam fakt publicznego przyznania strat ma jednak wagę, bo rosyjska propaganda zwykle eksponuje odporność państwa, a własne słabości chowa za militarną retoryką.

Morze Czarne i paliwa pod presją

Uderzenia dotknęły żeglugę na Morzu Czarnym i Azowskim, rafinerie oraz infrastrukturę przeładunkową. Money.pl, powołując się na Bloomberga, podał, iż morski eksport rosyjskiej ropy spadł do 3,46 mln baryłek dziennie w okresie czterech tygodni zakończonym 23 sierpnia. Trzy największe terminale zbożowe w Noworosyjsku miały w sierpniu wstrzymać działalność po uszkodzeniu infrastruktury.

To uderza w system, z którego Moskwa finansuje agresję na Ukrainę. Rosja sprzedaje surowce, utrzymuje transport i z tych dochodów zasila przemysł wojenny. Gdy porty, statki oraz rafinerie wymagają napraw, koszt wojny wraca na rosyjskie terytorium. Nie oznacza to rychłego załamania Kremla. Oznacza za to, iż konsekwentna presja na zaplecze gospodarcze może ograniczać jego swobodę.

Polska potrzebuje chłodnego realizmu

Dla Polski wniosek jest prosty. Państwo rosyjskie pozostaje głównym zagrożeniem militarnym na Wschodzie, ale nie jest odporne na straty. Dlatego Warszawa powinna wzmacniać własną obronę powietrzną, rozpoznanie i umiejętności odstraszania, zamiast opierać bezpieczeństwo na samych deklaracjach sojuszników. Pisaliśmy już, dlaczego Polska nie może ufać wyłącznie obietnicom uruchomienia artykułu 5 NATO.

Tak samo potrzebna jest odporność gospodarcza. Rosyjskie problemy eksportowe mogą wpływać na ceny surowców, transport na Morzu Czarnym i bezpieczeństwo dostaw. Polski interes narodowy wymaga jednocześnie osłabiania zdolności Rosji do prowadzenia wojny oraz ochrony własnej gospodarki przed skutkami eskalacji.

Przyznanie, którego nie wolno przeceniać

Kreml przez cały czas próbuje kontrolować przekaz. Putin uznał szkody, po czym natychmiast określił je jako niekrytyczne i zapowiedział możliwość odpowiedzi. Rosyjska groźba nie jest pustym dodatkiem do konferencji. Na Ukrainie codziennie giną ludzie, a Moskwa wykorzystuje przewagę rakietową i dronową do niszczenia infrastruktury.

Dlatego skuteczność ukraińskich uderzeń nie może usypiać czujności. Pokazuje ona, iż rosyjską machinę wojenną da się obciążyć kosztami. Polska powinna wyciągnąć z tego lekcję bez triumfalizmu: własna siła, zapasy i przemysł obronny są warunkiem wolności. Rosyjskie groźby wobec NATO przypominają, iż słabość zawsze będzie przez Kreml testowana.

Źródło: Money.pl, Bloomberg

Źródło: Money.pl

Читать всю статью