W coraz mniej stabilnym świecie armia zawodowa to za mało. Przede wszystkim trzeba przygotować dla niej rezerwy, ale też budować odporność całego społeczeństwa. Cywile powinni mieć umiejętności, które pozwolą im poradzić sobie w każdej kryzysowej sytuacji. Temu właśnie ma służyć projekt „wGotowości”. W tym roku w nowej odsłonie.
W Książenicach, w ramach programu „wGotowości”, można było zdobyć praktyczne umiejętności z zakresu survivalu i przetrwania w terenie.
Krok pierwszy – znaleźć odpowiednią rozpałkę. Dobra będzie tutaj sucha gałązka nasączona żywicą, jeszcze lepiej sprawdzi się kawałek brzozowej kory. Trzeba ją odpowiednio oprawić. Niezbędny jest mały nożyk. Energicznie trzemy nim po powierzchni drewna tak długo, aż się zmechaci. Kiedy na kawałku kory mamy już odpowiednio dużą liczbę cieniutkich kłębków, chwytamy za krzesiwo. Przesuwamy rysikiem po metalowej powierzchni. Raz, drugi, trzeci… Iskra pada na kłębki, które zaczynają się delikatnie żarzyć. Teraz trzeba działać szybko. Przykładamy korę do przygotowanej kupki przesuszonych gałązek i dmuchamy. Płomień nabiera mocy. Wystarczy jeszcze przyłożyć większą gałązkę i rzucić ją między szczapy drewna. Ognisko gotowe.
Właśnie rozpalania ogniska mogli na uczyć się uczestnicy zajęć zorganizowanych w ramach rządowego programu „wGotowości”. Oczywiście nie tylko tego. Pakiet wiedzy wpisanej w cztery moduły obejmował kurs pierwszej pomocy i naukę posługiwania się kompasem, krótką lekcję obsługi gaśnicy i praktyczne szkolenie z cyberhigieny, podczas którego instruktorzy pokazywali, jak zabezpieczyć swoje dane cyfrowe, ale też mówili o zagrożeniach wynikających z dezinformacji czy ataków hakerskich. Przykłady można by mnożyć. A wszystko po to, by przygotować ludzi na trudne czasy. Sprawić, by w obliczu zagrożenia nie pozostali bezradni, ale umieli pomóc sobie i innym. Słowem: aby wzmocnić społeczną odporność.
System, który trudno złamać
Pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę otworzył w historii Europy zupełnie nowy rozdział. Zachodni politycy niemal zgodnie orzekli: czas stabilności, który nastał po zakończeniu zimnej wojny, właśnie dobiegł końca. Kolejne miesiące tylko potwierdziły tę diagnozę. Kreml, obok konfrontacyjnej retoryki, coraz intensywniej zaczął sięgać po narzędzia walki hybrydowej. Media społecznościowe zalała fala rosyjskiej dezinformacji, nasiliły się ataki hakerskie, w wielu państwach odnotowano incydenty związane z atakami na infrastrukturę krytyczną.
Aby wyhamować zapędy Moskwy, państwa zachodniej Europy przystąpiły do odbudowywania nierzadko zaniedbywanych armii. Wydatki na zbrojenia poszybowały w górę. Ale sama siła militarna to za mało. – Dziś za przetrwanie państwa są odpowiedzialni wszyscy obywatele. Należy więc stworzyć spójny system, który w odpowiedni sposób będzie umiał reagować na zakłócenia – uważa płk prof. dr hab. inż. Leszek Elak, ekspert ds. bezpieczeństwa z Akademii Sztuki Wojennej. Na taki mechanizm składają się nie tylko sprawne i dobrze wyposażone wojsko, ale też odpowiednio zorganizowane instytucje publiczne, prywatne firmy, wreszcie – szeregowi obywatele, świadomi zagrożeń i potrafiący sobie poradzić choćby w najtrudniejszej sytuacji.
Budowa odporności państwa odbywa się na różnych szczeblach. W jej osiągnięciu mają pomóc choćby obowiązująca od początku 2025 roku nowa ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, a także zmiany w systemie edukacji. W podnoszenie proobronnych kompetencji „statystycznego Kowalskiego” już pewien czas temu włączył się również resort obrony. Przykład? Choćby program „Edukacja z wojskiem”. Podczas zajęć prowadzonych przez żołnierzy uczniowie dowiadują się m.in., w jaki sposób udzielić pierwszej pomocy, zaalarmować służby o niebezpieczeństwie czy ewakuować się z miejsca zagrożenia. Podczas czterech edycji programu przeszkolono w ten sposób łącznie 500 tys. dzieci.
Kolejny program – „Trenuj z wojskiem”, skierowany został do wszystkich chętnych w wieku od 15 do 65 lat. Podczas ośmiogodzinnych zajęć prowadzonych przez żołnierzy uczestnicy mieli okazję poznać podstawy wojskowego rzemiosła – budowę broni, elementy taktyki czy techniki przetrwania w nieprzyjaznym środowisku. – Ten projekt miał łącznie siedem edycji i jedną specjalną z udziałem żołnierzy innych państw NATO. Przez kilka lat w szkoleniach wzięło udział 32 tys. osób – informuje ppłk Michał Tomczyk z Departamentu Komunikacji i Promocji Ministerstwa Obrony Narodowej. Dodaje przy tym, iż szkolenie to prawdziwy fenomen, bo niemal wszyscy uczestnicy wystawiają programowi pozytywne oceny. – Przy okazji tego projektu armia po raz pierwszy bezpośrednio zaangażowała się w szkolenie obywatelskie. To istotny, bezprecedensowy wkład w budowanie społecznej odporności i świadomości, iż wszyscy bez wyjątku dokładamy się do naszego wspólnego bezpieczeństwa – zaznacza ppłk Tomczyk.
Z wyliczeń resortu obrony wynika, iż do końca 2025 roku we wszystkich skierowanych do cywilów programach proobronnych przeszkolonych zostało około pół miliona osób. A doświadczenia płynące z tych przedsięwzięć znalazły odbicie w projekcie „wGotowości” – pod względem skali w najnowszej historii Polski absolutnie bezprecedensowego.
„Sisu” po polsku
O tym, iż ruszą powszechne dobrowolne szkolenia wojskowe, premier Donald Tusk poinformował w Sejmie w marcu 2025 roku. W myśl rządowych założeń w stosunkowo krótkim czasie miałyby one objąć choćby 100 tys. obywateli rocznie. Opracowaniem koncepcji zajął się Sztab Generalny Wojska Polskiego. –To była skala, z którą wcześniej w takim ujęciu się nie mierzyliśmy – przyznaje gen. bryg. dr Rafał Miernik, szef Zarządu Szkolenia P7 Sztabu Generalnego WP. Za wzór posłużyły doświadczenia z krajowego podwórka. Obok wspomnianych już programów, które zainicjował MON, ważna okazała się nauka płynąca z funkcjonowania wojsk obrony terytorialnej, ćwiczeń żołnierzy rezerwy, ale też reagowania kryzysowego w sytuacjach niemilitarnych.
Na tym jednak nie koniec. – Analizując nasze otoczenie, studiowaliśmy systemy szkoleń obronnych w Szwajcarii, Szwecji, Finlandii i Estonii – mówi płk Paweł Wronka z SGWP, jeden z autorów koncepcji, która legła u podstaw programu „wGotowości”. – Byłem pod ogromnym wrażeniem fińskiego rozumienia obywatelskiej odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa. Związane z tym kwestie mogłem dokładnie prześledzić podczas roboczej wizyty w Finlandii, którą odbyłem kilka miesięcy temu – dodaje. Oficer nie ukrywa, iż fiński model wywarł spory wpływ na przygotowaną przez nich koncepcję. Choćby w kwestii ogólnych założeń.
W Finach od najmłodszych lat pielęgnowane są cechy, które zamykają się w słowie „sisu”. Ten trudny do przetłumaczenia termin oznacza wytrwałość, hart ducha, umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami. Dzieci uprawiają sport, uczą się współdziałania, a – co szczególnie ważne – dorastają w przeświadczeniu, iż każdy obywatel jest odpowiedzialny za stabilność i bezpieczeństwo państwa – choćby jeżeli nie służy w armii ani w służbach mundurowych. Mało tego – Finlandia jako jedno z nielicznych państw w Europie po zakończeniu wojny zachowała pobór do armii. Obejmuje on wszystkich mężczyzn, którzy ukończyli 18. rok życia, a sama służba w zależności od stanowiska trwa od 165 do 347 dni. Kobiety mogą się zgłaszać do wojska na ochotnika. Dodatkowo obywatele, którzy zaliczyli obowiązkową służbę wojskową, do 65. roku życia pozostają w rezerwie, a co za tym idzie – raz na pewien czas są powoływani na ćwiczenia. W efekcie, choć zawodowa fińska armia liczy niespełna 25 tys. żołnierzy, to w razie wojny państwo w stosunkowo krótkim czasie jest w stanie powołać pod broń blisko milion obywateli. Jakby tego było mało, fińskie Narodowe Stowarzyszenie Szkolenia Obronnego przez cały rok organizuje różnego typu kursy dla wszystkich osób powyżej 16. roku życia. Mogą one na przykład doskonalić umiejętności strzeleckie, ale też wspomóc Czerwony Krzyż. Chętnych nie brakuje.
Wszystko to legło u podstaw systemu, który eksperci nazywają obroną totalną. Podobną koncepcję rozwijają u siebie choćby Szwecja czy państwa bałtyckie. Na różne sposoby szkolą tam ludność, kompletują rezerwy, po latach przywrócono też pobór do wojska (z wyjątkiem Estonii, która nigdy z niego nie zrezygnowała). To zresztą trend w Europie coraz bardziej powszechny. Zasadniczą służbę wojskową w szczątkowej formie reaktywowały na przykład Niemcy i Francja. Do armii na kilkumiesięczne przeszkolenie powoływani też będą ochotnicy. jeżeli tych zabraknie, Niemcy chcą wcielać młodych mężczyzn na podstawie losowania.
Polska poboru przywracać nie chce. Postawiła jednak na masowe szkolenia, organizowane z myślą zarówno o cywilach, jak i rezerwistach. Założenia robią wrażenie. – Już w 2026 roku łącznie planujemy przeszkolić 100 tys. osób, i taki poziom utrzymywać do co najmniej 2039 roku. W perspektywie kilkunastu lat daje to ponad milion przygotowanych obywateli – zapowiada płk Robert Głuśniewski, szef oddziału programowania szkolenia wojsk rezerwy i kształcenia zawodowego SGWP.
Na razie jednak wojskowi i cywilni specjaliści analizują materiał, którego dostarczyły szkolenia pilotażowe. I choć nie brakuje pytań, pierwsze wnioski wy dają się obiecujące.
Dotrzeć do młodych
Pilotaż programu „wGotowości” ruszył 22 listopada i trwał niemal do końca grudnia. Obejmował szkolenia skierowane do cywilów. Kursy zostały ujęte w cztery moduły – bezpieczeństwa, przetrwania, medyczny i cyberhigieny – w założeniu miały przyczynić się do budowania społecznej odporności. Na tym etapie w projekt zaangażowane były 132 jednostki wojskowe z całego kraju. Zajęcia prowadzili odpowiednio przeszkoleni instruktorzy wojsk obrony terytorialnej i żołnierze jednostek operacyjnych. Mogli liczyć na wsparcie innych służb mundurowych. W programie zajęć z przetrwania znalazły się na przykład lekcje poświęcone używaniu gaśnic i rozróżnianiu ich typów. Poprowadzili je strażacy. – Postawiliśmy na szkolenia krótkie i intensywne. Zależało nam na tym, aby były dostępne dla osób pracujących, z rodzinami, bez konieczności brania urlopów – tłumaczy płk Artur Barański, zastępca szefa Za rządu Szkolenia SGWP.
Zainteresowanie szkoleniami okazało się nadspodziewanie duże. Ostatecznie w zajęciach wzięło udział około 16 tys. osób. – Najwięcej w środkowej Polsce. Nieco mniej na obrzeżach kraju, na przykład przy wschodniej granicy. Być może wynika to z tego, iż w tamtym regionie wiedza, jak radzić sobie z różnego typu zagrożeniami, jest bardziej powszechna. Z punktu widzenia tamtejszych mieszkańców wojna toczy się przecież dosłownie za miedzą – zaznacza Anna Pacholska, która z ramienia Centrum Operacyjnego MON zajmuje się projektem „wGotowości”. Podobnie było w przypadku dużych miast i mniejszych ośrodków – zwłaszcza miejscowości garnizonowych. Resort obrony i SGWP starały się reagować na tę sytuację na bieżąco. – jeżeli na przykład w jakichś miejscowościach zainteresowanie szkoleniem nie przekraczało dziesięciu osób, odwoływaliśmy je, chętnym zaś, którzy zdążyli się na nie zapisać, proponowaliśmy inną, nieodległą lokalizację. Tam, gdzie zapisów było na tyle dużo, iż tworzyły się długie listy rezerwowych, organizowaliśmy dodatkowe zajęcia – wyjaśnia Pacholska.
Na szkolenia zgłaszali się ludzie w różnym wieku. Niemal 41% chętnych stanowiły kobiety. Najstarszy uczestnik miał 91 lat, jednak wśród zgłaszających się przeważały osoby pomiędzy 40. a 50. rokiem życia, stanowiąc prawie 40% uczestników. Mniejsze zainteresowanie program wywołał w grupie wiekowej do 25 lat. Takich uczestników było nieco ponad 6%. – Musimy jednak pamiętać, iż młode osoby mogą być bardziej zainteresowane szkoleniami wojskowymi takimi jak dobrowolna zasadnicza służba wojskowa czy jej krótsza forma „Wakacje z wojskiem”, co potwierdza liczba osób zgłaszających się do tych programów. Będziemy jednak starali się znaleźć skuteczny sposób, by dotrzeć do młodych ludzi także z ofertą szkoleń obronnych. Przekonać ich, iż szkolenie mogłoby być dla nich nie tylko okazją do zdobycia pożytecznej wiedzy, ale też dobrą zabawą – podkreśla Pacholska.
Kolejnym etapem programu będzie utworzenie aplikacji mobilnej #wGotowości. W założeniu ma ona być nie tylko środkiem komunikacji – dającym możliwość zapisania się na kolejne szkolenia – ale też narzędziem edukacyjno-szkoleniowym. – Będzie prosta, intuicyjna i dostępna dla różnych grup wiekowych. To nie może być rozwiązanie tylko dla osób biegłych pod względem technologicznym – zastrzega płk Barański.
W stronę rezerw
Zajęcia powrócą w pierwszym kwartale 2026 roku. Będą bardziej rozbudowane i trochę inaczej zorganizowane. Szkolenia nastawione na budowanie odporności społecznej wśród cywilów ponownie zostaną podzielone na cztery moduły. Jednak ciężar ich prowadzenia w większym niż dotąd stopniu spocznie na służbach podlegających Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. –Chcemy, aby część szkoleń cywilnych była realizowana przez instytucje, które na co dzień zajmują się reagowaniem kryzysowym, ratownictwem i bezpieczeństwem wewnętrznym. Mam tu na myśli służby podległe MSWiA. To pozwoli lepiej wykorzystać ich doświadczenie, a jednocześnie pozwoli wojsku przesunąć wysiłek na szkolenie rezerw – zapowiada płk Barański. W ten segment przez cały czas jednak będą się angażować instruktorzy WOT-u.
Nowym elementem, który pojawi się w szkoleniach dla cywilów, będą zajęcia grupowe, organizowane w placówkach oświatowych, urzędach, firmach, zakładach pracy. Tutaj w roli instruktorów wystąpią żołnierze. – Do tej pory wstępne zainteresowanie tego rodzaju spotkaniami zgłosiło przeszło 400 podmiotów. Wśród nich są szkoły, ale też duże koncerny, jak Orlen czy T-Mobile – informuje Pacholska i dodaje, iż o ile szkolenia indywidualne adresowane są do obywateli Polski, o tyle przy szkoleniach grupowych, które będą się odbywały na terenie zgłaszającego się przedsiębiorcy, przeszkoleni mogą być także zatrudnieni tam obcokrajowcy.
Ale projekt „wGotowości” w zasadniczej odsłonie powstał nie tylko z myślą o cywilach. Państwo zamierza szkolić także rezerwistów, którzy w razie potrzeby zasilą szeregi armii. I znów – program konsumuje tutaj doświadczenia wyniesione z przedsięwzięć, które wojsko realizuje już od pewnego czasu. Sztandarowym przykładem jest dobrowolna zasadnicza służba wojskowa. Ten z kolei projekt przygotowany został z myślą o wszystkich osobach, które ukończyły 18. rok życia, cieszą się dobrym zdrowiem i nieposzlakowaną opinią. Chętni zgłaszają się do wojskowych centrów rekrutacji i jeżeli pomyślnie przejdą kwalifikację, czeka ich 28-dniowe szkolenie podstawowe. W tym czasie otrzymują uposażenie w wysokości około 6300 zł brutto. Po zakończeniu tego etapu mają kilka dróg do wyboru – mogą przejść do rezerwy pasywnej, aktywnej albo rozpocząć 11-miesięczne szkolenie specjalistyczne, a potem ubiegać się o powołanie do zawodowej służby. – Od początku funkcjonowania programu do armii wstąpiło w ten sposób ponad 44 tys. żołnierzy – informuje kpt. Michał Gełej, rzecznik Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji. Takich programów pozostało kilka. Tu można wymienić choćby „Wakacje z wojskiem”. Dzięki nim wszystkim tylko w 2025 roku szeregi armii bądź rezerwy zasiliło łącznie 54 tys. ochotników.
W programie „wGotowości” proponuje się nieco zmodyfikowany mechanizm. –Punktem wyjścia jest szkolenie podstawowe – skierowane do osób, które nie służyły wcześniej w wojsku, a chcą zostać żołnierzami rezerwy. Trwa ono 28 dni i obejmuje regulaminy, musztrę, szkolenie strzeleckie, elementy taktyki, a także funkcjonowanie w strukturze wojskowej – wylicza płk Głuśniewski. W tej części „wGotowości” nie odbiega zasadniczo od tego, co armia proponowała w ramach innych programów. Różnice zaczynają się później. Po ukończeniu szkolenia ochotnik zostaje przeniesiony do rezerwy, ale – jak podkreślają wojskowi – to dopiero początek jego relacji z wojskiem. Rezerwiści zyskają bowiem możliwość regularnego doszkalania.
Chodzi o to, by rezerwa nieustannie podtrzymywała swoją zdolność bojową. Każdy rezerwista będzie miał możliwość dobrowolnego zgłoszenia się na wybrane szkolenia. – Stawiamy na systemowe podejście i przewidywalność. Chcemy, aby rezerwista nie był traktowany jako ktoś „na telefon”, ale jako element systemu, z jasno określoną ścieżką rozwoju. Jednocześnie musimy brać pod uwagę realia życia zawodowego i rodzinnego – argumentuje gen. bryg. dr Miernik.
Co ciekawe, i tu nie wszystkie zajęcia będą prowadzone przez wojsko. –Szkolenie podstawowe, zgrywające, z wykorzystaniem sprzętu wojskowego pozostaje domeną Sił Zbrojnych RP. Jednak przy takiej skali programu nie wszystkie elementy szkolenia indywidualnego muszą i powinny być realizowane wyłącznie w jednostkach wojskowych – podkreśla gen. Miernik. – Zależy nam, by żołnierz rezerwy miał możliwość szkolenia indywidualnego w czasie i miejscu, które są dla niego najbardziej dogodne. Dlatego przewidujemy możliwość zaangażowania podmiotów zewnętrznych: stowarzyszeń strzeleckich, organizacji proobronnych, klubów sportowych czy firm szkoleniowych. Będzie się to odbywało wyłącznie według wojskowych standardów, po certyfikacji instruktorów i pod stałym nadzorem jakości realizacji tego procesu. Funkcję kontraktującą i organizacyjną będzie pełnić Agencja Mienia Wojskowego. Ponadto MON przewiduje system zachęt i benefitów dla aktywnych żołnierzy rezerwy. W tworzenie go zostaną zaangażowane również inne ministerstwa. Powstanie swoisty pakiet dla rezerwisty – dodaje Miernik.
Jednym z elementów w zakresie szkolenia rezerw jest ścieżka realizowana we współpracy z uczelniami cywilnymi. – Jest skierowana do osób, które posiadają predyspozycje dowódcze i chcą pełnić funkcje oficerskie w rezerwie. W praktyce oznacza to naukę w ramach szkoły podchorążych rezerwy lub innych form kształcenia oficerskiego, które powstaną na uczelniach cywilnych – informuje płk Głuśniewski. Chętni, którzy będą chcieli podążać tą drogą, przejdą najpierw kwalifikację. Potem czeka ich wieloetapowe szkolenie. – Zamierzamy przygotowywać kandydatów do pełnienia konkretnych ról – zapowiada płk Barański. Po zakończeniu szkolenia jego uczestnik otrzyma stopień oficerski. Pozostanie w rezerwie, ale będzie regularnie podtrzymywał swoje umiejętności w danej jednostce, by w razie potrzeby zasilić jej szeregi. – Zobowiązanie studentów do kształcenia się w takiej formie przyniesie im konkretny benefit. To zapowiedziane na konferencji przez szefa MON-u 1000 zł comiesięcznego stypendium dla studentów-podchorążych. Jako wojskowi widzimy dużą szansę na nową pokoleniową zmianę i jakość rezerwowych kadr oficerskich, jednocześnie wkład w rozwój przyszłych aktywnych zawodowo obywateli, absolwentów różnych kierunków i dziedzinowych studiów – dodaje gen. Miernik.
Zakres projektu „wGotowości” jest więc niezwykle szeroki. – Program wpisuje się w myślenie o bezpieczeństwie państwa w sposób systemowy. Wojsko nie może funkcjonować w oderwaniu od społeczeństwa. Potrzebujemy świadomych obywateli, którzy nie panikują w sytuacjach kryzysowych, potrafią zadbać o siebie i swoje otoczenie, a jednocześnie rozumieją rolę sił zbrojnych – uważa gen. bryg. dr Miernik. W podobnym tonie wypowiada się prof. Elak: – jeżeli społeczeństwo chce być bezpieczne, musi być silne. Tutaj chodzi przede wszystkim o zmianę świadomości, a to praca, którą trzeba u nas rozpocząć od samych podstaw. Duże wyzwanie w kraju, gdzie 30% dzieci nie uczestniczy w lekcjach WF-u…
Budowa państwa odpornego na wstrząsy to zadanie rozpisane na lata. Gorzej, iż we współczesnym, coraz mniej stabilnym świecie czas na osiągnięcie tego celu dramatycznie się kurczy. Kluczową kwestią pozostaje przekonanie ludzi, iż szkolenia takie jak „wGotowości” nie są przejawem postępującej militaryzacji społeczeństwa. Ani tym bardziej typowaniem kandydatów na front. To raczej krok ku temu, by nikt na wojnę iść nie musiał. Bo tylko silne państwo potrafi od straszyć potencjalnych agresorów.