Przemyślany każdy ruch

polska-zbrojna.pl 7 часы назад

To jest zupełnie inna jakość życia. Mogę wykonywać ruchy, bez których funkcjonowałem przez 14 lat. Ale wszystkiego muszę się nauczyć – mówi mł. chor. Tomasz Rożniatowski. Weteran, jako pierwszy w Polsce, otrzymał protezę ramienia połączoną bezpośrednio z kością dzięki implantu i sterowaną sygnałami z mięśni.

– Dzisiaj włożyłem koszulkę, potem mundur w pracy. Musiałem się nieźle nagimnastykować, ale zrobiłem to sam. Wielkie osiągnięcie, co? – śmieje się Tomasz Rożniatowski. Jest pierwszym Polakiem, który użytkuje ultranowoczesną protezę ręki montowaną na implancie wszczepianym w kikut.

Podczas misji w Afganistanie, 14 lat temu, Rożniatowski został ciężko ranny i stracił lewą rękę. Od tamtej pory nauczył się funkcjonować bez niej – wrócił do służby, uprawiał sport, startował w zawodach w różnorodnych dyscyplinach. Jednak codzienne życie przez lata oznaczało nieustanne kompromisy i ograniczenia. Jesienią 2025 roku po raz pierwszy pojawiła się realna szansa, by to zmienić.

REKLAMA

Proteza, która nie działała

Przez pewien czas Rożniatowski miał już protezę tzw. lejową. – Ona nie spełniała żadnej ze swoich funkcji – wspomina. – Pasy obcierały mnie pod pachami, kiedy się pociłem. Zsuwała się, elektrody źle przewodziły impulsy i zdarzało się, iż działała sama, bez mojej kontroli.

W praktyce oznaczało to jedno: niemal w ogóle z niej nie korzystał. – Przez kilkanaście lat w zasadzie funkcjonowałem bez protezy. Można powiedzieć, iż przyzwyczaiłem się do życia bez ręki – przyznaje. Cały ciężar codziennych czynności spoczywał na prawej stronie ciała. Po kilkunastu latach organizm się zbuntował. Skrzywiony kręgosłup doskwierał coraz bardziej. Problemem stał się też prawy bark. – Zerwany biceps, nadwerężenie ścięgna, więzadła – to wszystko wymagało interwencji medycznej, żebym mógł dalej normalnie używać chociaż tej jednej ręki – opowiada Rożniatowski.
Nie myślał jednak o protezie. Słyszał, iż istnieją rozwiązania nowocześniejsze niż to, z którego on korzystał, o weteranach mających nowe kończyny. Ale w Polsce? Choćby ze względów finansowych taka opcja wydawała się zupełnie poza jego zasięgiem.

Wtedy do działania ruszył płk Mariusz Denkewicz, szef Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego, którego zawodnikiem jest Rożniatowski. Namówił żołnierza do konsultacji u dr. Damiana Zaborowskiego, specjalisty ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Podczas badań okazało się, iż Rożniatowski kwalifikuje się do zabiegu osseointegracji – rozwiązania, które w Polsce do tej pory stosowano wyłącznie w przypadku kończyn dolnych.

Zabieg polega na wszczepieniu w kość tytanowego implantu, do którego następnie mocowana jest proteza. Daje to stabilne połączenie i zupełnie nowe możliwości sterowania. – To była decyzja trudna, bo implant zostaje w kości na całe życie – mówi Rożniatowski. – Zastanawiałem się, jak to będzie działać, czy się przyjmie. Ale uznałem, iż to jedyna droga, żeby poprawić komfort życia – dodaje.

Na stół operacyjny trafił we wrześniu. Lekarze zajęli się jego prawym barkiem, a w kikut po amputacji lewej ręki wszczepili implant. Trzeba było trzech miesięcy, by zintegrował się z kością. W tym czasie w Rzeszowskich Zakładach Ortopedycznych powstawała nowoczesna proteza dla Rożniatowskiego, indywidualnie dopasowana do jego parametrów ciała.

Przeskok technologiczny

– Dopiero kiedy brakuje ręki, człowiek zdaje sobie sprawę, jakim wysiłkiem mogą być drobne, codzienne czynności: odkręcenie butelki, zapinanie guzików czy choćby ubieranie się – mówi Rożniatowski. Choć jako sportowiec osiągał sukcesy, na co dzień nie mógł funkcjonować bez wsparcia najbliższych. – Proszę kiedyś spróbować zasznurować buty jedną ręką. Trudne, prawda? – pyta. – O, albo pokroić chleb! Lub założyć zegarek na prawą rękę, mając tylko ją.

Nowoczesna proteza dla Tomasza Rożniatowskiego powstała w Rzeszowskich Zakładach Ortopedycznych.

Teraz uczy się tego wszystkiego na nowo. Możliwości, jakie daje nowa proteza, są imponujące. – Elektroniczne łokieć i nadgarstek, palce zginające się w wielu konfiguracjach, co daje aż 24 możliwe uchwyty, w tym bardzo precyzyjne, do tego udźwig do 30 kg – wymienia Tomasz Rożniatowski. Są też ograniczenia – proteza nie jest wodoodporna, więc o pływaniu można zapomnieć. – Ale i tak to jest przeskok do klasy premium – zapewnia weteran z entuzjazmem.

Codzienność w nowej wersji

Teraz zaczyna się najtrudniejszy etap – nauka. – jeżeli ktoś myśli, iż zakłada się taką protezę i wszystko od razu działa, to będzie rozczarowany – mówi wprost. – Na co dzień nie uświadamiamy sobie, ile procesów stoi za każdym ruchem: myśl, impuls, kontrola. Ja muszę się tego nauczyć od zera – dodaje weteran. Sterowanie protezą polega na świadomym napinaniu konkretnych mięśni z odpowiednią siłą. – Muszę pomyśleć, czy napiąć mięsień mocniej, czy lżej. Proteza wyłapuje impuls i zamienia go w ruch – tłumaczy Rożniatowski i dodaje: – Przy naturalnej ręce to dzieje się automatycznie. Tutaj każda czynność jest przemyślana. Zapanowanie nad szybkością, kątem, zakresem ruchu – to nie takie proste.

Dlatego pierwsze dni z nową ręką to nie euforia, ale żmudna praca. – Ćwiczę głównie w domu, w spokoju, bez presji. Dwie, trzy godziny dziennie – mówi. – Tak, żeby nie przeciążyć mięśni, bo przez 14 lat nie były używane. Jak na początku nie ma efektów, łatwo się zniechęcić. A tu trzeba cierpliwości – tłumaczy Rożniatowski.

Małe kroki, duża zmiana

Pierwsze efekty jednak już są. – Prowadziłem samochód. Bez pomocy włożyłem mundur. Kiedy z kimś rozmawiam, mogę naturalnie założyć rękę na rękę – wylicza. – To drobiazgi, których większość ludzi nie zauważa i nie docenia.

Rożniatowski wie, iż do pełnej biegłości w używaniu protezy jeszcze daleka droga. Proces nauki porównuje do tego, jak dzieci uczą się panować nad własnym ciałem – od dużych, nieprecyzyjnych ruchów do drobnych, kontrolowanych gestów. – Do tych ostatnich jeszcze mi daleko – przyznaje. Ale to tylko kwestia pracy i determinacji. Na razie przez większą część dnia nosi tzw. protezę kosmetyczną. Nie daje ona takich możliwości jak ta adekwatna, ale montowana na implancie, przyzwyczaja ciało do ciężaru. –Poza tym od razu lepiej się czuję, jak patrzę w lustro i widzę pełny rękaw. To jest zupełnie inne życie – zapewnia Tomasz Rożniatowski.

W najbliższym czasie planuje skupić się na zdrowiu. Choć nie rezygnuje ze sportu, to jest jego priorytet. – Miniony rok był pod tym względem bardzo trudny – kontuzje, operacja wyrostka oraz zabiegi na obu stawach barkowych dały mi się mocno we znaki – mówi. Sprawdza się też w zupełniej nowej roli. – Otrzymałem dużą szansę, z której skorzystałem – gram w serialu. W tej kwestii niczego nie planuję, cierpliwie czekam i obserwuję, jak wszystko się rozwinie. Bo w życiu często bywa tak, iż człowiek planuje, a Pan Bóg się śmieje – dodaje.

Anna Pawłowska
Читать всю статью