W geopolityce nie ma miejsca na proroctwa, ale jest miejsce na ostrzeżenia. U schyłku 2025 roku wizje Aloisa Irlmaiera, bawarskiego proroka z połowy XX wieku, znów wracają na szpalty. Pojawiają się w nagłówkach gazet, ponieważ świat wygląda dokładnie tak, jak go opisywał dawno temu. Można opatrzyć to jednym stwierdzeniem „Upadek zaczyna się nie od bomb, ale od utraty ducha.” A dziś obserwujemy to w największym kryzysie od dekad.
Interpretatorzy proroctw od lat spierali się, czym są wymieniane przez Irlmaiera „trzy korony”, które „zachwieją się jednocześnie”. Analizując sytuację geopolityczną coraz częściej wskazują, iż może chodzić o Amerykę, Chiny i Rosję. To one faktycznie trzymają dziś karty na globalnym stole i dyktują rytm zmian, ale to właśnie u nich widać największe pęknięcia.
Każdy z tych państw przeżywa coś, co wizjoner nazwał „upadkiem od wewnątrz” — procesem powolnego pękania struktur, zanim usłyszymy choćby jeden strzał. W powietrzu czuć napięcie, kryzysy wewnętrzne wielkich mocarstw, geopolityczne przesilenie i dodatkowo wojna w Ukrainie.
USA gigant, który kruszy się od środka ze społeczeństwem podzielonym jak nigdy od czasów wojny secesyjnej, z kryzysem zaufania, o którym Irlmaier pisał wyjątkowo trafnie.
Chiny – z gospodarką wyhamowaną jak wóz zaprzężony w zbyt dumnego konia oraz narastającym napięciem społecznym, gdzie zawodzi to, co miało być ich największą siłą: stabilność. Rosja – pozornie silna, ale wewnętrznie wypalona: konflikty, demografia, gospodarka obciążona wojną, utrata globalnego autorytetu.
Europa również nie stoi na pewnym gruncie. Najgorsze wcale nie dzieje się na wschodniej flance, ale wewnątrz państw: w rodzinach, w debacie publicznej, w komentarzach, które podsycają pogardę. Społeczeństwa rozrywa polaryzacja
W Polsce widzimy to na co dzień
Dwie połówki kraju żyją w równoległych światach. A kiedy naród przestaje mówić wspólnym językiem — wchodzi na ścieżkę, przed którą Irlmaier ostrzegał najbardziej. Bo to właśnie brak jedności był według niego początkiem katastrofy.
Irlmaier mówił, iż „Wojna zaczyna się niewidocznie, w sercu człowieka.” I dziś ta wojna trwa na pełnych obrotach. Nie na frontach, nie w okopach, tylko w umysłach ludzi. Deepfaki, manipulacje, fałszywe nagrania, znikające granice między faktem a iluzją — oto prawdziwe pole bitwy współczesności. Nie trzeba proroka, by to zauważyć. Ale prorok nadał temu imię: „mgła, która opada na serca”. Wojna informacyjna, która przypomina mgłę spadającą na percepcję — dokładnie tak, jak opisywał wizjoner, gdy mówił, iż ludzie „nie będą w stanie rozpoznać prawdy od fałszu”. jeżeli nie umiemy odróżnić prawdy od wygodnych kłamstw, stajemy się łatwym celem. Nie dla Rosji, nie dla Chin, ale dla siebie nawzajem.
Czy mamy podstawy do niepokoju?
Tak, ale największym zagrożeniem nie są czołgi ani rakiety. Największym zagrożeniem jest to, iż przestaliśmy być wspólnotą. Że daliśmy się podzielić, rozbić, skłócić. Że każdy z nas żyje w swojej „bańce prawdy”, w swoim własnym mini-państwie, które rządzi się emocjami i wrogami wygenerowanymi przez algorytmy. To dokładnie ten moment, przed którym ostrzegał Irlmaier, gdy pisał: „Upadek narodów zaczyna się, gdy człowiek zapomina, kim jest.”
Jeśli mamy się czego bać, to tego, iż właśnie się tego zapominania uczymy — codziennie, po trochu, przewijając ekran.
Ostrzeżenie, nie proroctwo
To nie jest czas na panikę. Ale jest to czas na powagę. Irlmaier nie chciał straszyć — chciał przypominać, iż społeczeństwo, które traci fundament: wartości, wspólnotę, zaufanie — samo sprowadza na siebie nieszczęście. Bez czołgów, bez bomb, bez wrogiej armii.
Właśnie dlatego jego wizje są dziś przestrogą. jeżeli chcemy wiedzieć, czy upadek jest blisko, odpowiedź jest prosta: to zależy od nas. Nie od proroka. Nie od polityków. Nie od geopolityki. Od tego, czy wybierzemy dalszą polaryzację, czy powrót do rozmowy. Czy będziemy bronić swoich plemion, czy szukać wspólnego gruntu. Czy damy się karmić kłamstwami, czy wrócimy do trudnej sztuki sprawdzania faktów. Czy będziemy szli w stronę rozłamu — czy w stronę jedności. Bo drzwi, do których upadek może już pukać, nie są drzwiami państw, tylko naszych sumień. A od tego, jak je otworzymy — zależy los całych narodów. Jedno jest pewne ostrzeżenia wizjonera są śmiertelnie poważne.
Jolanta Czudak
















