Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił postanowienie Prokuratury Rejonowej Warszawa – Śródmieście o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie działalności tzw. aborcyjnej „przychodni” „Abotak”, nakazując jej przeprowadzenie postępowania przygotowawczego. Sąd uznał, iż wcześniejsza decyzja prokuratury była „przedwczesna i oparta o niekompletny materiał dowodowy”.
Prokuratura została zmuszona do ścigania aborcyjnej jaczejki „Abotak”. Na pozór decyzja sądu może wydawać się jedynie technicznym uwzględnieniem środków odwoławczych. W rzeczywistości wskazuje ona na znacznie głębszy problem: niespójną, instrumentalną politykę organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości w zakresie prawa karnego w walce z aborcyjnymi aktywistami skrajnej lewicy.
Przypomnijmy kontekst tej sprawy: lokal „Abotak” został otwarty w Warszawie 8 marca 2025 roku przez aktywistki „Aborcyjnego Dream Team”, jako forma obywatelskiego protestu wobec obowiązujących restrykcji aborcyjnych i de facto test granic prawnych i policyjnych. Prokuratura otrzymała zawiadomienie na działalność tej jaczejki z Instytutu Ordo Iuris, który oskarżył organizatorki o działania sprzeczne z art. 152 Kodeksu karnego i ustawy Prawo Farmaceutyczne. Niestety, prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, uznając zgromadzony materiał dowodowy za niewystarczający.
Odmowa ścigania była wskazywana przez obserwatorów jako wyraz braku klarowności interpretacyjnej i politycznego kierowania decyzjami prokuratury przez ludzi Waldemara Żurka, zamiast oparcia ich na przejrzystej, przewidywalnej wykładni prawa.
Oficjalne wytyczne w tej sprawie, wydane przez Prokuratora Generalnego podkreślają, iż przestępstwo z art. 152 § 2 k.k. ma charakter formalny – oznacza to, iż musi istnieć konkretna, możliwa do zidentyfikowania osoba ciężarna, której udzielono pomocy w aborcji, aby można było mówić o odpowiedzialności karnej. Tymczasem zgłoszenie dotyczyło – według prokuratury – bardziej abstrakcyjnego planu i deklaracji niż udokumentowanego czynu wobec konkretnej pacjentki.
Sąd, analizując sprawę, uznał jednak, iż decyzja o odmowie była „przedwczesna i powierzchowna”. Taki werdykt sądu ukazuje nierówne standardy działania instytucji państwowych w sytuacjach społecznie i politycznie spolaryzowanych. O ile prokuratura może wykazywać ostrożność w ściganiu aborcji – w rozumieniu literalnym, związanym z konkretnymi przypadkami naruszenia prawa – o tyle decyzje sądu wskazują, iż rola prokuratury nie może sprowadzać się do rolowania występków aborcjonistów, z uwagi na presję ideologiczną.
To zjawisko nie powinno być bagatelizowane, ponieważ prowadzi do sytuacji, w której prawo karne staje się narzędziem walki o społeczne porządki, zamiast służyć ochronie najważniejszych dóbr prawnych. Takie wykrzywienie funkcji organów ścigania podważa zaufanie do państwa prawa, zwłaszcza w obszarze praw reprodukcyjnych – praw, które wkraczają w najbardziej intymne sfery życia obywateli.
Ta sprawa nie jest odosobniona – wcześniej prokuratura również podejmowała kontrowersyjne decyzje w podobnych kontekstach, choćby w kwestii umarzania śledztw dotyczących aborcji w różnym stadium ciąży, co zdaniem przeciwników restrykcyjnej polityki prawa karnego potwierdza dysfunkcjonalność systemu stosowania prawa w tych obszarach.
Podsumowując, uchylenie postanowienia prokuratury przez sąd pokazuje, iż w konflikcie wokół aborcji w Polsce nie chodzi jedynie o literalne stosowanie przepisów, ale o głębsze napięcia między wymiarem sprawiedliwości, polityką ideologiczną i prawami obywatelskimi. W takiej sytuacji prawo, które miało być instrumentem ochrony porządku społecznego, zaczyna być narzędziem naruszającym spójność i przewidywalność państwa prawa. I chyba o to w tym chodzi – o przekonanie lewicowców, iż mogą więcej, dopóki rządzi Koalicja Obywatelska. Tak się buduje żelazny elektorat.
Polecamy również: Rząd Tuska uderza w przedsiębiorców kolejnym absurdem







