Akurat trafiłem na szalenie interesujący tekst na szalenie ciekawej platformie. Jestem jej stałym czytelnikiem ze względu na bardzo wysoki poziom (także intelektualny). Próbowałem uzyskać zgodę na tłumaczenie, ale podany adres mailowy nie funkcjonuje. Ale tekst jest na tyle ciekawy, iż mimo tego postanowiłem go opublikować. Mam nadzieję, iż autor nie obrazi się.
Gorąco polecam tę stronę, wszystkie teksty są w językach: angielskim, niemieckim, francuskim i rosyjskim.
Właściwie w tym tekście nie ma niczego, czego bym już wcześniej tutaj nie napisał. Autor doskonale zebrał wszystko „do kupy”. Różnica między nami polega na tym, iż ja od początku nie miałem złudzeń, iż wcześniej czy później musi dojść do decydującego starcia, bo dla obu stron chodzi o „być, albo nie być” – to jest konflikt egzystencjalny. Hänseler dopiero teraz zaczyna to dostrzegać. Inną różnicą jest spojrzenie na gigantyczne zadłużenie i idiotyczne wręcz kursy na giełdach. Hänseler dziwi się im, dla mnie to po prostu efekt procesów zachodzących w systemie monetarnym.
Czytając fragment, w którym Putin mówi o eleganckich facetach, którzy objaśniają nowemu prezydentowi jak się rzeczy mają i kto tu naprawdę rządzi, pomyślałem sobie: skąd on to wie? Czy do niego przypadkiem także tacy nie przyszli? Gdy widzi się, iż Nabiullina, zamiast oskarżenia o działanie na szkodę kraju i usunięcia ze stanowiska szefowej banku centralnego, jest pod jego ochroną, wydaje się to całkiem prawdopodobne…
Ale naprawdę przerażające myśli naszły mnie w trakcie lektury części o Iranie. Moje prywatne kontakty potwierdzają, iż irańskie społeczeństwo jest przeciwne jakimkolwiek rokowaniom z „Wielkim Szatanem” (tak Irańczycy określają USA). Już dawno spodziewałem się, iż może dojść do izraelskiego ataku nuklearnego na Iran; obawiam się, iż coraz szybciej się do tego zbliżamy. Akurat wyciekły informacje, iż Izrael planował atak na trwające właśnie uroczystości pogrzebowe Alego Chamenei. Nie wiemy czy te informacje są prawdziwe, ale są one wysoce prawdopodobne! Musimy sobie uświadomić fakt, iż mamy do czynienia z psychopatami przekonanymi o tym, iż wszystko im wolno, bo są wybrańcami boga! Milczenie świata w obliczy ludobójstwa w Strefie Gazy i w innych regionach Palestyny tylko utwierdza ich w tym przekonaniu!
Paradoksalnie innym poważnym zagrożeniem jest zacofanie techniczne Zachodu. Karmieni jesteśmy mitami o amerykańskiej potędze militarnej. Tymczasem jedyną bronią, która dorównuje temu, co posiada Rosja, są atomowe okręty podwodne. Jedynie one sprawiają, iż Rosja nie będzie w stanie bezkarnie zaatakować USA. Rosja posiada cały wachlarz pocisków hipersonicznych, przed którymi nie ma żadnej obrony. Dark Eagle – pierwszy amerykański pocisk hipersoniczny BYĆ MOŻE będzie gotowy po 2030 roku! W dodatku niewielki przenoszony ładunek sprawia, iż będzie to raczej petarda niż poważna broń! W przeciwieństwie do rosyjskich pocisków nie będzie mieć zdolności manewrowych. Przy pomocy swoich rakiet hipersonicznych, Rosja już dziś jest w stanie zniszczyć większość amerykańskich silosów z rakietami balistycznymi. Kompletnie przestarzałe – bo lecące po stałych trajektoriach – Minutmany, którym uda się wystartować, będą łatwym celem dla rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Ale pozostają amerykańskie atomowe okręty podwodne ze swoimi rakietami… Na razie cały Zachód śni sny o potędze, ale gdy przyjdzie przebudzenie, to kręgi sprawujące władzę mogą dojść do wniosku, iż zanim będzie za późno, trzeba postawić wszystko na jedną kartę i nacisnąć przysłowiowy czerwony guzik. Niestety ten scenariusz staje się coraz bardziej prawdopodobny…
Ale przejdźmy wreszcie do artykułu!
Początek tłumaczenia
Prawda jest dla ludzi akceptowalna!
Europa odmawia Rosji pokoju i dąży do wojny. Stany Zjednoczone i Izrael chcą wojny z wieloma przeciwnikami – przemyślenia
Autor: Peter Hänseler
Wprowadzenie
Ingeborg Bachmann doszła w 1959 roku do wniosku, iż prawda jest dla człowieka do zaakceptowania, ponieważ jest on w stanie ją przyjąć, choćby jeżeli jest ona jak najbardziej niewygodna. Literatura nie powinna ani ukrywać prawdy, ani jej upiększać.
Dotyczy to w szczególności mediów, które od lat nie wywiązują się ze swojej roli czwartej władzy. Świat zmierza ku nowej wojnie światowej, a większość ludzkości nie jest w stanie ocenić zagrożeń i szans, ponieważ media poprzez swoją propagandę zniekształcają fakty w taki sposób, iż prawda znika w coraz gęstszej mgle. Ogłupienie osiągnęło taki poziom, iż choćby politycy na Zachodzie wierzą w propagandę własnych mediów i postępują zgodnie z nią. Nieprawdy rozpowszechniane przez polityków nie są już przez nich samych postrzegane jako kłamstwa – ich intelekt w dużej mierze na to nie wystarcza. Należy stwierdzić, iż politycy stali się – i przez cały czas stają się – przede wszystkim „ambasadorami” stale obniżającego się poziomu wykształcenia, a w konsekwencji ofiarami własnej propagandy.
Ten tekst stara się wykazać, iż mimo wszystko możliwe jest oddzielenie ziarna od plew, ponieważ wśród całego tego śmiecia, jakim są doniesienia medialne, kryje się prawda.
Nie zapominajmy o złu
W artykule „Czy zło zwycięży?” zastanawiałem się nad tym, kto tak naprawdę kieruje wydarzeniami geopolitycznymi na świecie. Omówiłem „City of London” i „Rothschildów” jako przykłady sił, które zza kulis kierują światem. Są one również odpowiedzialne za wojny, zamachy stanu i inne wstrząsy w naszym świecie. Już ta niewielka część akt Epsteina, która została upubliczniona, dała pierwsze wyobrażenie o powiązaniach między potężnymi tego świata. Zobacz „Epstein – »sługa zła« – niebezpieczne pytania” . W ten sposób na przykład rodzina Rothschildów została ponownie wyciągnięta na światło dzienne; ta sama rodzina, która z wielkim wysiłkiem próbowała przekonać świat, iż od czasów II wojny światowej nie wywiera już żadnego wpływu i zajmuje się jedynie prowadzeniem kilku prywatnych banków, muzeów i winnic. Nie należy się dziwić, iż dyskusja na temat treści akt Epsteina lub ich dalszych publikacji całkowicie zniknęła z mediów; ktoś złośliwy zapytałby, kto adekwatnie kontroluje media.
Temat „deep state” nie jest zresztą kwestią rozpowszechnianą przez garstkę pomyleńców. Już w 2017 roku prezydent Putin wypowiedział się na ten temat w sposób całkowicie jasny:
„Prezydenci się zmieniają… Wtedy pojawiają się elegancko ubrani mężczyźni w ciemnych garniturach z teczkami. Zaczynają wyjaśniać, jak naprawdę się sprawy mają… i wszystko zmienia się z dnia na dzień”.
Media
Kontrola sprawowana jest albo bezpośrednio przez akcjonariuszy, albo pośrednio poprzez wpływy polityczne lub gospodarcze, na przykład poprzez regulowanie przychodów z reklam, umieszczanie na czarnej liście lub manipulowanie liczbą wyświetleń na kanałach YouTube. Kontrola nad mediami na całym Zachodzie jest de facto całkowita – niezłe osiągnięcie.
Warto zwrócić uwagę na następującą kwestię: politycy i media przy każdej okazji głośno wychwalają wolność słowa, niezależnie od tego, czy jest to uzasadnione, czy nie. Niemal w tym samym czasie jednak wolność ta jest ograniczana poprzez równie głośne potępianie rozpowszechniania „fake news” i „mowy nienawiści” – czyli korzystania z prawdziwej wolności słowa – a następnie, dla własnych korzyści politycznych, definiowanie ich jako przestępstwo i egzekwowanie odpowiednich przepisów.
Ostatecznie to państwo określa, co oznaczają pojęcia „fake news” i „mowa nienawiści”. Prowadzi to do tego, iż prawo, które nie jest już absolutne, ale ulega relatywizacji, załamuje się pod wpływem tego ograniczenia. W Niemczech pożądane polityczne orzecznictwo jest zabezpieczane poprzez polityczne obsadzanie stanowisk sędziowskich w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym. Procedura wyboru sędziów do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przebiega według podobnego schematu.
Konsekwencje tego ograniczenia są zamierzone i oczywiste. Analitycy, którzy wyrażają choćby najbardziej uzasadnioną opinię, która nie odpowiada gustom rządzących, są pozbawiani praw, wywłaszczani i przedstawiani jako przestępcy bez przeprowadzenia postępowania sądowego. Najczęściej stosowanym środkiem są na przykład sankcje UE, które pierwotnie zostały wprowadzone w odniesieniu do terrorystów, ale w tej chwili – przy poparciu szerokiej opinii publicznej – nakładane są na najbardziej obiektywnych ekspertów, takich jak Szwajcar, a tym samym obywatel spoza UE, Jacques Baud; zobacz nasze relacje na ten temat. Skutkiem tego ukierunkowanego oddziaływania politycznego są relacje w tradycyjnych mediach, które nie mają już nic wspólnego z prawdą, a często wręcz ją odwracają.
Wszystkie kryzysy geopolityczne mają jedno źródło
Wszystkie konflikty zbrojne na całym świecie należy postrzegać jako jedną całość, jedną strategię. Ci sami ludzie, którzy podsycają wojnę przeciwko Iranowi i przemocą tworzą Wielki Izrael, ponoszą również odpowiedzialność za konflikt na Ukrainie i wojnę Europy przeciwko Rosji, która prawdopodobnie niedługo nastąpi, przy czym wiele konfliktów – na przykład w Afryce – o których nie wspominamy na naszym blogu, również stanowi część tej strategii. Wszystko jest ze sobą powiązane, a fakt, iż dziennikarze bronią wojny – prowadzonej przy użyciu metod o charakterze ludobójczym – przeciwko Iranowi, Libanowi i Gazie, jednocześnie popierając działania Rosji na Ukrainie, świadczy o braku zrozumienia kwestii geopolitycznych. Siły wywołujące i podsycające te konflikty są identyczne. Zrozumienie tego faktu bardzo pomaga w ogarnięciu ogólnej sytuacji geopolitycznej.
Ogólny obraz sytuacji nie jest trudny do zrozumienia: po setkach lat panowania kolonialnego nad resztą świata zbiorowy Zachód przegrał już wyścig gospodarczy z Globalnym Południem; więcej na ten temat poniżej. O ile w ciągu ostatnich 500 lat wojny dotyczyły tego, kto na Zachodzie będzie sprawował hegemonię nad imperium kolonialnym, o tyle dzisiejsze konflikty dotyczą tego, czy zbiorowy Zachód zdoła utrzymać swoje imperium kolonialne. Szanse na to są niewielkie, jak już przedstawiliśmy w naszej serii „Rozpoczęła się wojna dwóch światów”. Wówczas spodziewaliśmy się wielu pojedynczych konfliktów trwających przez dziesięciolecia, jednak bez wojny światowej. Ta stosunkowo optymistyczna teza wydaje się teraz chwiać, ponieważ agresja między światowymi mocarstwami narasta z dnia na dzień, a zbiorowy Zachód nie rezygnuje z arogancji kolonialnego władcy i całkowicie przecenia swoje możliwości, posługując się pozornymi argumentami.
Budżet wojskowy jako miara siły militarnej to fałszywy argument
Amerykanie od dziesięcioleci wmawiają światu, iż dysponują najsilniejszymi siłami zbrojnymi na świecie. Twierdzenie to poparte jest astronomiczną liczbą: budżetem wojskowym USA wynoszącym aż 1,5 biliona dolarów amerykańskich. To 10 razy więcej niż rosyjski budżet wojskowy, a choćby 190 razy więcej niż budżet wojskowy Iranu, który w 2024 r. wyniósł 7,89 mld dolarów amerykańskich. NATO bez Stanów Zjednoczonych wydało 608 mln dolarów amerykańskich.
Mimo to Stany Zjednoczone – wraz z Izraelem – poniosły porażkę zarówno w wojnie 12-dniowej, jak i w trwającej w tej chwili wojnie, która wymknęła się spod kontroli. NATO wraz ze Stanami Zjednoczonymi ponosi porażkę na Ukrainie. Ogromne budżety na Zachodzie jasno wskazują, iż zachodnie siły zbrojne nie są nastawione na obronę wolności, ale na zgarnianie jak największej ilości pieniędzy. Prowadzi to do tego, iż system uzbrojenia na Zachodzie uznaje się za udany, jeżeli można go sprzedać za jak największą kwotę własnym siłom zbrojnym lub siłom zbrojnym państw trzecich. W 2024 roku przedstawiliśmy porównanie dwóch śmigłowców bojowych, które według ekspertów są równoważne: rosyjskiego Kamowa KA-52 i amerykańskiego AH-64 Apache. Apache kosztuje 155 milionów dolarów amerykańskich, a Kamow – 16 milionów. Do tego dochodzi fakt, iż zachodnie systemy uzbrojenia są produkowane w wręcz homeopatycznych ilościach, a zwiększenie produkcji, które mogłoby zapewnić trwałe wsparcie w przypadku długotrwałego konfliktu, jest niemożliwe; jest to zbyt kosztowne, zbyt skomplikowane, a do tego połączone z potencjałem przemysłowym, którego po prostu już nie ma.
W perspektywie średnioterminowej Stany Zjednoczone nie będą w stanie produkować wysokiej jakości sprzętu wojskowego w wystarczających ilościach i po rozsądnych kosztach, ponieważ borykają się w tej chwili z wieloma problemami: po pierwsze brakuje woli, ponieważ nadrzędnym celem jest zysk dla kompleksu militarno-przemysłowego. Po drugie, w wyniku trwającej od 30 lat deindustrializacji Stany Zjednoczone nie dysponują już bazą przemysłową niezbędną do produkcji broni w ilościach wymaganych na potrzeby działań wojennych.
Na pierwszym planie stoi raczej dążenie do zysku. Obiektywni obserwatorzy powinni dostrzec, iż taka strategia w sytuacji kryzysowej musi doprowadzić do katastrofy – jak pokazały przykłady Bliskiego Wschodu i Ukrainy. Według ocen różnych ekspertów Zachód pozostaje tam w tyle za swoimi konkurentami o co najmniej dekadę, zarówno w zakresie technologii rakietowej, jak i dronów.
Na przykład Iran, którego wydatki na zbrojenia są około 200 razy niższe niż wydatki USA, dysponuje pociskami hipersonicznymi, które niezwykle trudno jest przechwycić. Natomiast zbiorowy Zachód przez cały czas nie dysponuje gotową do użycia bronią hipersoniczną. Krytycy oceniają to jako skutek połączenia dążenia do zysku, arogancji i korupcji w ramach kompleksu militarno-przemysłowego.
Jeśli Zachód chce w przyszłości ponownie działać na równi pod względem militarnym, musiałby gruntownie zreformować kompleks militarno-przemysłowy – przedsięwzięcie, które w świetle istniejących stosunków sił gospodarczych i politycznych wydaje się niemal niemożliwe; przemysł ten jest kontrolowany przez grupy, o których mowa powyżej.
Brak woli obrony na Zachodzie
Jak zbiorowy Zachód reaguje na przegrane wojny? – Zwiększa swoje budżety wojskowe, nie zajmując się jednak niezbędnymi problemami strukturalnymi. Na Zachodzie panuje błędne przekonanie, iż wszystko da się rozwiązać dzięki pieniędzy. W Rosji przemysł zbrojeniowy pozostaje w większości własnością państwa, dlatego też istnieje tam nadrzędny interes w produkcji wysokiej jakości, ale jednocześnie niedrogiej.
W związku z tym w Stanach Zjednoczonych zmiana nastąpi tylko wtedy, gdy amerykański pęd do zysku w produkcji broni zostanie poważnie poddany w wątpliwość – oraz gdy społeczeństwu uda się pozyskać najlepsze umysły do pracy w przemyśle obronnym w interesie całego amerykańskiego społeczeństwa, co w tej chwili nie ma miejsca. Amerykańscy fizycy zajmujący się rakietami zarabiają więcej jako analitycy w bankach inwestycyjnych i nie mają motywacji, by służyć ojczyźnie, ponieważ na Zachodzie wola obrony praktycznie nie istnieje. Na przykład w Niemczech jedna liczba niweczy nadzieję na większą gotowość do obrony: spośród 300 000 młodych Niemców tylko 530 jest gotowych do odbycia służby wojskowej – to zaledwie 0,17%! (Źródło: Süddeutsche Zeitung). Liczba ta stanowi rażący kontrast w stosunku do wypowiedzi np. Borisa Pistoriusa, niemieckiego ministra obrony, który już w 2024 roku oświadczył:
„Musimy być gotowi do wojny do 2029 roku” – powiedział minister. „Musimy zapewnić odstraszanie, aby zapobiec eskalacji konfliktu do skrajności”.
Boris Pistorius, 5 czerwca 2024 r.
Na całym Zachodzie perspektywa przygotowania sił zbrojnych do wojny wygląda zatem ponuro. Mimo to Europejczycy i Amerykanie wydają się z wielką pewnością siebie przeć ku wojnie światowej, dysponując przestarzałymi, a do tego zawyżonymi cenowo systemami uzbrojenia i bez niezbędnej woli obronnej społeczeństwa. To wydaje się być szaleństwem – ale tak właśnie jest. Fakty mówią same za siebie. Kto robi coś takiego? Robią to skorumpowani politycy, tacy jak ci, których opisaliśmy na początku.
Gospodarka jako oznaka porażki
Jeśli weźmie się pod uwagę dane gospodarcze, łatwo zauważyć, iż zachodni świat już przegrał wyścig gospodarczy. Historia uczy, iż w takiej sytuacji jedyną opcją pozostaje wojna.
Od lat zwracam uwagę na katastrofalny poziom długu publicznego i groteskowe wyceny na rynkach finansowych. Do tego dochodzi fakt, iż kolektywny Zachód oszukuje również przy obliczaniu siły gospodarczej. Wszystko po to, by podtrzymać narrację pozwalającą przez cały czas przedstawiać USA jako numer 1. jeżeli obliczyć PKB skorygowany o siłę nabywczą, tj. uwzględniając lokalną siłę nabywczą poszczególnych krajów, to USA już przegrały.
Źródło: Visual Capitalist
Zgodnie z tymi obliczeniami Chiny wyprzedzają Stany Zjednoczone, a Rosja – Japonię i Niemcy. Do tego dochodzi fakt, iż zachodni świat jako agresor znajduje się w sytuacji politycznej i gospodarczej, która nie pozwala na militarną konfrontację z Rosją, Iranem i Chinami: Zadłużenie Stanów Zjednoczonych wynosi ponad 121% PKB – ostatni raz miało to miejsce pod koniec II wojny światowej, po wojnie przemysłów, która zapewniła USA dominację na świecie. Zadłużenie to udało się obniżyć do poziomu poniżej 40% w ciągu 35 lat, przy przez cały czas korzystnych dla USA warunkach gospodarczych i politycznych.
Źródło: Macrotrends
W 1945 roku Amerykanie osiągnęli szczyt swojej potęgi. Wspólnie ze Związkiem Radzieckim dominowali nad przebiegiem wojny, dysponowali 22 000 ton złota, a amerykański przemysł wytwarzał 70% światowej produkcji dóbr przemysłowych. Tak właśnie wygląda prawdziwa „dominacja w pełnym spektrum”: dominacja militarna, dominacja przemysłowa, złoto – bo kto ma złoto, ten ustala zasady. Teraz Stany Zjednoczone ponownie stoją w obliczu wojny światowej, a sytuacja wygląda tak samo jak ostatnim razem po wojnie, z jedną ogromną różnicą: Chiny są co najmniej równorzędne gospodarczo ze Stanami Zjednoczonymi, dysponując przy tym znacznie lepszymi uwarunkowaniami gospodarczymi.
Nie są to okoliczności sprzyjające konfliktowi zbrojnemu o globalnym zasięgu – ani pod względem finansowym, ani gospodarczym, a tym samym również politycznym.
Bliski Wschód
Z treści Memorandum of Understanding jasno wynika, iż Iran pokonał militarnie zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone; w przeciwnym razie Amerykanie nigdy nie podpisaliby takiego dokumentu. Izrael, pod groźbą upadku własnych marzeń o wielkości, nie może podporządkować się duchowi tego dokumentu i zakończyć wojny w Libanie i Strefie Gazy. Nie będzie więc pokoju.
Nasze rozważania na ten temat: „Iran pokonuje USA – przemyślenia”. W Iranie narastają głosy twierdzące, iż prezydent i minister spraw zagranicznych nie prowadzą wystarczająco twardych negocjacji – presja ze strony irańskiej opinii publicznej domaga się bardziej zdecydowanego stanowiska wobec USA i Izraela. Najwyższy przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, zatwierdził wprawdzie list intencyjny (MoU) ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakończenia wojny regionalnej, ale pod pewnymi warunkami. W publicznym oświadczeniu stwierdził jednak, iż zasadniczo reprezentuje „inne stanowisko”, ale zgodził się na porozumienie po otrzymaniu od prezydenta Masouda Pezeshkiana gwarancji, iż prawa narodowe Iranu oraz „front oporu” zostaną zachowane. Jest to wyraźna wskazówka, iż Irańczycy ostatecznie nie są gotowi na kompromisy kosztem Libanu i Strefy Gazy.
Należy się spodziewać, iż konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał dalej: ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie są gotowe pogodzić się z przegraną wojną i zaakceptować jej konsekwencji. Takie stanowisko utrzymuje stan zawieszenia, który w każdej chwili może przechylić szalę na jedną lub drugą stronę. Strategii tej przeciwdziała jednak fakt, iż Zachodowi kończy się czas z powodu sytuacji w cieśninie Ormuz. Zmniejszenie się rezerw ropy naftowej było głównym powodem, dla którego Stany Zjednoczone w ogóle podpisały ten protokół ustaleń w tej właśnie treści. Amerykanie dążą zatem do utrzymania stanu zawieszenia, który pozwoli im spokojnie przygotować kolejne kroki militarne; stan ten można jednak utrzymać tylko wtedy, gdy cieśnina Ormuz pozostanie w międzyczasie otwarta. O ile do 28 lutego 2026 r. przez Cieśninę Ormuz przepływało dziennie około 130 statków, o tyle liczby te spadły praktycznie do zera, a następnie ustabilizowały się na poziomie 5–10% przedwojennego natężenia ruchu, by 25 czerwca 2026 r. gwałtownie wzrosnąć do 70 statków. Liczby te należy traktować z rezerwą: Mówi się, iż znaczna część z tych 70 statków eksportowała ropę z Iranu po tym, jak Stany Zjednoczone zniosły sankcje naftowe poprzez podpisanie odpowiedniego dokumentu. jeżeli Izraelczycy nie wycofają się z Libanu, a Irańczycy pozostaną nieugięci – co należy zakładać – Cieśnina Ormuz pozostanie zatkanym wąskim gardłem: bomba zegarowa dla dostaw surowców na Zachód przez cały czas tyka.
Irańczycy mogą czekać – Amerykanie nie. Przy ocenie sytuacji należy po prostu pominąć wypowiedzi Donalda Trumpa, ponieważ Trump raz mówi o pokoju, a raz o wojnie, zmieniając zdanie czasami choćby kilka razy dziennie. Wydaje się, iż uważa on, iż dzięki tej nowojorskiej taktyce „dealmakingu” uda mu się coś osiągnąć w stosunku do Irańczyków, co jednak nie ma miejsca, ponieważ osiąga w ten sposób tylko jedno: Amerykanie coraz bardziej potwierdzają, iż nie są zdolni do przestrzegania umów, zagrażając tym samym pokojowi na świecie.
Wojna w Europie
Konflikt zbrojny na Ukrainie, wywołany przez Zachód, rozpoczął się w 2014 roku. Tylko ci, którzy nie uznają wieloletniego ostrzału ukraińskiej artylerii w Donbasie za akt wojny, twierdzą, iż to Rosjanie rozpoczęli wojnę w lutym 2022 roku. Jest to fakt tak oczywisty, iż można się tylko dziwić argumentom Zachodu, iż to Rosja jest agresorem.
Kolejnym faktem jest to, iż ta wojna całkowicie zmieniła technikę i taktykę walki – strony walczące musiały dostosować się do nowego rodzaju wojny, zdominowanej przez drony i pociski rakietowe. Kolumny czołgów i masy wojsk są atakowane tanimi dronami natychmiast po ich wykryciu – i to bardzo szybko. Walczące strony musiały dostosować się i nauczyć tego nowego sposobu walki. Rosjanie w szczególności odnieśli sukces i teraz kontrolują pole bitwy w nowy sposób: powolne, skuteczne natarcia, ponieważ zmasowane ataki przynoszą tylko jedno: duże straty. Podobne skoki rozwojowe miały miejsce wielokrotnie. Karabin maszynowy, który był już używany przed I wojną światową, ale którego znaczenie było wówczas niedoceniane, położył kres wojnie mobilnej już w pierwszym roku wojny, gdy duże kolumny ludzi nacierały na wroga i były dziesiątkowane. Pod koniec I wojny światowej czołgi przywróciły ruch na froncie. Porównywanie sytuacji na froncie na Ukrainie z sytuacją podczas I wojny światowej jest jednak błędne: powolne przemieszczanie się w małych grupach wydaje się być jak dotąd jedynym sposobem na przetrwanie burzy dronów i utrzymanie ruchu.
Zachodnie media donoszą ostatnio o przewadze Ukraińców w wojnie. Jest to jednak nieprawda i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Należy odróżnić walki na froncie od ataków dronów NATO w Rosji. Na froncie Donbasu Rosjanie wciąż mają do czynienia z kilkoma ufortyfikowanymi miastami; po tym Donbas zostanie wyzwolony. Poza nimi nie ma już żadnych znaczących umocnień. Zamiast wdawać się w szczegóły, odsyłam do jednego z najlepszych kanałów, Military Summary, który od początku wojny relacjonuje sytuację na froncie dwa razy dziennie.
Zachód jeszcze nie rozpoznał znaków czasu. Jego eksperci wierzą, iż odniesie sukces w wojnie z Rosją. Jednak nie zdefiniowali choćby w żaden sposób celów swojej wojny. W związku z tym nie mają żadnego planu strategicznego przeciwko Rosji poza jej osłabieniem.
Przede wszystkim Niemcy wyznaczyli początek wojny z Rosją na rok 2030. Jednak teraz jest rok 2026 i Niemcy najwyraźniej zakładają, iż mogą bezkarnie wysyłać do Rosji drony i pociski manewrujące do 2030 roku, wykorzystując Ukrainę jako swojego pełnomocnika. Działania Europy są oczywiście skoordynowane z USA. Użycie tych systemów uzbrojenia jest niemożliwe bez amerykańskiego udziału. Prezydent Putin dał to jasno do zrozumienia kilka dni temu.
Wielu obserwatorów i ekspertów w Rosji i za granicą zakłada, iż prezydent Putin niedługo zdecyduje się na atak na cele w Europie – w tym te poza Ukrainą.
Wachlarz opinii jest szeroki. Opublikowaliśmy już kilka artykułów na ten temat: w artykule „Czy rok 1914 się powtarza? Czy wojna między Europą a Rosją w końcu wybuchnie otwarcie?” przeanalizowaliśmy również doktrynę Karaganowa, która postuluje użycie broni jądrowej, i doszliśmy do wniosku, iż atak jest konieczny, ale nie z użyciem broni jądrowej. Scott Ritter odniósł się następnie do „błędu Karaganowa” i również wyraźnie wypowiedział się przeciwko użyciu broni jądrowej.
Wniosek
Na Bliskim Wschodzie nie widzę realnych szans na zakończenie wojny, ponieważ oznaczałoby to z jednej strony wycofanie wojsk amerykańskich, a z drugiej strony, iż Izrael pozostałby osamotniony jako mały, ludobójczy agresor. Izraelczycy są pod presją i kontynuują ludobójstwo w Strefie Gazy i Libanie, nie zważając na porozumienia między USA a Iranem, ponieważ dla Netanjahu osobiście utrzymanie wojny jest jedynym sposobem na polityczne przetrwanie.
W Rosji rośnie presja na prezydenta Putina, aby zajął bardziej agresywne stanowisko wobec Europy, która nie próbuje już choćby ukrywać swojego bezpośredniego zaangażowania w wojnę z Rosją. Rosja nasila ataki na Ukrainę, między innymi niszcząc wszystkie stacje benzynowe we wschodniej Ukrainie, aby sparaliżować jej infrastrukturę transportową. Wojska lądowe poczyniły widoczne postępy, a po wyzwoleniu ostatnich ufortyfikowanych miast w Donbasie, co jest spodziewane w ciągu najbliższych kilku tygodni, droga do Dniepru stanie otworem.
Prezydent Putin liczy więc na rozwiązanie militarne na Ukrainie i czeka na załamanie energetyczne w Europie, gdzie wiele lotów jest już odwoływanych pod błahymi pretekstami.
Skoordynowane doniesienia na Zachodzie, iż sytuacja na Ukrainie uległa zmianie, nie znajdują potwierdzenia w panującej tam rzeczywistości. Niedobór paliwa w Rosji jest również wyolbrzymiany. W niektórych regionach paliwo jest racjonowane na stacjach benzynowych. Jednak w żaden sposób nie wpłynie to na zmianę kierunku działań Rosji.
Mam okazję, bardzo nieregularnie, rozmawiać z kimś mieszkającym w Kijowie. Według niego sytuacja jest katastrofalna, a ponad 90% społeczeństwa sprzeciwia się Zełenskiemu. Na pytanie, dlaczego ludzie nie buntują się, odpowiedzieli, iż terror służb bezpieczeństwa i wywiadu zastraszył ich do tego stopnia, iż komunikacja, niezbędna do powstania, jest niemożliwa. Ukraina, przedstawiana przez Zachód jako świetlany przykład demokracji, wydaje się być bombą z opóźnionym zapłonem, której tykanie tłumi strach.
Nigdy nie obawiałem się wybuchu wojny między Europą a Rosją, mimo iż Europa praktycznie nie posiada potencjału militarnego. Prezydent Putin nie zrobi pierwszego kroku w kierunku trzeciej wojny światowej. Tylko on wie, jak długo będzie tolerował systematyczne prowokacje Zachodu i jak na nie zareaguje.
Koniec tłumaczenia















