Czy historia taka jak w przypadku Kamilka z Częstochowy mogłaby się powtórzyć? Na takie pytanie w "Najważniejszych pytaniach" odpowiadała Renata Szredzińska, wiceprezes Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. - Mamy nadzieję, żeby się nie mogła wydarzyć, ale to nie jest tak, iż diametralnie się wszystko zmieniło - powiedziała.
"Pracujemy w silosach, każda służba oddzielnie". Ekspert o ochronie dzieci w Polsce

W poniedziałkowych "Najważniejszych pytaniach" Karolina Olejak przypomniała, iż "trzy lata minęły od historii, którą żyła cała Polska, Kamilka z Częstochowy", którego śmierć była wynikiem długotrwałego i brutalnego maltretowania. Renata Szredzińska, wiceprezes Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, została zapytana, czy dziś historia taka jak ta, mogłaby się wydarzyć ponownie.
- Ciężko powiedzieć, czy by się nie mogła wydarzyć. Mamy nadzieję, żeby się nie mogła wydarzyć, ale to nie jest tak, iż diametralnie się wszystko zmieniło. Mamy pewne postępy prawne. Weszła w życie ustawa o ochronie małoletnich, popularnie zwana "ustawą Kamilka". W niej jest kilka zapisów, które mają uszczelniać ten system - opisywała.
ZOBACZ: Zabił 26-latkę i porwał dziecko. Sąd złagodził wyrok dla Ingebrigta G.
Jak dodała Szredzińska, "między innymi weszły standardy ochrony dzieci jako obowiązkowe we wszystkich placówkach, w tym podejmować interwencji, o ile podejrzewamy, iż dziecku dzieje się krzywda, czy to w naszej placówce, czy w jego domu rodzinnym". - Weszły przepisy dotyczące analizy śmiertelnych i poważnych przypadków krzywdzenia dzieci i akurat z tymi przepisami ja wiążę największe nadzieje, iż właśnie te analizy przyczyn i powodu dla których dochodzi do takich tragedii jak ta z ośmioletnim Kamilem, iż one nam pokażą, co powinniśmy naprawiać i będziemy takim krajem uczącym się - kontynuowała.
Wiceprezes Fundacji DDS: Nie ma tego przepływu informacji
Karolina Olejak zauważyła, iż w przypadku Kamilka z Częstochowy "problem polegał na tym, iż wszyscy wiedzieli, iż w rodzinie może dziać się źle, iż dziecku grozi krzywda, a i tak nie udało się go uchronić". Prowadząca zapytała Szredzińską o to, czy "dziś jesteśmy już w momencie, kiedy instytucje widzą siebie nawzajem, gdy w jednym momencie pojawia się informacja, to nie może wystąpić taka sytuacja jak wtedy, iż w kolejnej szkole, w kolejnym kuratorium, w kolejnej instytucji, do której trafi dziecko, ta wiedza nie zostaje przekazana".
- Tu niestety nie mamy żadnych postępów akurat. Czekamy cały czas na nowelizację ustawy i na poprawę zapisów, bo cały czas pracujemy w takich silosach. Każda służba pracuje oddzielnie. Każdy stara się robić swoje, natomiast nie ma tego przepływu informacji - tłumaczyła.
ZOBACZ: Tragedia w podwarszawskim żłobku. Nie żyje dwuletnie dziecko
- o ile rodzina, w której jest podejrzenie, iż krzywdzi dziecko, przeprowadza się z miejsca na miejsce, przez cały czas za nią idą papierowe dokumenty, a to trwa. Nie wiemy, czemu nie może to być mailem, no nie ma systemu śledzenia losów dziecka, nie ma systemu niebieskiej karty elektronicznej tak, żeby natychmiast te rzeczy się pojawiały - wymieniała Szredzińska.
Ochrona dzieci w Polsce. Jakie wyzwania stoją przed naszym krajem?
Rozmówczyni Karoliny Olejak i Przemysława Szubartowicza wyjaśniła, iż "w tej chwili nad cyfryzacją niebieskiej karty". - Do tej pory wszystko robimy na papierze, więc o ile rodzina na przykład się przeprowadza, czy trzeba gdzieś przesłać dokumenty, to robimy to pocztą - tłumaczyła.
- Myślę, iż to jest kwestia tego, iż dzieci, ich bezpieczeństwo, nie są cały czas priorytetem - powiedziała, sugerując, iż "gdybyśmy uznali, iż bezpieczeństwo dziecka jest priorytetem", to wyzwaniem nie byłoby "postawienie systemu informatycznego". - Tu na pewno jest to też kwestia tego, iż ten system musi być wyważony, więc ja to też rozumiem, bo trzeba ustalić, kto może mieć do niego dostęp, czy może mieć każdy nauczyciel w danej szkole, czy tylko na przykład dyrektor, jaki jest poziom tego dostępu, jakie są hasła, więc na pewno to wymaga zastanowienia, natomiast ja jestem również zszokowana jak państwo, iż do tej pory tego (systemu) nie ma - stwierdziła Szredzińska.
ZOBACZ: "Dziecko z trojgiem rodziców". Historyczny wyrok we Włoszech wywołał burzę
Wiceprezes Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zaznaczyła ponadto, iż "to, iż nie mamy elektronicznego systemu wymiany informacji, to jest jedna sprawa, ale my też nie mamy jednej służby, która by skoordynowała, bo wymiana informacji na pewno pomoże". - To jest na pewno coś, co musimy zrobić i bez tego daleko już nie zajdziemy. Ale my przez cały czas działamy tak, iż każdy odpowiada za swój mały kawałek. W innych krajach, krajach zachodnich istnieje jedna instytucja, która koordynuje wszystkich, a u nas każdy robi swoje i być może czasem choćby działamy w odrębnych kierunkach - powiedziała.
Szredzińska, pytana o to, jaki model działania byłby najlepszy, stwierdziła, iż "wzorujemy się na systemie anglosaskim, jaki działa w Wielkiej Brytanii". - W ogóle wiele rozwiązań polskich jest rzeczywiście jakoś wzorowanych na tym, co zrobiła Wielka Brytania. Tam jest faktycznie wyznaczona jedna służba, to są tak zwane służby ochrony dzieci. Oni mają tak, iż do nich trafiają wszystkie zgłoszenia podejrzenia krzywdzenia dzieci i oni wyznaczają pracownika, który opiekuje się tą sprawą, tym dzieckiem i on kontaktuje się z pozostałymi instytucjami, sprawdza co robią, czy trzymają terminów, czy wszystkie procedury, czy się wymieniają informacjami, czy faktycznie ta sytuacja dziecka się poprawia, czy ono jest bardziej bezpieczne, czy może nic się nie zmienia i trzeba podejmować jakąś inną bardziej intensywną interwencję - kontynuowała.
- U nas tego nie ma. U nas każdy działa w swoim kawałku, nie dysponuje pełną informacją. Cały czas jesteśmy sparaliżowani RODO, które zamknęło nam po prostu wszystkim pole działania, choć nie jest prawdą, iż nie możemy się wymieniać informacjami, jak przepisy jednak umożliwiają pewną wymianę informacji. Ale tak wszyscy podchodzą ostrożnie, iż RODO, to my nic nie przekażemy, to państwo napiszą do nas pismo, my w ciągu siedmiu dni odpiszemy. Cały czas to się dzieje za wolno - podkreśliła.
Rozmówczyni Olejak i Szubartowicza podkreślila przy tym, iż trwają pracę nad udoskonaleniem polskiego systemu. - Rozmawialiśmy z ministrą Katarzyną Kotulą, która odpowiada w ramach KPRM-u za przeciwdziałanie przemocy domowej, w tym przemocy wobec dzieci i prace nad cyfryzacją niebieskiej karty. Z tego co mówi pani ministra, (prace - red.) są zaawansowane - stwierdziła.
- Dodatkowo już była, ale jednak wiceministra sprawiedliwości, pani Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, na takiej ważnej konferencji międzynarodowej w listopadzie dwa lata temu (...) zapowiedziała, iż polska wdroży do 2027 roku system śledzenia losów dziecka - powiedziała, dodając, iż taki system pozwoli na rejestrację dziecka i śledzenia jego losów już od chwili urodzenia.
- My teraz tracimy dzieci z oczu. o ile rodzice nie powiedzą na przykład w szpitalu, gdzie zarejestrują dziecko do podstawowej opieki lekarskiej, to przez kilka lat nikt nie wie, gdzie to dziecko przybywa. Co więcej, choćby jak powiedzą gdzie, to nikt potem nie sprawdza, czy faktycznie na tym terenie pod tą przychodnią jest to dziecko. Jak mama czy tata nie zgłoszą się na wizyty patronażowe, to nikt przez trzy lata nie obejrzy tego dziecka - stwierdziła Szredzińska.








