Pożyczka dla Ukrainy – patologiczny mechanizm Brukseli

prokapitalizm.pl 2 часы назад

„Niezależne” media w Polsce wolą milczeć i udawać, iż sprawy nie ma, a tymczasem UE uruchamia pakiet pożyczkowy dla Ukrainy o łącznej wartości 90 mld euro na pokrycie potrzeb finansowych Ukrainy w latach 2026–2027. Pierwsza transza pieniędzy ma ruszyć w kwietniu 2026 r. – czyli… teraz.

Oficjalna narracja brzmi uspokajająco: Ukraina „spłaci pożyczkę, gdy Rosja zapłaci reparacje”. Tyle iż to jest formuła polityczna, a nie realny plan spłaty – bo takie „reparacje” mogą nie nastąpić przez dekady lub… nie nastąpić wcale. I wtedy pojawia się pytanie, którego nikt nie chce głośno wypowiedzieć: kto spłaci ostatecznie pożyczkę (jeśli Ukraina nie uzyska reparacji od Rosji) i… kto od kwietnia będzie obsługiwał ukraińską pożyczkę (weźmie na siebie odsetki, refinansowanie/wykup obligacji, etc.)? Bo pożyczka to nie tylko pożyczony kapitał, ale także obsługa tej pożyczki. Odpowiedź jest banalnie prosta! Koszt obsługi długu już od kwietnia 2026 r. spadnie na państwa Unii Europejskiej, czyli pośrednio na Polskę. I nawet, jeżeli Rosja zapłaci kiedykolwiek reparacje Ukrainie – Ukraina NIE zwróci Polsce poniesionych kosztów. To już postanowione. Przyznam, iż mamy w Warszawie rozmach.

Co gorsze, do dziś nie wiadomo ile wynosi udział Polski w ukraińskiej pożyczce, gdyby Polsce jednak przyszło ją spłacić (co jest niemal pewne). O, przepraszam! Propaganda brzmi, iż za wszystko, jakby co, zapłaci Unia. Tyle, iż Unia nie ma swoich pieniędzy – ma jedynie składki państw członkowskich. Ostrożne szacunki wskazują, iż kwota przypadająca na Polskę wynosi ok. 4,2 mld euro.

W normalnym państwie tak wielki mechanizm finansowy, który może oznaczać wieloletnie obciążenia dla Polaków, byłby przedstawiony obywatelom w sposób przejrzysty. Przynajmniej posłowie byliby poinformowani: kto, za co odpowiada, jakie są scenariusze ryzyka i kwoty dotyczące obsługi długu i ile (nawet w przybliżeniu) Polska zapłaci (poprzez swoją unijną składkę członkowską) za ukraińską pożyczkę – jeżeli Rosja nie zapłaci reparacji po wojnie. W normalnym kraju tego typu pożyczka byłaby poprzedzona debatą i ustawą. Ale nie w Polsce! Kancelaria Premiera RP (w odpowiedzi na moją interwencję poselską) twierdzi, iż „ustawa nie jest konieczna”, bo zgoda na takie finansowanie i gwarancje miała już zostać udzielona przy ratyfikacji decyzji o systemie zasobów własnych w 2021 r.

I tak właśnie działa patologiczny mechanizm Brukseli: decyzje o gigantycznym obciążeniu państw członkowskich na rzecz Ukrainy są „przemycane” konstrukcjami prawnymi i komunikacyjnymi, a obywatele mają się dowiadywać po fakcie – kiedy zaczynają się wypłaty i kiedy zaczyna się realne ryzyko finansowe.

W Polsce, w której brakuje pieniędzy na rzeczy podstawowe, w kwestii ukraińskiej pożyczki obywatele mają siedzieć cicho. A potem, gdy przyjdzie rachunek do zapłacenia – usłyszymy jak zwykle, iż „to skomplikowane” i „że tak musiało być”. Ukrainie należy pomagać. Premier Donald Tusk już wie, jak o tym należy opowiedzieć w telewizji. Pani Ursula von der Leyen z pewnością przyjdzie z pomocą.

Mówmy prawdę, a rząd w Warszawie niech przestanie udawać, iż Polacy po raz kolejny nie przekazują gigantycznej kwoty na rzecz innego państwa. Państwa pełnego malwersacji finansowych, korupcji i defraudacji.

Włos się jeży na głowie – zwłaszcza, iż dziś zadłużenie Skarbu Państwa po raz pierwszy w historii przekroczyło oficjalnie 2 biliony złotych.

Grzegorz Płaczek

Za: FB Autora

Читать всю статью