Portugalscy weterynarze nie chcą leczyć „ludzi-psów”

magnapolonia.org 4 часы назад

W Portugalii wydarzyło się coś, co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak kiepski żart z Internetu. Portugalska Ordem dos Médicos Veterinários (OMV), czyli tamtejsza Izba Lekarzy Weterynarii, musiała oficjalnie przypomnieć społeczeństwu, iż weterynarze leczą zwierzęta, a nie ludzi, którzy akurat uznali, iż są psem, wilkiem, lisem albo kotem po obejrzeniu na TikToku trzydziestu lewackich filmików „uświadamiających”. TAK, naprawdę wydano w tej sprawie wytyczne i NIE, to nie jest satyra.

Portugalscy weterynarze ogłosili, iż nie będą diagnozować, leczyć ani wykonywać żadnych procedur medycznych na chorych psychicznie osobach „identyfikujących się” jako zwierzęta, czyli tzw. „terianach”. Innymi słowy: jeżeli ktoś uważa się za kota, to przez cały czas nie dostanie odrobaczenia, szczepienia przeciw wściekliźnie ani obcinania pazurów w gabinecie weterynaryjnym.

Według portugalskiego Euronews organizacja postanowiła działać prewencyjnie, ponieważ moda na „terian” rośnie w mediach społecznościowych. Chodzi głównie o młodych ludzi, którzy deklarują duchową lub psychiczną więź ze zwierzętami, chodzą w maskach, noszą ogony i poruszają się na czworakach.

OMV uznała jednak, iż trzeba jasno wyznaczyć granice rzeczywistości. W wytycznych przypomniano więc rzecz dla większości ludzi dość oczywistą: człowiek pozostaje człowiekiem również wtedy, gdy miauczy, szczeka albo przedstawia się jako „duchowy wilk arktyczny”. Weterynarz ma w takiej sytuacji odmówić świadczeń medycznych i skierować osobę do lekarza medycyny człowieka. Rewolucyjne odkrycie XXI wieku: anatomia przez cały czas działa niezależnie od „identyfikacji” z huskym czy inną pchłą szachrajką.

Portugalskie media podkreślają, iż dokument ma głównie charakter prawny i etyczny. Portugalskie prawo nie przewiduje bowiem kategorii „człowiek, ale wewnętrznie golden retriever”. Gdyby weterynarz zaczął wykonywać procedury medyczne na człowieku, mógłby mieć bardzo poważne problemy zawodowe.

Co ciekawe, Izba zaznacza, iż nie odnotowano jeszcze przypadków ludzi domagających się pełnoprawnego leczenia weterynaryjnego. Sytuacja wygląda zatem mniej więcej tak: problem praktycznie nie istnieje, ale rzeczywistość zrobiła się na tyle absurdalna, iż organizacja zawodowa uznała za konieczne wydanie komunikatu w stylu „prosimy nie przyprowadzać ludzi na kastrację do lecznicy dla psów”.

Portal NiT cytuje również zalecenie OMV, aby weterynarze zachowywali wobec takich osób „szacunek i spokój”. Trudno się dziwić — prawdopodobnie ciężko zachować powagę, kiedy dorosły człowiek w lisiej masce próbuje przekonać recepcję, iż potrzebuje karmy gastro-intestinal i badania łap. Niemniej, wciąż jest to osoba chora, tyle, iż potrzebująca innego leczenia, niż to, które może jej zaproponować weterynarz.

Cała sprawa wywołała ogromną dyskusję w portugalskiej Sieci. Jedni twierdzą, iż wytyczne są rozsądne i po prostu przypominają podstawy zdrowego rozsądku. Inni uważają, iż media sztucznie pompują temat dla kliknięć. Problem polega jednak na tym, iż skoro izba weterynaryjna musi oficjalnie tłumaczyć społeczeństwu różnicę między człowiekiem a labradorem, to być może Internet rzeczywiście zaszedł już odrobinę za daleko. Portugalscy weterynarze najwyraźniej uznali, iż ktoś musi w końcu powiedzieć stop.

NASZ KOMENTARZ: Na podobnej zasadzie działa genderyzm – wprawdzie dewianci „identyfikują się” jako płeć przeciwna, jednak wciąż muszą chodzić do tego samego ginekologa albo androloga. Prawdy o człowieku nie da się bowiem oszukać.

Polecamy również: Wojna płci jako narzędzie lewicy do walki z dzietnością

Читать всю статью