Poronienie to nie tylko tragedia matki. To rana całej rodziny a nierzadko cichy wyrok na małżeństwo. O tym, dlaczego adekwatne przeżycie żałoby po stracie prenatalnej decyduje o trwałości związku i zdrowiu całej rodziny, mówił w audycji „Chcę żyć” Radia Jasna Góra dr Piotr Guzdek z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.
Pierwsze poronienie, zwłaszcza gdy dotyczy pierworodnego dziecka, stawia małżonków wobec kryzysu, którego często zupełnie się nie spodziewali. Dr Piotr Guzdek zwraca uwagę na niepokojący związek między nieprzepracowaną żałobą a rozpadem rodziny: małżonkowie, którzy po stracie nie przepracują żałoby, są zagrożeni wysokim wskaźnikiem rozwodów w stosunkowo krótkim czasie stażu małżeńskiego.
Środowisko rodziny pochodzenia, teściowie zwykle reaguje jednym impulsem: jak najszybciej doprowadzić do nowego poczęcia. Tymczasem, jak podkreślał gość audycji, jest to myślenie głęboko błędne.
„Nowe poczęcie znormalizuje sytuację, zamknie poprzednią sprawę. Nic bardziej mylnego” – mówił dr Piotr Guzdek. Nieprzepracowana żałoba nie znika, ona wraca. I potrafi uderzyć z pełną siłą choćby po urodzeniu kolejnych, zdrowych dzieci, prowadząc matkę do głębokiego kryzysu psychologicznego, a niekiedy do próby samobójczej.
Kobieta i mężczyzna – dwie odmienne drogi przez żal
Jedną z kluczowych tez dr. Piotra Guzdka jest przekonanie, iż różnice w przeżywaniu straty przez kobietę i mężczyznę nie są powodem do niepokoju. Są zasobem, który dobrze rozumiany może umocnić małżeństwo. Problem pojawia się wtedy, gdy różnic tych się nie zna lub gdy nie chce się ich zaakceptować.
Kobiety mają naturalną potrzebę wielokrotnego werbalizowania straty, budowania narracji o tym, co się wydarzyło. Nie tylko o faktach, ale o emocjach. Będą wracać do konkretnych dni, do gestów personelu medycznego, do mimiki lekarza. Mężczyźni muszą być na to przygotowani i otworzyć się na tę narrację, bo to nie jest „rozpamiętywanie”, ale zdrowy, konieczny proces.
Mężczyźni z kolei mają skłonność do działania: organizują pochówek dziecka, biorą na siebie dodatkowe zadania w pracy i w domu, „sublimują” emocje przez aktywność. Chcąc chronić żonę, ukrywają własny ból i tu właśnie, jak mówił dr Piotr Guzdek, pojawia się „pierwsze i bardzo istotne pęknięcie”. Kobieta widzi stoicką postawę męża i pyta sama siebie: dlaczego on tego tak nie przeżywa? Czy ta strata go nie dotyczy? Rośnie w niej poczucie osamotnienia.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Badania naukowe jednoznacznie to potwierdzają: żałoba mężczyzn jest równie intensywna jak żałoba kobiet. Jest po prostu inaczej wyrażana i często odroczona. Co więcej, im bardziej mężczyzna jest autentycznie otwarty i pozwala sobie na ekspresję emocjonalną przy żonie, tym szybciej postępuje proces jej zdrowienia. To jeden z najbardziej poruszających wniosków, jaki wybrzmiał w tej rozmowie.
Feminizacja straty. Błąd systemu
Dr Piotr Guzdek zwrócił uwagę na systemowy problem w opiece okołoporodowej: standardy skupiają się niemal wyłącznie na kobiecie. Mężczyzna, jeżeli w ogóle jest akceptowany na oddziale, pojawia się wyłącznie jako „osoba bliska”, jako narzędzie wsparcia dla matki. Ojciec nie wchodzi w rolę ojcowską. A potem, po zakończeniu hospitalizacji, kontynuuje tę narzuconą mu rolę również w domu.
„Jeżeli my będziemy uczyć mężczyzn, iż są równoprawnymi bohaterami niepowodzenia położniczego, iż mamy przynajmniej trzech bohaterów – mamę, tatę i dziecko – to najbardziej pomagamy kobiecie” – mówił gość audycji.
Gdy ojciec odzyskuje swoją tożsamość ojcowską, a dziecko choćby to nienarodzne, utracone, otrzymuje należne mu miejsce w rodzinnej historii, kobieta może w pełni przyjąć swoją tożsamość matki i pozwolić sobie na żałobę macierzyńską.
Dziecko to nie projekt, ale osoba
Szczególnie ważnym wątkiem rozmowy był problem tzw. dziecka reparacyjnego. Gdy żałoba po poronieniu nie zostaje przepracowana, kolejno poczęte dzieci zaczynają nieświadomie nosić ciężar bycia „zastępstwem”. Nie mają własnej tożsamości, są wcieleniem „projektu rodzicielskiego”, który wreszcie ma szansę się zrealizować. To zagrożenie nie tylko dla ich zdrowego rozwoju psychicznego, ale i dla całej rodziny.
Dlatego adekwatna kolejność jest jedna: najpierw żałoba, zintegrowanie straty z życiem i dopiero potem nowe poczęcie, podjęte ze spokojem, z otwartością i z miłością do konkretnego dziecka, które jest osobą, a nie uzupełnieniem czegoś, co zostało przerwane.
Kościół i edukacja – miejsca, których jeszcze brakuje
Dr Piotr Guzdek wskazał na poważną lukę w przygotowaniu małżonków. Zarówno w kościelnym przygotowaniu do sakramentu małżeństwa, jak i w edukacji, zbyt mało miejsca poświęca się różnicom między mężczyznami a kobietami w przeżywaniu straty. Małżonkowie uczą się tych różnic dopiero „na gorąco” w szpitalnym korytarzu, w dramatycznych okolicznościach.
„Potrzebujemy miejsca i w Kościele, i w edukacji, żeby rodziców do tego przygotować, żeby w ogóle przekonać małżonków, iż mogą doświadczyć straty” – apelował gość audycji. Bo dla wielu ciąża jest czymś tak oczywistym, iż jej niepowodzenie jawi się jako coś całkowicie nieprawdopodobnego. A gdy już nastąpi, to są zupełnie sami.
jb
Źródło: Audycja „Chcę żyć” – magazyn pro-life Radia Jasna Góra, emitowana była 2 czerwca 2026 roku. Prowadząca: Izabela Banaszewska. Gość: dr Piotr Guzdek, Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka z Krakowa.
Zapraszamy do wysłuchania całej audycji.










