Polscy żołnierze sił specjalnych rozpoczęli 28 sierpnia w Niemczech kilkudniowe ćwiczenie, podczas którego mają przeniknąć przez linię przeciwnika, pokonać około 100 km i zaatakować pozorowany cel dronem. Scenariusz korzysta z doświadczeń wojny na Ukrainie. Dla Polski to praktyczny test działania armii na polu walki nasyconym bezzałogowcami i obserwacją.
Pierwsze takie szkolenie sojusznika USA
Ćwiczenie odbywa się na terenie Wspólnego Wielonarodowego Centrum Gotowości w Hohenfels w Bawarii. Rozpoczęło się w piątek 28 sierpnia i potrwa kilka dni. Jak podała Associated Press, polscy operatorzy są pierwszymi żołnierzami państwa sojuszniczego, którzy przechodzą ten scenariusz przygotowany przez amerykańskie Zielone Berety. Wcześniej zrealizowały go dwa zespoły amerykańskich sił specjalnych.
Polacy mają ominąć linię stworzoną przez amerykańską jednostkę piechoty powietrznodesantowej, która odgrywa przeciwnika. Później ruszą na północ przez około 100 km bawarskiego terenu do poligonu w Grafenwöhr. Finałem ma być zniszczenie pozorowanego celu przy użyciu drona. To sprawdzian skrytości, orientacji i zdolności uderzenia bez zdradzania własnej pozycji.
Cywile i kamery stają się częścią pola walki
Trasa nie prowadzi przez pusty poligon. Żołnierze muszą przemieszczać się wśród gospodarstw, miejscowości, prywatnych kamer i systemów obserwacji. Mieszkańcy okolicy w większości nie zostali uprzedzeni o szczegółach ćwiczenia. jeżeli zgłoszą policji podejrzane zachowanie, informacja może trafić do ćwiczącego przeciwnika i pomóc w wykryciu zespołu.
Amerykańscy żołnierze szukają Polaków także dzięki własnych bezzałogowców. W poprzednich edycjach scenariusza strona przeciwna miała do dyspozycji ponad sto dronów. Może również wykorzystać patrole żandarmerii wojskowej z psami. Uczestnicy mogą zostać w ramach ćwiczenia uznani za pojmanych lub wyeliminowanych.
To właśnie odróżnia ten trening od pokazowego marszu po wyznaczonej trasie. Współczesny żołnierz musi liczyć się z kamerą na budynku, dronem krążącym nad lasem i cyfrowym śladem pozostawionym w otoczeniu. Nowe polskie systemy bezzałogowe pokazywane podczas defilady są potrzebne, ale sprzęt ma wartość dopiero wtedy, gdy armia umie go włączyć w całą operację.
Lekcje z wojny na Ukrainie
Scenariusz powstał na podstawie doświadczeń zbieranych podczas wojny na Ukrainie. Obie strony używają tam dronów do rozpoznania, naprowadzania ognia i bezpośrednich uderzeń. Teren, który dawniej dawał osłonę małym zespołom, dziś bywa stale obserwowany z powietrza. Skryte przejście przez zaplecze przeciwnika wymaga więc innych procedur niż jeszcze kilka lat temu.
Polska armia potrzebuje takich ćwiczeń. Wojskowa suwerenność nie bierze się z liczby konferencji ani z uspokajających komunikatów. Budują ją żołnierze sprawdzeni w trudnym scenariuszu, krajowe zaplecze przemysłowe i dowództwo zdolne gwałtownie przenosić lekcje z realnej wojny do szkolenia. Polskie drony prezentowane podczas Święta Wojska Polskiego pokazują kierunek modernizacji, ale nie zastąpią wymagającego treningu.
Stawką jest przeżycie zespołu i bezpieczeństwo państwa
Ćwiczenie w Niemczech ma także wymiar sojuszniczy. Amerykanie przekazują Polakom nowy program szkoleniowy w chwili, gdy w Europie trwa dyskusja o przyszłej obecności wojsk USA. Dobra kooperacja jest w interesie Polski. Nie może jednak prowadzić do wygodnego założenia, iż każdą lukę w naszych zdolnościach zawsze wypełni sojusznik.
Najważniejsza lekcja brzmi prosto: na nowoczesnym polu walki wykryty zespół gwałtownie staje się celem. Polska musi rozwijać własne drony, walkę radioelektroniczną, rozpoznanie i procedury działania w głębi ugrupowania przeciwnika. Od jakości tego przygotowania zależy życie żołnierzy, a w razie wojny także bezpieczeństwo polskich miast i infrastruktury. Hohenfels jest ćwiczeniem. Przeciwnik, przed którym musimy się zabezpieczyć, nie będzie stosował taryfy ulgowej.
Źródło: Associated Press, Bankier.pl
Źródło: Bankier.pl













