Polska przygotowuje dla Ukrainy pakiet wojskowy wart 50 mln euro, obejmujący między innymi sprzęt obrony przeciwlotniczej. Informację potwierdził wiceminister obrony Paweł Zalewski po spotkaniu grupy Ramstein 8 września. Nie ujawniono jeszcze składu ani terminu przekazania. Dla Polaków liczy się, czy pomoc nie osłabi własnych zdolności obronnych.
Pakiet potwierdzony, szczegółów brak
O przygotowaniu pomocy najpierw poinformowało Ministerstwo Obrony Ukrainy. Następnie wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski potwierdził Polsat News, iż Polska pracuje nad pakietem wartym 50 mln euro. Ma on obejmować między innymi sprzęt obrony przeciwlotniczej.
Komunikat pojawił się po internetowym spotkaniu Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy, znanej jako grupa Ramstein, przeprowadzonym 8 września. Ukraińska obrona powietrzna pozostaje jednym z głównych obszarów zagranicznego wsparcia. Kijów zabiega także o środki na pociski do systemów Patriot, ponieważ rosyjskie naloty regularnie uderzają w miasta i infrastrukturę.
Nie podano jednak, jakie dokładnie zestawy, pociski lub inne elementy znajdą się w polskim pakiecie. Brakuje też informacji o liczbie przekazywanych środków, planowanym terminie dostawy i źródle finansowania. Bez tych danych nie sposób uczciwie ocenić, czy decyzja dotyczy wyposażenia możliwego do bezpiecznego wydzielenia, nowych zakupów czy uszczuplenia zapasów Wojska Polskiego.
Pomoc Ukrainie i obowiązek wobec Polski
Rosja pozostaje głównym zagrożeniem militarnym dla naszej części Europy. Zdolność Ukrainy do odpierania rosyjskich ataków leży w interesie Polski, bo wiąże siły agresora z dala od naszych granic. Ten strategiczny argument nie zwalnia jednak rządu z odpowiedzialności za stan polskiej armii.
Każdy pakiet finansowany lub wyposażany przez Warszawę musi przejść prosty test: czy po jego przekazaniu polskie jednostki zachowają potrzebne zapasy i gotowość. Alarmy na wschodzie kraju pokazują, iż polska obrona powietrzna działa pod realną presją. Nie wolno budować bezpieczeństwa sąsiada kosztem luk we własnej tarczy.
Wartość 50 mln euro jest konkretem, ale sama kwota nie odpowiada na najważniejsze pytania. Obywatele mają prawo wiedzieć, jaki sprzęt opuszcza polskie magazyny, czy zostanie uzupełniony i kto pokryje koszt odtworzenia zdolności. W sprawach wojskowych część danych musi pozostać tajna. Podstawowa informacja o wpływie decyzji na gotowość armii nie może jednak być zasłaniana tajemnicą.
Sojusznicy składają własne deklaracje
Podczas spotkania grupy Ramstein inne państwa również zapowiedziały pomoc. Według informacji przekazanych przez resort obrony Ukrainy Niemcy mają dostarczyć dodatkowe pociski przechwytujące do systemów Patriot i uzbrojenie dla F-16. Wielka Brytania zadeklarowała 100 mln funtów na zakup amerykańskiego uzbrojenia w ramach mechanizmu PURL, a Holandia 300 mln dolarów na projekt związany z dronami. Kolejne deklaracje złożyły Norwegia, Hiszpania, Litwa, Szwecja i Estonia.
Szeroki udział sojuszników ma znaczenie, bo ciężar wsparcia nie powinien spadać nieproporcjonalnie na państwa graniczne. Polska poniosła już wielkie koszty pomocy, logistyki i przyjęcia uchodźców. Dalsze wsparcie powinno być prowadzone według rachunku interesu narodowego: ma osłabiać rosyjską zdolność do agresji, wzmacniać polski przemysł zbrojeniowy i pozostawiać Wojsko Polskie gotowe do obrony kraju. Rząd powinien przedstawić te warunki jasno, zanim sprzęt zostanie wysłany na Ukrainę.
Źródło: Do Rzeczy, Ministerstwo Obrony Ukrainy, Polsat News
Źródło: Do Rzeczy














