Polska od lat przedstawiana jest jako najważniejsze zaplecze dla Ukrainy walczącej z rosyjską agresją. Przez nasze terytorium płynie pomoc wojskowa i humanitarna, funkcjonują centra logistyczne, a tysiące osób związanych z wojną przekraczają granicę każdego dnia. Jednak, jak wynika z najnowszych ustaleń Marka Kozubala opublikowanych w „Rzeczpospolitej”, wraz z wojną gwałtownie wzrosła także aktywność ukraińskich służb specjalnych na terytorium naszego kraju.
Polska jest stale na celowniku ukraińskiego wywiadu. Według źródeł cytowanych przez „Rzeczpospolitą”, ukraińskie służby prowadzą w Polsce działania wymierzone nie tylko w środowiska rosyjskie i białoruskie. Mają również pozyskiwać współpracowników wśród Ukraińców zamieszkałych w Polsce, zachęcając ich do przekazywania informacji z przedsiębiorstw i instytucji publicznych. Pojawiają się także sygnały o próbach werbunku Polaków wyjeżdżających na Ukrainę z pomocą humanitarną lub prowadzących tam działalność gospodarczą.
Rozmówcy gazety twierdzą ponadto, iż polskie organy ścigania prowadzą postępowania dotyczące szpiegostwa na rzecz Ukrainy, jednak sprawy te pozostają niejawne, oczywiście z przyczyn poprawności politycznej. Podobnie jest w przypadku działań dywersyjnych na terenie RP – sprawcy to niemal zawsze Ukraińcy, jednak władze i media upierają się, iż to wina Rosji.
Były szef Agencji Wywiadu płk Piotr Krawczyk skomentował sytuację znanym powiedzeniem: „Panie Boże, broń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami poradzę sobie sam”. Trudno o bardziej wymowną ocenę problemu.
Jeszcze bardziej niepokojące jest jednak pytanie, dlaczego Polska znalazła się w sytuacji, w której obce służby mogą działać z tak dużą swobodą. Oczywiście aktywność wywiadowcza między państwami nie jest niczym nadzwyczajnym. Sojusznicy również się szpiegują, zabiegają o wpływy i pozyskują informacje. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo gospodarza przestaje skutecznie kontrolować własne terytorium operacyjne.
Od 2022 roku kolejne władze w Warszawie prowadziły politykę maksymalnego otwarcia państwa na skutki wojny za naszą wschodnią granicą. Polska stała się głównym hubem logistycznym, politycznym i personalnym dla działań związanych z konfliktem ukraińsko-rosyjskim. Granice przekraczały miliony osób, a skala przepływu ludzi, towarów i informacji osiągnęła poziom niespotykany od dziesięcioleci. Była to decyzja polityczna, za którą musiały pójść odpowiednie inwestycje w kontrwywiad, kontrolę migracyjną oraz ochronę infrastruktury krytycznej.
Tymczasem z relacji oficerów cytowanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, iż polskie służby nie są w stanie monitorować wszystkich działań prowadzonych przez zagraniczne wywiady. Powód jest prosty – brakuje ludzi i środków. W praktyce oznacza to, iż Polska stała się areną intensywnej rywalizacji wywiadowczej, a państwo nie zawsze dysponuje narzędziami pozwalającymi skutecznie kontrolować sytuację.
To właśnie tutaj pojawia się historyczne skojarzenie z XVIII wiekiem. Wówczas Rzeczpospolita również była państwem formalnie suwerennym, ale jednocześnie otwartym na wpływy obcych dworów, agentur i zagranicznych interesów. Rosja, Prusy czy Austria prowadziły na jej terytorium własną politykę, wykorzystując słabość instytucji państwowych.
Oczywiście współczesna Polska znajduje się w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej i jest członkiem NATO. Trudno jednak nie dostrzec pewnej analogii: im słabsza zdolność państwa do kontrolowania procesów zachodzących na własnym terytorium, tym większa pokusa dla obcych służb, by traktować je jako wygodny obszar działania i faktyczny przedmiot polityki międzynarodowej.
Obowiązkiem władz warszawskich, gdyby były rzeczywiście polskie, powinno być dziś nie tylko wspieranie sojuszników, ale przede wszystkim ochrona interesów Rzeczypospolitej. Sojusze są ważne, ale nie mogą zastępować zdrowego instynktu państwowego. Każde państwo – niezależnie od deklarowanej przyjaźni – realizuje własne interesy narodowe. o ile więc rzeczywiście dochodzi do prób werbunku obywateli RP czy pozyskiwania informacji z polskich instytucji przez obce służby, odpowiedź państwa powinna być stanowcza i pozbawiona politycznych kalkulacji.
NASZ KOMENTARZ: Polska nie powinna być jedynie zapleczem cudzych operacji. Musi pozostać przede wszystkim państwem dbającym o własne bezpieczeństwo. Historia pokazuje bowiem, iż kraje, które przestają pilnować swoich granic, instytucji i informacji, stają się przedmiotem gry silniejszych graczy, a we właściwym momencie po prostu znikają z mapy, jako już niepotrzebne.
Polecamy również: Brytyjski skandal stulecia rozwija się. 250 tys. ofiar nachodźców














