Reform UK ogłosiła 17 sierpnia plan ograniczenia brytyjskich świadczeń do obywateli Wielkiej Brytanii, z nielicznymi wyjątkami. Partia Roberta Jenricka twierdzi, iż dałoby to 21 mld funtów oszczędności rocznie do 2029 r. Dla Polaków z unijnym statusem osiedlonym oznaczałoby to realne ryzyko utraty dostępu do części pomocy państwa.
Welfare state dla obywateli
Reform UK uderza w sam rdzeń brytyjskiego sporu o państwo socjalne: kto ma prawo korzystać z pieniędzy podatnika. Według komunikatu Reform UK z 17 sierpnia, nowa zasada miałaby brzmieć prosto: świadczenia dla obywateli brytyjskich, z ograniczonymi wyjątkami dla służby w siłach zbrojnych oraz emerytur składkowych.
Robert Jenrick, przedstawiany przez partię jako shadow chancellor, zapowiedział w Londynie element programu „Making Welfare Work”. Partia twierdzi, iż jeden na sześciu pobierających Universal Credit nie jest obywatelem brytyjskim ani irlandzkim, a w ciągu czterech lat do cudzoziemców miało trafić 55 mld funtów. To są dane polityczne podane przez Reform UK, nie neutralna statystyka urzędu. Ich sens jest jednak jasny: prawica Farage'a chce postawić obywatelstwo w centrum brytyjskiej polityki społecznej.
Dla Polaków żyjących na Wyspach najważniejsze jest to, iż plan obejmowałby także obywateli UE ze statusem osiedlonym. RMF24, relacjonując brytyjskie doniesienia, wskazuje właśnie na ten punkt jako najbardziej dotkliwy dla unijnych migrantów. W praktyce mowa o ludziach, którzy po brexicie ułożyli sobie życie według określonych reguł prawnych, pracowali, płacili podatki i zostali w Wielkiej Brytanii legalnie.
Polacy między interesem brytyjskim a prawami nabytymi
Z polskiej perspektywy nie wolno reagować histerycznie. Państwo ma prawo pytać, czy jego system socjalny ma być przede wszystkim narzędziem ochrony własnych obywateli. To jest normalna zasada suwerenności. Problem zaczyna się tam, gdzie polityczna korekta welfare state dotyka ludzi, którym wcześniej państwo dało trwałe gwarancje pobytowe i społeczne.
Dlatego sprawa nie jest prostym starciem „za” albo „przeciw” migrantom. Dla Warszawy stawką są prawa Polaków, którzy po latach pracy w Wielkiej Brytanii nie mogą zostać potraktowani jak wygodna pozycja w tabeli oszczędności. Wielka Brytania ma prawo bronić portfela swojego podatnika. Polska ma obowiązek bronić swoich obywateli, gdy cudze państwo zmienia reguły gry po fakcie.
Reform UK od miesięcy buduje linię ostrą wobec masowej migracji i nadużyć rynku pracy. Pisaliśmy już o tym, iż partia zapowiadała zamykanie firm zatrudniających nielegalnych migrantów. Teraz ten kurs wchodzi w obszar świadczeń. To logiczny ciąg polityczny: mniej importu taniej pracy, mniej zasiłków dla cudzoziemców, większa presja na obywatelstwo jako kryterium dostępu do państwa.
50 mld funtów cięć i twarda kalkulacja
W szerszym pakiecie Reform UK mówi o 50 mld funtów oszczędności w systemie świadczeń. Dokument „Making Welfare Work” przewiduje między innymi 20 godzin tygodniowo prac społecznych dla zdolnych do pracy osób pobierających świadczenia ponad rok, zmiany w świadczeniach związanych z niezdolnością do pracy, ostrzejszą walkę z oszustwami i przywrócenie limitu świadczeń na dwoje dzieci.
To jest język, którego brytyjskie elity długo unikały: podatnik nie jest bankomatem, a pomoc publiczna nie może stawać się stylem życia. W tym punkcie Reform UK trafia w prawdziwy gniew klasy pracującej. jeżeli państwo zabiera ludziom coraz większą część pensji, a potem rozdaje ją według zasad uznawanych za niesprawiedliwe, bunt jest tylko kwestią czasu.
Ale w polityce narodowej liczy się także precyzja. Legalny polski pracownik, który przez lata utrzymywał brytyjską gospodarkę, nie jest tym samym przypadkiem co osoba żyjąca z systemu bez realnego wkładu. o ile Reform UK wrzuca wszystkie kategorie cudzoziemców do jednego worka, otwiera spór nie tylko z lewicą i liberałami, ale także z państwami, których obywatele po brexicie uzyskali określone prawa.
Bruksela wróci do gry
Brytyjskie media wskazują, iż ograniczenie świadczeń dla obywateli UE ze statusem osiedlonym mogłoby wymagać ponownego otwarcia rozmów o porozumieniach po brexicie. To szczególnie ważne, bo w tle są możliwe retorsje wobec Brytyjczyków zamieszkałych w państwach Unii. Wtedy spór o welfare state gwałtownie przestaje być sprawą wewnętrzną Londynu.
Dla Polski to test trzeźwości. Nie chodzi o bronienie ideologii otwartych granic. Chodzi o obronę konkretnych Polaków i ich rodzin. o ile brytyjska prawica chce odbudować sens obywatelstwa, może znaleźć zrozumienie u narodowych konserwatystów. o ile przy okazji uderzy w ludzi, którzy legalnie pracowali i płacili podatki, Warszawa musi mówić twardo.
Wielka Brytania pokazuje dziś problem, przed którym stoi cała Europa: państwo socjalne nie przetrwa masowej migracji i rozmycia wspólnoty politycznej. Obywatelstwo musi coś znaczyć. Tak samo musi znaczyć lojalność państwa wobec tych, którym samo przyznało prawa. Bez tego zostaje tylko chaos, rachunek fiskalny i krzywda ludzi użytych jako argument w kampanii.
Źródło: Reform UK, dokument „Making Welfare Work”, RMF24, The Times.
Źródło: RMF24















