Polacy w Nowej Zelandii: jest ich cztery tysiące. Zaczęło się od 733 sierot z Syberii

naszapolska.pl 10 часы назад

Polonia w Nowej Zelandii to niewielka społeczność – około czterech tysięcy osób – ale ma najbardziej wzruszający fundament ze wszystkich polskich diaspor świata. Polacy w Nowej Zelandii to w dużej mierze potomkowie 733 polskich dzieci, w większości sierot ocalałych z sowieckich zsyłek, które w 1944 roku przypłynęły tu z Persji i zostały przyjęte przez nowozelandzkiego premiera osobiście. Obóz w Pahiatua, nazwany przez nie „Małą Polską”, stał się początkiem polskiej obecności na antypodach.

Gdy 1 listopada 1944 roku statek z polskimi dziećmi wpłynął do portu w Wellington, na nabrzeżu czekała orkiestra i premier Peter Fraser – witał małych uchodźców osobiście. Decyzję o ich przyjęciu podjął 28 grudnia 1943 roku. Dziś jego imię nosi ulica w Warszawie.

Ilu Polaków mieszka w Nowej Zelandii?

To jedna z najmniejszych polskich społeczności opisywanych w tym cyklu – i jedna z najbardziej zżytych.

Wskaźnik Liczba Źródło
Deklarujący polskie pochodzenie (spis) 2 871 nowozelandzki spis powszechny
Szacunek Polonii ogółem ok. 4 000 opracowania polonijne
Polskie dzieci przyjęte w 1944 733 (+105 opiekunów) Instytut Pamięci Narodowej
Polacy, którzy zostali po wojnie ok. 850 (w tym ok. 200 żołnierzy 2 Korpusu) opracowania polonijne

Polonia skupia się w Wellington i Auckland, a ślady starszego osadnictwa przetrwały w rejonie Christchurch, Otago i Taranaki. Różnica między spisem a szacunkiem bierze się stąd, iż w trzecim pokoleniu polskość bywa już tylko nazwiskiem – nie deklaracją w formularzu.

Pierwsi Polacy na końcu świata

Polski ślad w Nowej Zelandii jest starszy niż osadnictwo. Gdy w 1773 roku do jej brzegów dopłynął kapitan James Cook, na pokładzie byli przyrodnicy Jan Reinhold Forster i jego syn Jerzy – urodzeni na ziemiach ówczesnej Rzeczypospolitej, w Tczewie i w Mokrym Dworze pod Gdańskiem. To oni jako pierwsi ludzie znad Wisły zobaczyli Nową Zelandię.

Prawdziwe osadnictwo zaczęło się blisko sto lat później: 30 sierpnia 1872 roku do portu Lyttelton przybił statek Friedeburg z Hamburga, a na nim pierwsza duża grupa polskich osadników. Osiedli w okolicach Christchurch – i to od nich zaczyna się nowozelandzka Polonia.

Dzieci z Pahiatua – „Mała Polska” na Wyspie Północnej

Najważniejszy rozdział napisała jednak wojna. Polskie dzieci, które przeżyły sowieckie deportacje i wyszły z ZSRR wraz z armią generała Andersa, trafiły najpierw do Persji. Stamtąd, przez Indie, popłynęły na drugi koniec świata: 733 dzieci i 105 opiekunów.

Umieszczono je w Pahiatua, miasteczku na Wyspie Północnej, około stu mil od Wellington – w dawnym obozie, w którym do 1944 roku trzymano jeńców niemieckich, włoskich i japońskich. Dzieci nazwały to miejsce „Małą Polską”. Obóz działał do 1949 roku i funkcjonował jak państwo w miniaturze: z polską szkołą, harcerstwem, kaplicą i polskim personelem.

Przyjęcie sierot organizowali konsul generalny RP w Wellington Kazimierz Wodzicki i jego żona Maria – to w dużej mierze dzięki ich staraniom Nowa Zelandia otworzyła drzwi.

Peter Fraser – nowozelandzki premier, bohater polskich sierot

Historia Pahiatua ma konkretnego bohatera i nie jest nim Polak. Peter Fraser, premier Nowej Zelandii, zgodził się przyjąć dzieci w grudniu 1943 roku, gdy inne kraje odmawiały lub zwlekały. Przyszedł powitać je do portu, a potem odwiedzał obóz. Nowa Zelandia miała wtedy niecałe dwa miliony mieszkańców i własne wojenne kłopoty – mimo to znalazła miejsce dla siedmiuset polskich sierot. To gest, którego polska Nowa Zelandia nie zapomniała: Fraser jest dziś patronem ulicy w Warszawie.

Dlaczego zostali

Dzieci miały wrócić do Polski po wojnie. Nie wróciły – bo Polska, do której miały wracać, przestała być wolna. Rząd w Wellington nie zamierzał odsyłać sierot pod władzę komunistów, a same dzieci w większości nie miały już do kogo wracać. Po wojnie w Nowej Zelandii zostało około 850 Polaków, w tym blisko dwustu żołnierzy 2 Korpusu. Wyrośli tu, założyli rodziny i stali się fundamentem dzisiejszej Polonii – a „dzieci z Pahiatua” do końca życia mówiły o sobie właśnie tak, choć były już siwe.

Życie polonijne dziś

Struktury są niewielkie, ale realne:

– działają stowarzyszenia i kluby polonijne, z Stowarzyszeniem Polaków w Nowej Zelandii na czele, organizujące wydarzenia kulturalne i rocznice;
– funkcjonują polskie szkoły sobotnie, uczące języka dzieci i wnuki dawnych sierot;
– msze po polsku odprawiane są w trzech kościołach;
– co roku obchodzona jest rocznica przybycia dzieci do Pahiatua – to najważniejsza data w kalendarzu tej społeczności.

Polacy w Nowej Zelandii – najczęstsze pytania

Ile Polaków mieszka w Nowej Zelandii?
Polskie pochodzenie deklaruje w spisie 2871 osób, a szacunki polonijne mówią o około 4 tysiącach. To jedna z najmniejszych polskich społeczności na świecie, skupiona w Wellington i Auckland.

Czy Polak może zamieszkać w Nowej Zelandii?
Tak, ale pobyt stały wymaga wizy – Nowa Zelandia prowadzi punktowy system imigracyjny oparty na kwalifikacjach i wieku. Aktualne zasady publikuje rządowy serwis gov.pl oraz nowozelandzkie służby imigracyjne.

Czy Polak musi mieć wizę do Nowej Zelandii?
Na krótki pobyt turystyczny obywatele RP nie potrzebują wizy, ale muszą uzyskać elektroniczne zezwolenie NZeTA przed podróżą. Na pobyt i pracę wiza jest konieczna – szczegóły podaje serwis gov.pl.

Jakie jest stowarzyszenie Polaków w Nowej Zelandii?
Główną organizacją jest Stowarzyszenie Polaków w Nowej Zelandii, działające wraz z lokalnymi klubami w Wellington i Auckland. Skupia potomków dzieci z Pahiatua oraz nowszych przybyszów.

Читать всю статью