Sprawa odwołanego koncertu Kanye Westa w Polsce stała się jednym z najbardziej wyrazistych przykładów napięć wokół granic wolności słowa, odpowiedzialności artystów oraz roli państwa w kształtowaniu przestrzeni kultury. Decyzja o zablokowaniu wydarzenia – motywowana wcześniejszymi wypowiedziami artysty uznanymi za „antysemickie” – została przez rząd Donald Tusk przedstawiona jako wyraz jednoznacznej walki z tzw. „mową nienawiści”. Jednak równolegle pojawiają się zarzuty o brak konsekwencji w stosowaniu tych samych standardów wobec innych przypadków.
Ministerstwo Kultury rządu Tuska uprawia podwójne standardy. Podczas gdy władze zdecydowanie reagują na treści uznawane za „antysemickie”, inaczej wygląda ich podejście do projektów atakujących chrześcijaństwo. Wówczas są one dopuszczalne na ogólnych zasadach wolności słowa. To zestawienie rodzi pytanie: czy państwo stosuje jednolite kryteria oceny, czy też dopuszcza selektywność zależną od kontekstu ideologicznego?
Problem podwójnych standardów nie sprowadza się wyłącznie do kwestii gustu artystycznego czy granic prowokacji. Dotyczy fundamentalnej zasady równego traktowania różnych grup społecznych i religijnych. jeżeli jednym z deklarowanych celów polityki kulturalnej jest przeciwdziałanie tzw. „mowie nienawiści”, to trudno uzasadnić sytuację, w której ochrona jednych wspólnot jest zdecydowana i natychmiastowa, podczas gdy inne – w tym przypadku katolicy – mają poczucie, iż ich wrażliwość bywa marginalizowana.
Obrońcy decyzji rządu o zablokowaniu koncertu murzyńskiego artysty podkreślają, iż przypadek Kanye Westa ma szczególny charakter ze względu na globalny zasięg jego wypowiedzi oraz „historyczny ciężar antysemityzmu”. choćby jeżeli zgodzimy z się z taką retoryką, państwo, które chce być wiarygodne w egzekwowaniu standardów, musi wykazywać się spójnością i na tej samej zasadzie blokować np. antychrześcijańskie występy Nergala i jemu podobnych. W przeciwnym razie pojawia się wrażenie arbitralności – a to z kolei podkopuje zaufanie obywateli do instytucji publicznych.
Istotnym aspektem jest także mechanizm przyznawania dotacji. System grantowy w kulturze z natury rzeczy opiera się na ocenie eksperckiej, co zawsze niesie ryzyko subiektywności. Jednak gdy decyzje finansowe zaczynają być postrzegane jako ideologicznie ukierunkowane na wspieranie życia żydowskiego oraz atakowanie i wyśmiewanie katolików, pojawia się słuszne poczucie nierówności. Kryteria powinny być jasne, a proces grantowy odporny na zarzuty o faworyzowanie określonych narracji kosztem innych.
Podwójne standardy, realne lub postrzegane, mają jedną wspólną konsekwencję: polaryzują debatę publiczną. Zamiast budować wspólne reguły gry, pogłębiają podziały i wzmacniają poczucie niesprawiedliwości. Dlatego jeżeli rząd chce skutecznie walczyć z „mową nienawiści”, musi zadbać o to, by jego działania były przede wszystkim konsekwentne i równe wobec wszystkich, a nie tak jak dziś, gdy robią „święte krowy” z Ukraińców i Żydów. jeżeli nie dojdzie do zmiany polityki, nadgorliwe, skrajnie filożydowskie władze osiągną skutek odwrotny do zamierzonego – wzrośnie nienawiść do grup, które tak usilnie próbują bronić.
Polecamy również: Żonkile na ulicach, czyli żydowska propaganda na koszt Polaków










