Podatek od zysków paliwowych trafia do Trybunału. Tusk: „szokująca decyzja”, Pałac: premier „gospodarczym dyletantem”

dzienniknarodowy.pl 1 день назад
Zdjęcie: Podatek od zysków paliwowych trafia do Trybunału. Tusk: „szokująca decyzja”, Pałac: premier „gospodarczym dyletantem”


Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał ustawy nakładającej podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, wskazując na wsteczne działanie przepisów. Donald Tusk uznał to za „szokującą decyzję" i zasugerował, iż kierowcy odczują ją przy dystrybutorach. Kancelaria Prezydenta odbiła piłeczkę, przekonując, iż to rząd, dysponujący VAT-em i akcyzą, trzyma w ręku prawdziwą dźwignię cen paliwa. Kto naprawdę decyduje o tym, ile Polacy zostawiają na stacji?

Trybunał zamiast podpisu

Zamiast złożyć podpis pod nową daniną, prezydent Karol Nawrocki odesłał sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Zrobił to w trybie kontroli prewencyjnej, a więc zanim przepisy zdążyły wejść w życie. Głowa państwa podkreśliła, iż nie sięga po weto, ale prosi o zbadanie zgodności regulacji z ustawą zasadniczą. Sercem wątpliwości jest wsteczne działanie prawa: podatek miał obejmować zyski osiągnięte już od wiosny 2026 roku, choć sama ustawa zaczęłaby obowiązywać dopiero później. To zderzenie z zasadą, iż prawo nie działa wstecz (lex retro non agit), prezydent uznał za problem natury konstytucyjnej, a nie politycznej.

„Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach"

Reakcja szefa rządu była natychmiastowa i ostra. Donald Tusk napisał o „szokującej decyzji Karola Nawrockiego" i przekonywał, iż prezydent zablokował ustawę pozwalającą opodatkować „gigantyczne zyski koncernów paliwowych". Zdaniem premiera z tych wpływów miały zostać sfinansowane tańsze paliwa na stacjach w ramach programu, który określił mianem CPN. Wpis zakończył wezwaniem, by wyborcy pamiętali o tej decyzji „przy dystrybutorach". Przekaz był czytelny: odpowiedzialnością za ceny na stacjach rząd chce obarczyć Pałac Prezydencki.

Odpowiedź Pałacu: premier „gospodarczym dyletantem"

Riposta nie kazała na siebie długo czekać. Głos zabrał Paweł Szefernaker, szef gabinetu głowy państwa. Ocenił, iż „obecny premier jest gospodarczym dyletantem", skoro próbuje przekonać Polaków, iż nałożenie kolejnego podatku na paliwa sprawi, iż ceny na stacjach spadną. Współpracownik prezydenta zaapelował, by rząd, zamiast mnożyć daniny, sięgnął po narzędzia, które faktycznie ma w ręku: obniżkę VAT i akcyzy na paliwo. W tej narracji decyzja z Pałacu nie uderza w kierowców, ale chroni ich przed rozwiązaniem, które mogłoby wywindować ceny do rekordowych poziomów.

Cztery miliardy i pytanie, kto płaci

Rząd akcentuje przede wszystkim skutek budżetowy. Minister finansów Andrzej Domański policzył, iż skierowanie ustawy do Trybunału to zablokowanie kolejnych czterech miliardów złotych, które miały zasilić budżet i program osłony cen paliwa. To realna kwota i realny argument. Pozostaje jednak pytanie, które w tym sporze wybrzmiewa najsłabiej: kto ostatecznie ponosi ciężar podatku nałożonego na obrót paliwami. W praktyce gospodarczej danina obciążająca sprzedaż paliw ma skłonność do wędrowania w dół łańcucha, ku odbiorcy końcowemu, czyli kierowcy tankującemu przy dystrybutorze. Spór o „tańsze paliwo" rozgrywa się więc ponad głową tego, kto najpewniej zapłaci rachunek.

Windfall tax po polsku

Podatki od nadzwyczajnych zysków nie są polskim wynalazkiem. Po energetycznym szoku z 2022 roku sięgnęła po nie cała Unia, obkładając dodatkową daniną firmy, które zarobiły krocie na gwałtownym skoku cen surowców. Polski pomysł wpisuje się w ten nurt, ma jednak swój paradoks. Krajowy rynek paliw zdominowany jest przez Orlen, grupę kontrolowaną przez Skarb Państwa. Danina wymierzona w „gigantyczne zyski koncernów paliwowych" w dużej mierze uderza więc w narodowego czempiona, a przez to pośrednio w samego jego właściciela, czyli państwo. To pokazuje, iż spór nie jest prostym starciem obywateli z zachłannymi korporacjami, ale decyzją o tym, jak państwo zarządza własną spółką i własnym budżetem, nie naruszając przy tym reguł, na których opiera się zaufanie do prawa.

Konstytucja jako hamulec apetytu fiskalnego

Z perspektywy interesu narodowego istota sprawy nie sprowadza się do jednego wpisu w mediach społecznościowych. Chodzi o granice, w jakich państwo może sięgać do kieszeni podatnika, i o to, czy wolno mu robić to wstecz. Zasada nieretroaktywności prawa nie jest formalnym drobiazgiem, ale jednym z fundamentów zaufania obywatela do państwa: reguły gry nie powinny zmieniać się po fakcie. jeżeli Trybunał podzieli wątpliwości prezydenta, spór o paliwową daninę stanie się przypomnieniem, iż choćby szczytny cel budżetowy nie zwalnia ustawodawcy z obowiązku poszanowania konstytucyjnych ram. jeżeli ich nie podzieli, rząd wróci do pomysłu wzmocniony. W obu przypadkach ostatnie słowo nie należy do polityków, ale do sędziów, a rachunek i tak trafi tam, gdzie zwykle: na stację paliw.

Źródło: Onet Wiadomości

Читать всю статью