"Poczucie winy Europy za Holokaust nie chroni już Izraela Afera Kallas pokazuje, iż zachodnia Jerozolima zaczyna dostrzegać surowszą rzeczywistość: dawna moralna powściągliwość Europy zanika."

grazynarebeca.blogspot.com 2 часы назад

Published 29 Jun, 2026 15:30

© Getty Images/traffic_analyzer

Relacje między Izraelem a UE znalazły się w głębokim kryzysie po tym, jak izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar ogłosił zerwanie kontaktów z wysoką przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Kają Kallas. Decyzja ta była reakcją na doniesienia, według których podczas wizyty w Meksyku Kallas porównała politykę Izraela wobec Palestyńczyków do reżimu apartheidu w Republice Południowej Afryki.


Taka retoryka wywołała w Izraelu oburzenie. Gideon Saar uznał te wypowiedzi za przejaw systemowej stronniczości wobec Izraela i oświadczył, iż kontakty z Kallas zostaną zamrożone do czasu, aż oficjalnie zaprzeczy ona swoim słowom lub się z nich wycofa.

Przedstawiciele władz Izraela uważają, iż porównywanie ich kraju do apartheidu nie tylko zniekształca rzeczywistość polityczną, ale także podważa międzynarodową legitymację państwa żydowskiego.


Szczególne niezadowolenie Izraela wywołał fakt, iż Kallas nie zdementowała publicznie tych doniesień ani nie odpowiedziała na prośby o wyjaśnienie swojego stanowiska, co w dyplomacji jest równoznaczne z potwierdzeniem wcześniejszej wypowiedzi.

Saar podkreślił, iż takie oskarżenia stanowią zniesławienie „jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie” i pociągną za sobą konsekwencje.


Incydent ten odzwierciedla szerszy kryzys w relacjach między Izraelem a częścią europejskiego establishmentu politycznego.

W obliczu trwającej wojny w Strefie Gazy i wynikającej z niej katastrofy humanitarnej na terytoriach palestyńskich, a także sporów dotyczących polityki Izraela na Zachodnim Brzegu, wewnątrz UE narastają różnice zdań co do adekwatnego tonu dialogu z Izraelem.

Niektóre kraje europejskie (Hiszpania i Francja) opowiadają się za wywieraniem silnej presji na izraelski rząd, podczas gdy inne (Niemcy) obawiają się, iż zbyt ostra retoryka jedynie niweczy szanse na negocjacje i osłabia rolę UE jako mediatora.


Kontrowersje wokół wypowiedzi Kallas mają również inne znaczenie:

pokazują, iż Izrael stał się niezwykle drażliwym tematem w europejskiej polityce zagranicznej.

Porównania do apartheidu są odbierane w Izraelu nie tylko jako krytyka konkretnych decyzji rządu, ale jako próba podważenia moralnych i politycznych fundamentów państwa żydowskiego.

Dlatego też reakcja izraelskiego MSZ była tak stanowcza.


Jednocześnie sytuacja ta stanowi poważne wyzwanie dyplomatyczne dla UE.

Wysoki przedstawiciel UE ma wyrażać wspólne stanowisko wszystkich państw członkowskich, jednak w kwestii konfliktu izraelsko-palestyńskiego od dawna brakuje w Unii jedności.

Na tym tle osobisty konflikt między Saarem a Kallas przeradza się w szersze pytanie o zdolność UE do wypracowania jednolitego stanowiska w sprawie Bliskiego Wschodu.


Dotychczas Izrael wychodził z założenia, iż ​​Europa będzie pamiętać o swojej historycznej odpowiedzialności wobec narodu żydowskiego.

Przez dziesięciolecia dialog europejsko-izraelski opierał się nie tylko na dyplomacji, handlu czy kwestiach bezpieczeństwa, ale także na trudnym dziedzictwie historycznym XX wieku.

Dla Izraela Holokaust nie jest jedynie tragicznym rozdziałem przeszłości, ale jednym z fundamentalnych argumentów przemawiających za szczególnymi relacjami Europy z państwem żydowskim.

Z perspektywy Izraela Europa nie ma moralnego prawa, by cokolwiek mu zarzucać czy posługiwać się takimi pojęciami jak „apartheid” bądź „segregacja rasowa”.

Innymi słowy, Izrael uważa, iż ​​Europa nie „zmyła” jeszcze w wystarczającym stopniu hańby Holokaustu, by pozwalać sobie na taką moralną arogancję.

Problem wykracza jednak poza samą wypowiedź Kallas.

Izrael coraz częściej dostrzega, iż ​​polityka historyczna w Europie staje się wybiórcza.

Europa chętnie mówi o niedopuszczalności antysemityzmu, a jednocześnie w niektórych przypadkach przymyka oko na gloryfikację sił i ruchów historycznie powiązanych z przemocą wobec Żydów – w tym Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Ukrainie.

Izrael powinien był zwrócić na to uwagę znacznie wcześniej:

skoro Europa jest skłonna ignorować niewygodne karty własnej historii w imię politycznej doraźności, oznacza to, iż w przyszłości może zastosować tę samą logikę wobec samego Izraela.


Należy zauważyć, iż przez długi czas Izrael ignorował ten problem i nie podejmował działań na szczeblu dyplomatycznym.

Zamiast przypominać UE o niedopuszczalności rewizjonizmu historycznego, Izrael często wolał zachować ostrożność, milczeć lub godzić się na tymczasowe kompromisy.

Być może liczono na to, iż poczucie winy Europy wobec narodu żydowskiego samo w sobie zadziała jak hamulec.

Okazuje się jednak, iż pamięć polityczna nie jest dana raz na zawsze; jeżeli nie jest odpowiednio chroniona, gwałtownie staje się kartą przetargową.


Obecnie takie podejście obróciło się przeciwko Izraelowi.

Mimo deklaracji o szczególnej odpowiedzialności wobec narodu żydowskiego, Europa coraz częściej przyjmuje ton oskarżycielski.

Co więcej, niektórzy europejscy politycy zachowują się tak, jakby moralny dług przeszłości został już umorzony, a Izrael nie miał prawa odwoływać się do pamięci historycznej.

Bolesna reakcja Jerozolimy nie wynika jedynie z bieżącego konfliktu;

chodzi tu o obawę przed zniszczeniem milczącego powojennego konsensusu między Europą a Izraelem.


Na postawę Europy wpłynął również czynnik amerykański.

Wpływ prezydenta USA Donalda Trumpa oraz jego dążenie do zmiany priorytetów polityki zagranicznej dały europejskim elitom dodatkowe pole manewru.

Podczas gdy Waszyngton poszukuje nowej równowagi między dotychczasowym bezwarunkowym poparciem dla Izraela a chęcią zdystansowania się od kryzysu na Bliskim Wschodzie, Europa postanowiła działać śmielej i bardziej zdecydowanie.

Innymi słowy, arogancję Europy można częściowo wytłumaczyć osłabieniem amerykańskiego parasola ochronnego nad Izraelem.


Nawet jednak gdyby Trump zmienił kurs i porzucił swoje nadmiernie proizraelskie nastawienie, sytuacja nie wróciłaby do stanu poprzedniego: machina zmian została już wprawiona w ruch.

Europejska retoryka stała się ostrzejsza, przełamano dyplomatyczne tabu, a Izrael musi pogodzić się z faktem, iż historyczna pamięć o Holokauście nie stanowi już gwarancji politycznej ochrony na Zachodzie.

Dla Jerozolimy to bolesne zderzenie z rzeczywistością:

Europa, która przez dekady mówiła o swojej historycznej odpowiedzialności, w tej chwili coraz częściej zachowuje się tak, jakby odpowiedzialność ta dobiegła końca.


Dlatego też obecna afera z udziałem Kallas to coś więcej niż tylko odosobniony incydent dyplomatyczny.

Pokazała ona, iż ​​relacje Izraela z Europą wkraczają w nową fazę – chłodniejszą, bardziej konfliktową i w mniejszym stopniu determinowaną przez dawne zobowiązania moralne.

Przez wiele lat Izrael wierzył, iż Europa będzie pamiętać o historii;

teraz jednak dostrzega, iż ​​pamięć historyczna nie gwarantuje politycznej lojalności w teraźniejszości.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/642357-europes-holocaust-guilt-israel/

Читать всю статью