Minęły dwa tygodnie, czas na nowy tekst. Akurat przyszło ocieplenie po dość surowej zimie trwającej od prawie dwóch miesięcy. Od kilku lat nie było tak srogiej zimy. O czym to świadczy? Oczywiście o globalnym ociepleniu! Są ludzie, i to liczni a choćby wykształceni z tytułami preserskimi, dla których wszystko co się dzieje, potwierdza ich mniemania. A co, jeżeli wydarzy się coś przeciwnego? Tego nie zauważają, tego zwyczajnie nie ma. Tacy są na przykład wyznawcy teorii globalnego ocieplenia. Jest ciepło? Globalne ocieplenie. Gorące lato? Bezapelacyjnie globalne ocieplenie! Gdy mamy zimną zimę, taką niby oczywistość!? Gdy zimą jest zimno, mróz i pada śnieg? To także potwierdza globalne ocieplenie, albowiem aby było cieplnej musi być zimniej! Słowem, co by się nie wydarzyło i tak musi wyjść na moje. Bo wiem więcej, patrzę dalej, głębiej, widzę to co zakryta dla maluczkich. Taka nieuleczalna mania. Jak mania wielkości, tylko inaczej.
Dziś nie będzie o maniakach globalnego ocieplenia. Będzie o innych, znacznie groźniejszych maniakach, o politykach; o tych stojących na szczycie, rządzących wielkimi państwami. Nie ma nic gorszego i niebezpieczniejszego niż maniak rządzący wielkim mocarstwem, szczególnie jedynym supermocarstwem. Tak, mam na myśli Donalda Trumpa, byłego 45 prezydenta usa i w tej chwili w 47 kadencji od 2025 roku. Wiem, iż dla zwolenników tzw. prawicy w naszym kraju to myśl obrazoburcza; oni wprost wielbią Mister Trumpa i tzw. sojusz polsko – amerykański, którego rzekomo D. Trump jest gwarantem. Według mnie to śmieszne, naiwne i żałosne przekonanie, ale niech tam, niech wierzą sobie w to, co chcą.
Oto POTUS Donald Trump (ang. President of the United States) postanowił „przywołać do porządku” Iran. Pierwsza próba to lato 2025. Pierwsze skrzypce odegrał Izrael, który zajadle starał się nakłonić usa do wojny. I mu się to w końcu udało, trzeba przyznać. Lotnictwo Izraela zaatakowało instalacje wojskowe i nuklearne Iranu, operacja „Naród jak Lwica”. Iran odpowiedział atakami rakietowymi na Izrael. Gdy Żydzi osłabli, do wojny przyłączyło się lotnictwo usa ze swoimi strategicznymi bombowcami i superciężkimi bombami. Odpowiedź sił Iranu - ataki rakietowe na bazy usa na Bliskim Wschodzie - była kiepska, bo niecelna i mało skuteczna. Lotnictwo usa i Izraela opanowało przestrzeń powietrzną nad Iranem, wyłączając irańską obronę przeciwlotniczą. Po 12 dniach kampanii zawarto porozumienie, raczej zawieszenie broni.
Wynik tej wojny określiłbym jako remis ze wskazaniem, lub w najlepszym przypadku (nieznaczne) zwycięstwo na punkty usa. Izrael i jego siły zbrojne (IDF, Israel Defence Forces, heb. Cahal) przegrały to starcie i to w dwóch wymiarach. Po pierwsze okazało się, iż samodzielnie lotnictwo izraelskie nie jest w stanie naprawdę zagrozić siłom irańskim; po wtóre ograniczona w skali odpowiedź rakietowa Iranu okazała się zdumiewająco skuteczna obnażając słabość mitu o Żelaznej Kopule, która ma rzekomo chronić Żydów przed odwetem za ich uczynki. Iran dla Izraela to ten… o jeden most za daleko. Na szczęście dla Izraela „dobry wujek Sam” to jest prezydent Trump uratował Izrael przed strategiczną porażką. Było, nie było, koło ratunkowe w postaci us army przeważyło szalę. Dobrze jest mieć takiego… dobrego wujka, Żydzi go mają, ale my nie, wbrew temu co roi u nas tak wielu. W życiu, i w polityce, lepiej nie żyć złudzeniami. Przebudzenie bywa… bolesne.
Najważniejszym punktem rozejmu było zamrożenie irańskiego programu nuklearnego. Najważniejszy postulat usa, z którym przystępował do wojny prezydent Trump. Izrael żądał zniszczenia irańskiego programu, ale jak się okazało miał za krótkie ręce. Iran zgodził się na tymczasowe zawieszenie wzbogacania uranu powyżej poziomu 60%, wstrzymanie prac naprawczych w obiektach uszkodzonych przez naloty (m.in. w Natanz i Fordow) do czasu zakończenia nowej rundy negocjacji z USA. Dodatkowo miał umożliwić ograniczony dostęp inspektorów MAEA (Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w istocie amerykańskich szpiegów) od swoich obiektów jądrowych w celu weryfikacji zapasów uranu. Warto zauważyć, iż warunkiem rozejmu były rozmowy z usa, i takie rozmowy się toczą, i będą się toczyć jeszcze i toczyć, i toczyć, i tak choćby przez sto lat. Co szkodzi pogadać? Od tego są dyplomaci. Co do uszkodzeń obiektów jądrowych to zdania są podzielne. Amerykańska administracja była wielce zadowolona i dumna z siebie, chłodni obserwatorzy, w tym ja, mocno sceptyczni. Pewne uszkodzenia były, to fakt, ale Irańczycy mieli czas się przygotować, a swoje zapasy uranu ukryć w bezpiecznym miejscu. Przypuszczalnie nie stracili choćby grama wzbogaconego uranu. Uszkodzone wirówki? Problem, ale można je wymienić na nowe, wydajniejsze urządzania. Irańczycy pogodnie zignorowali możliwość kontroli, czyli wpuszczenia szpiegów, tak iż naprawdę nie wiemy, jak jest. Jak było, bowiem Irańczycy przez te ponad pól toku intensywnie odbudowują i rozbudowują swoje instalacje jądrowe. Prawdę mówiąc, aby zmusić Irańczyków do pełnej kontroli trzeba by zdobyć Teheran, stolicę Iranu. Do tego daleko, bardzo daleko.
Cała ta rzekoma afera z programem jądrowym Iranu, jest dla mnie przykładem zakłamania, hipokryzji i manii wielkości zachodu, to jest usa. Izrael ten zbrodniczy i terrorystyczny reżim dysponuje do 100 do 200 główc jądrowych. Nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego Iran ma nie mieć prawa do swojej broni jądrowej? o ile władze Iranu zechcą mieć swoje głowice jądrowe, to będą je mieli. I nic i nikt im nie przeszkodzi. To tylko kwestia czasu i nakładów finansowych. Mają dobrych naukowców, bazę przemysłowa i fundusze. I nikt, a szczególnie Izrael, czy usa nie może im niczego narzucać, czy zabraniać. Przeciwnie. Szantaże usa oraz ukryta i jawa agresja Izraela, w tym zamachy terrorystyczne na czołowych polityków czy dowódców, sprawia, iż dla Irańczyków broń jądrowa staje się warunkiem bezpieczeństwa. Jedyny sposób na zmuszanie Iranu do porzucenia programu nuklearnego, w tym zniszczenie wszystkich instancji, oddanie zapasów wzbogaconego uranu, etc., to podój kraju! Zdobycie Teheranu, Isfahanu innych miast. Wtedy i tylko wtedy ten postulat da się zrealizować. Ostatnim, któremu to się udało, to Tamerlan (1336 - 1402) w końcu XIV wieku. Zwany Timurem Chromym (kulawym) - prawdziwy militarny geniusz, a przy tym analfabeta, dysponujący niezwyciężoną armią mongolsko - turecką, która nie miała godnego sobie przeciwnika na ówczesnych polach bitew. Aleksander Macedoński także podbił imperium perskie w błyskotliwej kampanii w latach 334–330 p.n.e. Imperium rzymskie, liczni cesarze także próbowali powtórzyć wyczyn Aleksandra. Wojny trwały ponad pięć stuleci i im się nie udało. Ale czy nie warto próbować? Stygmaty wielskiego wodza albo przekleństwo, fatum Aleksandra. Każdy marzy o tym, by podbić imperium perskie. Również amerykańscy generałowie i admirałowe w mundurach szamerowanych zlotem, obwieszeni odznaczeniami jak choinki. Świetnie wykształceni absolwenci West Point, którzy bitwę pod Kannami mają w małym palcu, zwycięzcy w symulowanych bitwach na ekranach monitorów i żywiący głęboką pogardę dla Tamerlana, prymitywnego Mongoła, rzeźnika i analfabety. Nawiasem, Tamerlan dziesięciu takich obwieszonych medalami „geniuszy strategii” pokonałby w polu i wziął do niewoli. Prawdziwa wojna to nie symulacje komputerowe. Mniejsza o Timura Kulawego, usa mają swoich „geniuszy strategii” co partie wojennych szachów mają rozpisane na dziesięć kroków do przodu. Jak wiadomo, ci co zaczynają wojny, są przekonani o wygranej. Inaczej nie wszczynaliby wojny, prawda? Władcy, generałowe marzący o powtórce z Aleksandra Wielkiego mogą skończyć jak rzymski cesarz Walerian I (Publius Licinius Valerianus). Cesarz Walerian I wraz z całą potężną rzymską armią został pokonany, otoczony i zmuszony do kapitulacji (260 r. n..e., bitwa pod Edessą) przez armię perską pod wodzą cesarza Szapura. Skończył życie jako niewolnik, podnóżek, po którym perski cesarz Szapur I zwany od tej pory Wielkim wsiadał na konia. Współcześnie Iran to bagatela 90 mln. Ludzi, obszar pięć razy jak Polska, plus góry i pustynie, koszmarny teren podbojów. Życzę us army wiele szczęścia w zdobywaniu Teheranu. Szczęście z pewnością będzie im bardzo potrzebne.
Oczywiście prezydent Trump nie planuje ataku lądowego na Iran. To plan choćby nie B, ale C lub G. Do takiej kampanii us army potrzebowałaby z milion do 1.5 mln żołnierzy, plus lotnictwo i marynarka. choćby tylu nie mają. Kampania trwałaby wiele lat. POTUS Trump sobie wymyślił, i „geniusze” z jego dworu, iż zmusi Iran do kapitulacji samymi atakami lotniczymi i rakietowymi. Marzy o powtórce „Pustynnej Burzy” z 1991 i zdobycia Bagdadu z 2003 roku. Krótka, szybka zwycięska wojenka. Tyle, iż po zdobyciu Bagdadu nastąpiła 20 lat wojen. Klęska w Iraku i absolutna klęska w Afganistanie zakończona paniczną, upokarzającą ucieczką byłych herosów z amerykańskiej armii. Każdy pamięta to, co chce pamiętać.
Władze Iranu unikają stawiania sprawy na ostrzu noża. Pewnie mają swoje powody. Prezydenta Trumpa zachęcają prawdopodobnie ostatnie wydarzeniami w Iranie. Zamieszki, manifestacje, setki, może tysiące zabitych. Wedle zachodnich, zwłaszcza anglosaskich „myślicieli” naród irański dyszy żądzą obalenia zbrodniczego reżimu ajatollahów. Trzeba im tylko pomóc a reżim runie jak domek z kart i w Iranie zapanuje zachodni raj: demokracja, dobrobyt i załopotają choćby tęczowe flagi. Przy okazji zostanie zlikwidowany irański pogram badań jądrowych, dodają Żydzi. Swej supremacji pilnują jak źrenicy oka. Tak samo miało być w Afganistanie, przypomnijmy. Jakoś nie wyszło. Ale w Teheranie się uda! Dlaczego? Bo tak sobie wymarzył prezydent Trump a jego dworacy nie śmią mu zaprzeczyć. Chciałbym tylko nieśmiało zauważyć, iż przyczyny zamieszek mogą być zgoła inne. Iran przeżywa boom demograficzny. Podobnie jak inne kraje regionu, np. Egipt. Mnóstwo młodych ludzi, którzy nie mogą znaleźć pracy. Wykształconych, bez szans na przyszłość. Bez pracy nie znajdą żony, nie założą rodziny, będą nikim. Pracy nie ma, gdyż gospodarka Iranu od 50 lat jest pod olbrzymią presją sankcji usa. Iran mimo swoich bogactw natułanych, ropa gaz, jest pełen ludzi bez perspektyw życiowych. Więc się buntują. Przeciwko komu? Własnemu rządowi, to oczywiste. Ale to nie znaczy, iż kochają usa, czy zachodnie wartości i marzą o wprowadzeniu zachodniej demokracji i zniesieniu muzułmańskiego prawa – szariatu. W większości nienawidzą zachodu usa bardziej niż swego rządu. Wypowiedzi irańskich emigrantów, iż wrócą z us army i na tronie osadzą potomka ostatniego szacha a Irańczycy powitają ich z euforią to mrzonki.
Zamieszki sprawiają także, iż ajatollahowie wiedzą, iż nie mogą się cofnąć. Nie mają miejsca do manewru. W połowie zeszłego roku mieli miejsce, więc zawarli porozumienie. Dziś już nie. Poddanie oznacza snie tylko utratę władzy, ale również egzekucję; podzielą los Saddama Husajna w sąsiednim Iraku. Powściągliwość i pozorna ustępliwość władz Iranu może być pułapką. Liczą na to, iż wojna z wielkim szatanem (usa) i małym szatanem (Izrael) zjednoczy naród i umocni ich władze. Wiedzą także, iż ustępstwa to śmierć. Mają także sojuszników: Chiny i Rosje.
Co się zmieniło od kampanii z czerwca 2025 roku? Iran był osamotniony, pierwsze skrzypce grał Izrael, usa dołączyły później. w tej chwili to usa, to prezydent Trump prze do konfrontacji. Izrael i jego zbrodniczy premier trzymają się w cieniu, wolą pozycję za kulisami. Dlaczego? Skąd ta powściągliwość? Wiedzą, iż już nie musza podjudzać Trumpa do ataku? Że decyzja zapadła? Amerykanie sami z siebie podjęli się wyciągania za nich gorących kasztanów z ognia? Izrael jest mistrzem w taktyce hieny. Wojna usa z Iranem to spełnienie ich marzeń. Pozbycie się ostatniej wrogiej potęgi na Bliskim Wschodzie. Czy dlatego zbrodniczy premier Izraela nabrał wody w usta? Ciekawe.
Pytanie, dlaczego prezydent Donald Trump chce to uczynić? Zdrowy rozsądek podpowiada, iż Ameryka nie ma niczego do wygrania. Wiele ryzykuje i jeszcze więcej może stracić. O wiele więcej niż koszt zużytych bomb i rakiet. Widać tu konsekwencję. Od prawie stu lat polityka usa wobec Iranu to pasmo nieszczęść, błędów i pomyłek, począwszy od obalenia premiera Mosaddegha przez amerykańskie CIA w sierpniu 1953 roku. Potem poszło z górki. Atak usa na Iran to wisienka na torcie amerykańskich kompromitacji? Kto wie? Ten element pasuje do układanki. choćby wygrana wojna to olbrzymi koszt dla amerykańskiego podatnika. Żydzi nie dadzą ani szekli, to pewne. W każdym przypadku: zwycięstwa i przegranej koszty płacą amerykanie, zyski zaś odnosi tylko Izrael. Więc po co ta wojna usa? Amerykanie, ich polityka słynie z obłudy, z wyrachowania, ze zdrowego rozsądku. O co tu chodzi?
Kilka dni temu amerykański ambasador usa w Izraelu (były?) pastor baptystów, udzielił wywiadu amerykańskiemu dziennikarzowi. Dziennikarz tak niezależny - m. in. jego poglądy na stosunki z Izraelem odbiegają od standardu - iż został wyrzucony z pracy z prawicowej telewizji. Założył więc własny kanał cieszący się dużą popularnością. Nie oglądałem całego wywiadu, ponad dwie godziny gadulstwa, dla mnie aż nadto. Ale fragmenty owszem. Oraz refleksje dziennikarza. Opis, co się działo po wywiadzie. Izraelczycy nie wpuścili go do kraju i wywiad odbył się na lotnisku. Niebyt go lubię, drażni mnie jego śmiech, ale czasami ma coś do powiedzenia. Amerykanin miał wrażenie, iż przeprowadzał wywiad nie z ambasadorem usa w obcym kraju, ale z ambasadorem Izraela! Jak to jest, pyta, iż Amerykanie opłacają ambasadora Izraela? Ambasador usa, który na pierwszym miejscu stawia interesy obcego państwa i broni posunięć rzędu Izraela? Czy to nie dziwne? W tym wywiadzie amerykański ambasador opierając się na Biblii przyznał Żydom prawo do wielkiego Izraela do górnego Eufratu do Nil! Czyli Syria, Liban, Jordania, Arabia Saudyjska, Egipt w całości bądź części winny należeć do Izraela. Bo Bóg tak chce! Bóg, ambasador usa i jego prezydent Trump? Dla Izraela wymarzony ambasador. Nie jest to błaha wypowiedź. Ambasador usa w Izraelu to druga osoba w amerykańskiej dyplomacji zaraz po sekretarzu stanu. Albo i pierwsza, najważniejsza. Prezydent Trump osobiście mianował tego ambasadora znając jego poglądy. Czy nie dlatego iż sam wyznaje takie same poglądy? Powiedzenia prezydenta Trumpa, iż jest najbardziej proizraelskim prezydentem mają mocne podstawy.
Prezydent Trump dał rządowi Iranu dwa tygodnie na rozmowy, czytaj kapitulację. Deadline to pierwszy tydzień marca. Akurat, szczęśliwie dla mnie czas na nowy tekst. Niezależnie do tego czy wojna wybuchnie, czy nie, czy Irańczycy się ugną, czy odrzucą ultimatum, czy prezydent Trump rozpacznie atak, czy jednak pójdzie po rozum do głowy? Będzie o czym pisać. I to jest dobra strona całej sytuacji. Szczerze to wolałbym, żeby prezydent Trump blefował, by się okazał mądrzejszy niż na zdjęciach. Jak będzie, niedługo się okaże. A my na szczęście z boczku, nasza chata skraja. I oby tak pozostało. Nie bądźmy jak prezydent Donald Trump i nie wkładajmy za Żydów, palca między drzwi. Chcą się tłuc? Niech się tłuką, jeżeli taka wola. Jak Rosjanie z Ukraińcami. Ich wola, ich strata i ich zysk. Resztę, kiedy indziej, bo już się za bardzo rozpisałem. Chyba tylko tyle, iż głupota ma swoje zalety. Głupi traci, mądry zyskuje. Wyszedł tekst o pochwale głupoty. Ale głupoty innych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.










![Kolizja na skrzyżowaniu przy Galerii Świdnickiej [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/02/Rowna-kolizja-2026.02.23-2.jpg)

