Pobór nie zastąpi rozsądku

myslpolska.info 42 минуты назад

„Każdy, kto twierdzi, iż powinniśmy mieć wyłącznie armię zawodową, tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją” – przemówił ex cathedra dr Sławomir Mentzen.

Lider Konfederacji jako naczelny argument przywołał przykład Ukrainy, sugerując, iż bez masowej mobilizacji państwo ukraińskie nie byłoby zdolne prowadzić wojny. Problem w tym, iż Polska i Ukraina funkcjonują w zupełnie innych warunkach geopolitycznych, wojskowych i sojuszniczych. Mechaniczne przenoszenie doświadczeń ukraińskich na grunt polski jest więc co najmniej dyskusyjne.

Nie istnieje żaden historyczny determinizm, zgodnie z którym Polska musi znaleźć się w stanie wojny z Rosją. Tymczasem część uczestników debaty publicznej zachowuje się tak, jakby wojna była już przesądzona, a jedynym zadaniem państwa pozostawało przygotowanie odpowiednio dużej liczby ludzi do mobilizacji. To założenie jest błędne. Polska polityka bezpieczeństwa powinna służyć przede wszystkim niedopuszczeniu do wojny. Potrzebujemy nie tylko armii, ale także deeskalacji, dyplomacji, dialogu i poszukiwania modus vivendi z sąsiadami. Tych słów w polskiej debacie słychać dziś coraz mniej.

Mentzen pisze również: „W przypadku wybuchu wojny młodzi ludzie i tak zostaną wcieleni do armii. […] To w ich najlepszym interesie jest się do tego przygotować. Znacznie zwiększy to ich szansę na przeżycie”. To oczywista manipulacja. Nie każdy młody człowiek automatycznie podlega mobilizacji. Zresztą politycy, niezależnie od partyjnych barw, zdają się ignorować skalę społecznego oporu, jaki mógłby wywołać masowy, przymusowy pobór. Nie żyjemy w dwudziestoleciu międzywojennym. Przez sto lat zmieniło się społeczeństwo, nasza kultura i stosunek obywateli do państwa. Nie można zatem zakładać, iż setki tysięcy młodych ludzi pokornie podporządkują swoje życie decyzjom polityków.

Istota problemu tkwi jednak gdzie indziej. Powszechny pobór nie rozwiąże zasadniczych problemów polskiego wojska. Współczesna wojna wymaga wysoko wykwalifikowanych specjalistów i zaawansowanych systemów technicznych: począwszy od obrony powietrznej poprzez łączność, na kryptografii skończywszy. Potrzebujemy także realnej, a nie papierowej obrony cywilnej. Samo zapędzenie dziesiątek czy setek tysięcy ludzi do koszar nowoczesnej armii nie stworzy.

Wojsko Polskie ma ograniczoną bazę szkoleniową. Objęcie obowiązkowym szkoleniem całych roczników wymagałoby tysięcy instruktorów, sprzętu, poligonów, miejsc zakwaterowania i gigantycznych pieniędzy. Łatwo więc wyobrazić sobie sytuację, w której efektem będzie głównie administracyjne pompowanie liczebności rezerw i tworzenie na papierze półmilionowej armii. Tyle, iż taka sztucznie napompowana statystyka nie jest żadną miarą rzeczywistej zdolności bojowej państwa.

Żołnierz w wojsku jest i będzie potrzebny. Ale żołnierz przeszkolony, wyposażony i zmotywowany. Bez obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, bez bezzałogowych statków powietrznych i systemów ich zwalczania, bez rozpoznania, łączności i logistyki nie pomoże nam choćby milionowa armia. Dlatego pieniądze przeznaczane na masowy pobór należałoby w pierwszej kolejności skierować na technologie obronne, szkolenie specjalistów i ochronę ludności cywilnej. To prawdziwa lekcja Ukrainy.

Wojna to nie patriotyczny plakat. To śmierć, ciężkie rany, amputacje, kalectwo, trauma całych pokoleń i spustoszenie społeczne. Najważniejszym zadaniem odpowiedzialnego państwa nie jest więc przygotowanie jak największej liczby obywateli do pójścia na wojnę. Jest nim zbudowanie takich zdolności wojskowych i prowadzenie takiej polityki, żeby do tej wojny przede wszystkim nie dopuścić.

Czy to oznacza, iż w ogóle powinniśmy zrezygnować z przeszkolenia wojskowego młodzieży, w szczególności młodych mężczyzn? Wręcz przeciwnie. Powinniśmy stworzyć mądry i racjonalny system takiego szkolenia, a następnie stopniowo wdrażać go w życie. Nie po to jednak, aby wyprodukować masę żołnierzy przeznaczonych do wykorzystania, czy wręcz utylizowania, w nie swoich wojnach, ale po to, by państwo posiadało realną zdolność mobilizacyjną, przydatną również w przypadku klęsk żywiołowych, katastrof naturalnych czy innych poważnych zagrożeń.

Takie szkolenie powinno uczyć nie tylko podstaw wojskowości, ale również dyscypliny, współdziałania, udzielania pierwszej pomocy, reagowania w sytuacjach kryzysowych i odpowiedzialności za innych.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 41-42 (11-18.10.2026)

Читать всю статью