Hiszpańskie władze podały, iż podczas ubiegłotygodniowego kryzysu migracyjnego do Melilli przedostały się z Maroka 1323 osoby. 1063 z nich zawrócono. To kolejny sygnał, iż zewnętrzna granica Europy pozostaje narażona na nagłe i masowe próby nielegalnego przekroczenia.
Melilla pod silną presją migracyjną
Podczas ubiegłotygodniowego kryzysu migracyjnego do Melilli przedostały się z Maroka 1323 osoby. Jak podała Wirtualna Polska, powołując się na wtorkowy komunikat władz Hiszpanii, 1063 osoby zawrócono do Maroka. Skala zdarzenia pokazuje, iż problem nie ogranicza się do Ceuty.
Ceuta i Melilla są hiszpańskimi miastami położonymi na północnym wybrzeżu Afryki. Zarazem stanowią zewnętrzną granicę Unii Europejskiej. Ich położenie sprawia, iż każda gwałtowna presja na granicy natychmiast staje się sprawą bezpieczeństwa całej Europy, a nie wyłącznie lokalnym kłopotem Madrytu.
W tym przypadku liczby mówią jasno. Granicę skutecznie przekroczyła duża grupa, choć zdecydowaną większość przybyłych następnie zawrócono. Państwo, które chce zachować kontrolę nad swoim terytorium, musi mieć zdolność szybkiego działania, identyfikacji osób oraz egzekwowania prawa. Bez tego granica istnieje wyłącznie na mapie.
Granica wymaga państwa, a nie deklaracji
Masowa próba przekroczenia granicy jest przede wszystkim testem sprawności instytucji. Służby muszą chronić terytorium, a jednocześnie traktować ludzi zgodnie z prawem i z poszanowaniem ich godności. Te dwa obowiązki nie są ze sobą sprzeczne. Rzeczowe procedury, odpowiednia liczba funkcjonariuszy i kooperacja z państwem sąsiednim służą zarówno bezpieczeństwu mieszkańców, jak i ograniczeniu chaosu, z którego korzystają przemytnicy ludzi.
Nie wolno też zacierać różnicy między legalnym wjazdem a przekroczeniem granicy poza ustanowionymi zasadami. Polityka migracyjna oparta na niejasnych sygnałach i doraźnych wyjątkach zachęca do podejmowania ryzyka. Koszt ponoszą potem mieszkańcy terenów granicznych, służby publiczne i sami migranci.
Lekcja dla Polski i Europy
Dla Polski stawka jest konkretna. Mamy własne doświadczenie presji migracyjnej sterowanej na granicy z Białorusią. Dlatego nie możemy zgodzić się na europejską politykę, która rozmywa odpowiedzialność za ochronę granic, a później przerzuca skutki błędów na wszystkie państwa członkowskie. Solidarność nie może oznaczać przymusowego dzielenia konsekwencji cudzej bezradności.
Warszawa powinna konsekwentnie bronić prawa państw do decydowania, kogo wpuszczają na swoje terytorium. Potrzebne są szczelne granice zewnętrzne, sprawne procedury powrotowe i twarda walka z przemytem ludzi. Pomoc humanitarna ma sens, ale nie może zastępować kontroli.
Zdarzenie w Melilli obala wygodną iluzję, iż presja migracyjna jest odległym epizodem, który można zagłuszyć urzędowym językiem. Kiedy ponad tysiąc osób w krótkim czasie przedostaje się przez granicę, państwo musi działać. Europa zachowa bezpieczeństwo tylko wtedy, gdy jej granice znów będą realnie chronione, a decyzje migracyjne pozostaną pod kontrolą suwerennych narodów.
Źródło: WP Wiadomości
Czytaj także
- Kryzys na granicy w Ceucie. 67 osób nie żyje, dziesiątki tysięcy przekroczyły granicę
- Ceuta pod presją. Tysiące osób przekroczyły granicę, co najmniej 18 zginęło
- Blisko 50 tys. migrantów przekroczyło granicę w Ceucie. Hiszpania wysłała wojsko





