PIT 24 procent i obietnice dla Brukseli. Rząd sam wpadł w pułapkę

dzienniknarodowy.pl 11 часы назад
Zdjęcie: PIT 24 procent i obietnice dla Brukseli. Rząd sam wpadł w pułapkę


Rząd rozważa wprowadzenie w 2027 r. pośredniej stawki PIT, opisywanej jako 22 albo 24 proc., między obecnymi 12 i 32 proc. Problem: w planie dla UE Polska wskazała brak zmian w skali PIT jako źródło wyższych dochodów i redukcji deficytu. To rachunek dla budżetu i podatników.

Podatkowa ulga kontra brukselski rachunek

Według ustaleń Money.pl oraz Dziennika Gazety Prawnej koalicja rządząca rozważa zmianę skali PIT od 2027 r. Najczęściej pojawia się wariant pośredniej stawki 22 lub 24 proc., która miałaby wejść między dzisiejsze 12 proc. i 32 proc. To odpowiedź na coraz większą grupę pracowników wpadających w drugi próg. Politycznie brzmi atrakcyjnie. Fiskalnie oznacza jednak wyrwę, którą trzeba będzie komuś pokazać i z czegoś pokryć.

Obecny układ jest prosty: dochód do 120 tys. zł rocznie objęty jest stawką 12 proc., a nadwyżka ponad ten próg stawką 32 proc. Problem polega na tym, iż próg nie nadąża za płacami podbijanymi przez inflację. W rozliczeniu za 2025 r. ponad 2,4 mln podatników zapłaciło PIT według stawki 32 proc., co oznaczało niecałe 10 proc. rozliczających. Państwo najpierw korzystało z cichej podwyżki podatków przez zamrożony próg, a dziś szuka sposobu, by wyborcom sprzedać częściowe cofnięcie własnego zysku.

Najtańsza obietnica zamiast kwoty wolnej

Największa obietnica Koalicji Obywatelskiej, czyli 60 tys. zł kwoty wolnej, wciąż pozostaje poza zasięgiem. Bankier.pl, opisując odpowiedzi resortu finansów, wskazywał, iż hipotetyczny koszt takiej zmiany w 2027 r. to 58,6 mld zł. To kwota, przy której kończą się konferencje prasowe, a zaczyna twardy budżet.

Dlatego na stole znalazła się wersja tańsza. Money.pl podał, iż wariant z progiem pośrednim 24 proc. między 120 a 150 tys. zł podstawy dawałby maksymalnie 2400 zł rocznie korzyści, czyli 200 zł miesięcznie, przy szacunkowym koszcie 3-4 mld zł. To jest realna ulga dla części pracowników. Ale to także polityczny plaster na ranę, którą zrobiło państwo, pozwalając, by inflacja i brak waloryzacji progów wypychały ludzi do wyższej daniny.

W tym miejscu warto wrócić do wcześniejszej analizy DN, bo PIT 24 procent ma drugie dno: rząd nie chce oddać całej nadwyżki zabranej podatnikom przez zamrożone progi, tylko część. Obywatel ma dostać sygnał ulgi, a budżet ma zachować jak największą część wpływów. Tak wygląda fiskalny kompromis państwa, które rozrosło wydatki i boi się powiedzieć ludziom prawdę o ich cenie.

Polska obiecała UE brak zmian w skali

Najpoważniejszy kłopot nie leży jednak w samej arytmetyce PIT. Leży w dokumentach wysłanych do Brukseli. Ministerstwo Finansów w kwietniowym sprawozdaniu z realizacji średniookresowego planu budżetowo-strukturalnego wskazało, iż deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2026 r. ma spaść o 0,5 pkt proc. i wynieść 6,8 proc. PKB. Resort napisał też, iż w redukcji pomogą wyższe dochody z podatków bezpośrednich, w tym efekt braku zmian parametrów skali podatkowej w PIT.

To zdanie jest politycznie niewygodne. Rząd może w Warszawie mówić o uldze dla klasy średniej, ale w dokumentach unijnych pokazuje, iż brak zmian w PIT pomaga domykać ścieżkę deficytu. Prof. Andrzej Torój, wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej, powiedział Money.pl, iż Ministerstwo Finansów będzie musiało pokazać Komisji Europejskiej, jak zrównoważy spodziewane ubytki w budżecie. Tłumacząc na język podatnika: o ile gdzieś państwo zabierze mniej, gdzie indziej musi zabrać więcej albo ciąć wydatki.

Suwerenność zaczyna się od własnego budżetu

Polska wpadła w procedurę nadmiernego deficytu i przyjęła plan zejścia poniżej 3 proc. PKB w 2028 r. Ministerstwo Finansów chwaliło się, iż Komisja Europejska pozytywnie oceniła polską ścieżkę wydatków, a sam plan zakłada ograniczenie deficytu nominalnego poniżej 3 proc. PKB w 2028 r. i stopniową redukcję długu. To nie jest abstrakcja z tabeli. To ramy, w których polski rząd sam oddał część swobody polityki budżetowej pod ocenę Brukseli.

Narodowo odpowiedzialna polityka podatkowa powinna działać inaczej. Najpierw państwo mówi obywatelom, ile kosztują jego obietnice. Potem tnie zbędne wydatki, upraszcza system, zostawia więcej pieniędzy rodzinom i pracy. Tymczasem obecna władza próbuje jednocześnie udawać fiskalną dyscyplinę przed UE i hojność przed wyborcami. Tak się nie buduje suwerenności ekonomicznej. Tak się buduje zależność od cudzej akceptacji.

Bruksela nie powinna decydować, jaka ma być polska skala podatkowa. Ale o ile rząd sam wpisuje brak zmian w PIT jako element planu naprawy finansów, a potem zapowiada ulgę bez wskazania pokrycia, to problem stworzył sobie w Warszawie. Polacy mają prawo do niższych, prostszych podatków. Mają też prawo wiedzieć, kto zapłaci za każdą obietnicę składaną raz przy Nowogrodzkiej, raz przy Wiejskiej, a raz w gabinetach Komisji Europejskiej.

Ten spór ma konkretną stawkę: portfele pracujących rodzin, wiarygodność państwa i swobodę prowadzenia własnej polityki. Brukselskie pomysły fiskalne wracają także przy akcyzie, ale tu odpowiedzialność jest przede wszystkim krajowa. jeżeli Polska chce być państwem poważnym, musi przestać prowadzić politykę podatkową jak kampanię reklamową.

Źródło: Money.pl, Bankier.pl, Dziennik Gazeta Prawna, Ministerstwo Finansów.

Źródło: Money.pl

Читать всю статью