Przemysław Czarnek wezwał premiera Donalda Tuska do zabezpieczenia Polski przed skutkami rosnącej presji migracyjnej w Europie. Bezpośrednim tłem apelu jest kryzys w hiszpańskiej Ceucie, gdzie w ciągu kilkudziesięciu godzin granicę przekroczyły dziesiątki tysięcy ludzi. Dla Polski to ostrzeżenie: państwo musi działać przed kryzysem, a nie dopiero wtedy, gdy granica przestaje być szczelna.
Ceuta pokazała skalę zagrożenia
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Czarnek zaapelował do premiera Donalda Tuska o podjęcie działań, które ochronią Polskę przed skutkami nasilającej się presji migracyjnej w Europie. Polityk wskazał na wydarzenia w Ceucie, hiszpańskim mieście autonomicznym położonym w Afryce Północnej przy granicy z Marokiem.
Skala kryzysu była bezprecedensowa. Hiszpańskie władze centralne szacowały, iż granicę przekroczyło co najmniej 50 tys. osób, natomiast władze Ceuty mówiły o około 60 tys. przybyłych. Znaczna część z nich niedługo wróciła do Maroka. Wydarzenia miały jednak tragiczny wymiar. Ludzie ginęli podczas prób dotarcia do terytorium Hiszpanii, a dokładny bilans ofiar był przez cały czas ustalany.
Te liczby nie są abstrakcją. Pokazują, jak gwałtownie choćby lokalny odcinek zewnętrznej granicy może znaleźć się pod presją przekraczającą możliwości zwykłych służb. Państwo, które nie ma planu, traci inicjatywę w ciągu godzin.
Czarnek domaga się odpowiedzi rządu
Według Radia Maryja Przemysław Czarnek wezwał Donalda Tuska do działań zabezpieczających Polskę przed konsekwencjami nasilającej się migracji do Europy. Sens tego apelu jest jasny: polski rząd powinien wyciągnąć wnioski z sytuacji w Ceucie, zanim podobna presja zostanie skierowana na nasze granice albo przełoży się na próby narzucenia Polsce kolejnych zobowiązań przez instytucje Unii Europejskiej.
Odpowiedzialna polityka nie może ograniczać się do uspokajających deklaracji. Potrzebne są sprawne służby, realna kontrola granic, zdolność do szybkiego reagowania i jednoznaczne stanowisko wobec mechanizmów, które przenoszą skutki błędów migracyjnych z jednych państw na inne. Polska nie może płacić bezpieczeństwem swoich obywateli za brak kontroli na południowych obrzeżach Europy.
Trzeba przy tym zachować podstawową miarę. Osoby podejmujące niebezpieczne próby przekroczenia granicy pozostają ludźmi, a śmierć na morzu jest tragedią. Szacunek dla ludzkiej godności nie oznacza jednak rezygnacji z prawa państwa do decydowania, kto i na jakich zasadach wjeżdża na jego terytorium. Porządek prawny oraz ochrona granicy służą także temu, by ograniczać przemyt ludzi i kolejne śmiertelne wyprawy.
Polska nie może czekać na własny kryzys
Doświadczenia polskiej granicy z Białorusią już pokazały, iż migracja może stać się narzędziem nacisku politycznego. Dlatego bezpieczeństwo granic nie jest tematem zastępczym ani elementem kampanijnej gry. To jeden z podstawowych obowiązków państwa.
Stawką jest swoboda Polski w prowadzeniu własnej polityki, bezpieczeństwo mieszkańców oraz koszty ponoszone przez podatników i samorządy. o ile państwo traci kontrolę nad wjazdem, konsekwencje gwałtownie przenoszą się na policję, ochronę zdrowia, pomoc społeczną i rynek mieszkaniowy. Polacy mają prawo oczekiwać, iż rząd będzie zapobiegał takim napięciom, zamiast później zarządzać ich skutkami.
Kryzys w Ceucie powinien zakończyć w Warszawie czas półśrodków. Polska potrzebuje konsekwentnej ochrony granic i twardego sprzeciwu wobec każdej próby narzucania obowiązkowej relokacji. Solidarność europejska nie może oznaczać odbierania państwom prawa do ochrony własnego terytorium. Interes narodowy wymaga przezorności. Granicy broni się skutecznie wtedy, gdy decyzje zapadają przed kryzysem.
Źródło: Radio Maryja














