PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

myslpolska.info 1 час назад

Gromkie okrzyki i prymitywne slogany o konieczności rozprawienia się z ukraińską „piątą kolumną”, padające dziś z ust prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, wydają się być łabędzim śpiewem tej partii dołującej dziś w kolejnych sondażach jak nigdy dotąd.

Wyczerpuje się pewna formuła polityczna neosanacji wypracowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Stąd hasło, by poszukać tożsamości nowej, jak zwykle przebranej w odpustowo-patriotyczne piórka. Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” ukuł słuszne, ironiczne pojęcie „oburzingu” jako ulubionej gry polskiej klasy politycznej. Ma ono nawiązywać do tak modnych w tej chwili w korpojęzyku, ale też zaśmiecającej język polityki angielszczyzny, ale nie o to w nim chodzi. Na czoło wysuwa się tu skłonność polskich polityków do nieustannego oburzania się na wypowiedzi, fakty, zdarzenia. Tyle, iż to ich oburzenie, to uprawianie osobliwej dyscypliny „oburzingu” okazuje się całkowicie jałowe. Pozbawione jest bowiem realnej treści politycznej pod postacią decyzji i ruchów na politycznej szachownicy. Opiera się jedynie na biciu piany i liczeniu na to, iż wyborca doceni głośność owego oburzenia.

O banderyzacji tożsamościowej współczesnej państwowości ukraińskiej, nieudolnie budowanej po roku 1991 od zera, powiedziano już i napisano adekwatnie wszystko. Wystarczy zresztą poczytać prace na ten temat wydawane przez ukraińskich autorów na Zachodzie, choćby takich jak prof. Iwan Kaczanowski (Kanada), Władimir Iszczenko (Niemcy) czy Marta Hawryszko (Stany Zjednoczone), by zrozumieć, iż jesteśmy świadkami budowy ukraińskości w oparciu o fundamenty banderowsko-mielnikowsko-nazistowskie. Dzieje się to od dawna, jednak ze szczególną intensywnością proces banderyzacji Kijowa odbywa się od roku 2004 (z krótką przerwą na prezydenturę Wiktora Janukowycza, którego Partia Regionów – przypomnijmy – musiała namawiać polskich polityków do wspólnego podnoszenia wątków antybanderowskich, zwykle zresztą mało skutecznie). Wszyscy zatem idole szeroko rozumianego Zachodu – kolejno Wiktor Juszczenko, Piotr Poroszenko i teraz Władimir Zełenski – realizują w zasadzie jednakową linię polityki tożsamościowej. Zero zdziwień, bo właśnie na takim jej fundamencie opiera się cały konstrukt współczesnej Ukrainy, która ma być jednocześnie anty-Rosją i anty-Polską.

Co na to Polska? Z reguły obawiała się choćby głośno oburzyć (rzecz jasna, chodzi tu o przedstawicieli klasy politycznej), co najwyżej mamrocząc jakieś delikatne i słabo słyszalne dźwięki krytyki po kolejnym splunięciu nam w twarz przez kijowskie władze. Tak postępowały przez lata władze w Warszawie. Tak również postępowało przez lata swoich długich rządów PiS. Czerpało z nie byle, w ich mniemaniu, kogo, bo z samego Lecha Kaczyńskiego, którego rusofobia, ignorancja i nierozumienie świata doprowadziły do tego, iż stanął po stronie chwalców i piewców banderyzmu od Juszczenki. Podobnie robili jego kolejni partyjni i niepartyjni uczniowie, na czele z niegdysiejszym posłem PiS Pawłem Kowalem.

Warto o tym pamiętać, gdy dziś rozdęte do czerwoności gęby PiSowskich partyjniaków grzmią o swojej stanowczości. Warto mieć w pamięci nie tylko ich słowa z ostatnich lat, ale przede wszystkim ich działania oraz zaniechania. To oni odbierali od neobanderowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ordery, dumnie wypierając pierś jako bezpłatni agenci obcej służby specjalnej. To oni karmili jawnie antypolski Związek Ukraińców w Polsce, który za promowanie banderyzmu otrzymał tylko w 2023 roku (ostatni rok rządów partii Kaczyńskiego) dotację w wysokości 1,3 mln złotych. To oni obściskiwali się na froncie z ukraińskimi nacjonalistami i neonazistami, chwaląc się tym wszem i wobec, publikując zdjęcia pod banderowskim, czarno-czerwonym sztandarem. Wreszcie to oni przyjmowali, przegłosowywali i realizowali kolejne ustawy mające doprowadzić do głębokiej ukrainizacji naszego państwa.

I właśnie dlatego przerażać może poziom hipokryzji tych ludzi. Gdy patrzymy jak stają dziś pod pomnikami ofiar przeprowadzonego przez UPA ludobójstwa, przypominamy sobie ich słowa i czyny z ostatnich lat, które sprowadzić można do esencjonalnego hasła najlepiej opisującego ich status: „słudzy Ukrainy”. A adekwatnie nie tyle Ukrainy, co najgorszego wydania ukraińskości pod postacią szczerzącego ociekające krwią Polaków kły neobanderyzmu.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Читать всю статью