Piotr Szubarczyk: Pamiętajmy o Niemieckiej Zbrodni Pomorskiej
Październik i listopad jest na Pomorzu czasem wypominków. W roku 1939 Niemcy zamordowali przez te dwa miesiące tysiące pomorskich Polaków. W świetle definicji ludobójstwa ONZ było to pierwsze ludobójstwo podczas II wojny światowej.
Proszę, byśmy o tym pamiętali nie tylko w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckiej Zbrodni Pomorskiej (2 października), ale przez cały rok.

Niedawno znana poetka Barbara Lipińska-Postawa napisała wstrząsający wiersz (poniżej), z dramatyczną puentą, o tych zbrodniach, nawiązując do postaci ks. Antoniego Henryka Szumana, proboszcza starogardzkiego, zamordowanego w drzwiach kościoła w Fordonie (został przedtem wypędzony przez volksdeutschów ze swojej parafii). W ciągu tych dwóch miesięcy Niemcy zamordowali około 220 księży diecezji chełmińskiej! Codziennie średnio trzech-czterech! Najwięcej 16 października - trzydziestu! Data znacząca! Mistyczna! Czy dlatego Duch Święty sprawił, iż 16 października wybrzmiało Habemus papam?!
Głównymi sprawcami tych zbrodni byli bandyci z cywilnej, paramilitarnej organizacji Selbstschutz, korzystający z parasola ochronnego Gestapo i SS. To byli sąsiedzi zamordowanych: "Bo rzeź nam zgotowali niemieccy sąsiedzi, Co mówili dzień dobry, a czasem Grüß Gott!"
Piotr Szubarczyk
***
ZBRODNIE POMORSKIE
Drzewa pomorskich lasów, te stare, spękane,
Czy upiorne obrazy wciąż w duszy wam tkwią?
Huk strzałów, jęki ofiar i śmiertelne rany
I cisza... i igliwie zlane polską krwią
Czy wy o tym mówicie? Co jest w waszym szumie?
Okrzyk „Niech żyje Polska” „Panem Chrystus Król”.
Kto przyjdzie tu, to zadrży i milczy w zadumie,
I czuje oddech bestii, i niewinnych ból.
Księża pomorskiej ziemi - polskich miast i wiosek,
Za polskość i za wiarę jest wyrok - w łeb pal!
Wy szliście w szpony śmierci z niebiańskim patosem,
W powinności kapłańskiej niezłomni jak stal.
Proboszczu starogardzki wygnany z plebanii,
Twej świętości, dobroci, nienawidził wróg.
Dostałeś ostrą kulę od niemieckich drani,
A ciało twe upadło, gdzie kościoła próg.
O drzewa, o świadkowie, mówcie, ile złego!
Grzmij gromem, opowiadaj, krzycz o tym i pisz.
Kogoś to nie obchodzi i nie wie dlaczego,
Lecz inny rękę uniósł i uczynił krzyż.
O, dumna Europo, nie chcesz o tym wiedzieć.
Żyliśmy tutaj razem, wspólny dzielił płot.
Bo rzeź nam zgotowali niemieccy sąsiedzi,
Co mówili dzień dobry, a czasem Grüß Gott.
Litzmannstadt I
Fauststrasse. Litzmannstadt.
Warkocz na ziemię spadł.
Depcze po włosach Marysia bosa,
Nagi wychudły skrzat.
Fauststrasse. Litzmannstadt.
Kończy dziś osiem lat.
Dziś urodzinki słodkiej dziewczynki.
Ucztę urządza kat.
Fauststrasse. Litzmannstadt.
Kto skórkę chleba skradł?
Na pusty brzuszek chociaż okruszek.
Plecy przecina bat.
Fauststrasse. Litzmannstadt.
Anioł nad miastem zbladł.
Czyny i słowa. Łódź. Przemysłowa.
Milczał nieczuły świat.
Litzmannstadt II
Wielce szanowny panie komendancie!
Matka chce błagać o z synem widzenie.
Przywiozę buty, trochę żuru w bańce
I ciepły szalik. Proszę uniżenie,
Bo zeszłym razem była kwarantanna.
Wpuścić nie chcieli. Czekałam pod bramą
Od świtu. Straż się zmieniała poranna.
Podałam jabłko i koszulkę lnianą.
Mój urwis szczerozłoty
Na dachy i na płoty
Tak zręcznie wchodził, jak nie umiał nikt.
Mój nosek cały w piegach
Po tytoń ojcu biegał
I w kuchni mi pomagał - taki smyk.
Wielce szanowne władze obozowe,
Synka z daleka widziałam przez chwilę.
Chucherko. Szmatą związaną miał głowę.
Co mógł przeskrobać, iż mnie nie wpuścili?
Ponownie proszę o z synkiem spotkanie.
Już będzie grzeczny. Ja mu wytłumaczę.
To moje dziecko i poręczam za nie.
Spsocił, bo tęskni i słabnie, bo płacze.
Mój Jasiek z głową w chmurach.
Jak Żwirko i Wigura
Chciał latać. Aeroplan skleił sam.
Maluch, co w nocy wołał,
Że ciemno dookoła.
Potwory wyjdą z czarnych swoich jam
Szanowni państwo, obozu zarządcy,
Znów wejść nie mogłam... regulamin... kara...
Jaś, jak coś zbroił, to chyba niechcący.
Zawsze żałuje i przeprasza zaraz.
Pewnie komendant ma mnie za natręta.
Wybaczcie proszę wszystkie nasze zbrodnie.
Syn choćby nie wie, iż o nim pamiętam.
Z uprzejmą prośbą się zwracam ponownie.
Mój synku, cichy cieniu,
W modlitwie i wspomnieniu.
Dwanaście lat. Zabrakło choćby łez.
Mizerne ludzkie ździebko,
Tak drżałam nad kolebką,
A miałeś przejść przez mękę aż po kres.
Wielce szanowni... wielce znakomici...
Szanowni kaci, zacne szumowiny
Dostojni łotrzy, rakarze, bandyci
Nie znajcie nigdy dnia ani godziny!
Gdziekolwiek wasze podłości i zbrodnie
I kiedykolwiek - czy przedtem, czy teraz,
Duście się winą i zapłońcie ogniem!
Tkwić wam w koszmarze, w koszmarze umierać!
Mój synku, taki koniec,
Lecz my po bożej stronie.
Tam, gdzie są święci,
Tam będziemy wiecznie trwać.
A tyle tam śliczności,
Zabawy będzie dość ci.
Szmacianką z aniołkami będziesz grać.
Barbara Lipińska-Postawa












