To będzie wielki dzień nie tylko dla polskiej marynarki. Już w lipcu ORP „Mewa” dołączy do SNMCMG1 – jednego z czterech zespołów okrętowych NATO. Tym samym stanie się pierwszym niszczycielem min typu Kormoran II, który wyruszy na sojuszniczą misję. Potrwa ona pół roku, a w tym czasie okręt będzie operował na Bałtyku, Morzu Północnym i Atlantyku.
Debiut Kormorana w natowskim zespole zapowiedział wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Stało się to podczas jego niedawnej wizyty w Świnoujściu. – Nasz niszczyciel min ORP „Mewa” wyruszy do patrolowania Bałtyku i dbania o nasze bezpieczeństwo – zaznaczył. Na tym jednak nie koniec, bo jak dodał wiceszef rządu, już niedługo w ślady „Mewy” pójdzie bliźniaczy ORP „Albatros”. On z kolei w przyszłym roku dołączyć ma do SNMCMG2. To drugi ze stałych zespołów sił obrony przeciwminowej NATO, operujący w Europie Południowej. W ten sposób marynarka sprawdzi zdolności Kormoranów do pełnienia służby z dala od macierzystego portu, w warunkach innych niż te, jakie panują na Bałtyku czy Morzu Północnym. – Musimy być w pełni gotowi, by brać na siebie odpowiedzialność za cały Sojusz. Wszędzie tam, gdzie polska marynarka może być obecna i przydatna – deklarował Kosiniak-Kamysz.
Na tę chwilę marynarze czekali od lat. Kormorany to jedna z wizytówek polskich sił morskich, a do linii były wprowadzane m.in. z tą myślą, by w niedalekiej przyszłości zasilać misje NATO.
REKLAMA
8 Flotylla Obrony Wybrzeża, w której służą obydwa niszczyciele min, na razie sprawy nie komentuje. Jak przyznają jej przedstawiciele, w takich przypadkach marynarka zawsze czeka na podpis prezydenta pod decyzją o desygnowaniu polskiego kontyngentu za granicę. Innymi słowy – na kropkę nad „i”. Wiadomo jednak, iż przygotowania „Mewy” są już na ostatniej prostej. Okręt ma dołączyć do zespołu w pierwszych dniach lipca. Przez kolejne pół roku będzie operował pod komendą wielonarodowego sztabu, który zostanie ulokowany na pokładzie litewskiego okrętu LNS „Jotvingis”. Do zespołu wejdą też m.in. niszczyciele min z Niemiec i Kanady. Okręty skupią się na patrolowaniu szlaków żeglugowych, monitoringu infrastruktury krytycznej, ale też poszukiwaniu i neutralizacji min z czasów ostatnich wojen. Do tego dojdzie szereg ćwiczeń. Będą to zarówno treningi w obrębie samego zespołu, jak i międzynarodowe manewry.
SNMCMG1 to jeden z czterech stałych zespołów okrętowych NATO. Muszą one pozostawać w stałej gotowości do działania, ponieważ w każdej chwili mogą zostać skierowane w rejon kryzysu bądź konfliktu zbrojnego. Odbywa się to za zgodą państw w nich uczestniczących.
Polska we wspomnianych zespołach działa od początku XXI wieku. Na misję wysyłała zarówno fregaty, jak też niszczyciele min projektu 206FM i trałowce. Polscy oficerowie sześciokrotnie dowodzili zespołami przeciwminowymi SNMCMG1 i SNMCMG2, zaś ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki” tyle samo razy był w nich jednostką flagową. Okręt pełni taką funkcję także obecnie. Do końca czerwca operuje w zespole SNMCMG1, którym dowodzi polski oficer, kmdr por. Kacper Sterne.
Misja ORP „Mewa” otworzy kolejny rozdział tej bogatej historii. Sam okręt zalicza się do najnowocześniejszych niszczycieli min na świecie. Został zbudowany w gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding, a do służby wszedł w lutym 2023 roku. Co jest w nim wyjątkowego? Lista jest długa. Wyliczankę można rozpocząć od kadłuba i nadbudówek. Do ich skonstruowania stoczniowcy użyli amagnetycznej stali, dzięki czemu udało się obniżyć wartość pól fizycznych, które mogą aktywować miny. Efekt został dodatkowo wzmocniony przez cichy, elektryczny napęd. „Mewa” może więc stosunkowo bezpiecznie operować w obrębie zagrody minowej.
Kolejnym atutem okrętu jest bogate wyposażenie. Załoga ma do dyspozycji szereg różnego typu bezzałogowych pojazdów podwodnych. Służą one do poszukiwania, identyfikacji, ale też niszczenia niebezpiecznych znalezisk. Z ich pomocą można też monitorować podmorskie kable i rurociągi. Do tego dochodzi nowoczesne uzbrojenie – szybkostrzelna armata OSU-35K, wzmocniona przez wielkokalibrowe karabiny maszynowe. Całość wpięta jest w system zarządzania walką SCOT-M.
Kolejna rzecz to warunki bytowe. Okręt jest stosunkowo duży i przestronny. Marynarze odpoczywają i śpią w kabinach nie większych niż siedmioosobowe. W porównaniu ze starszymi niszczycielami min, nie wspominając o trałowcach, na pokładzie panuje spory komfort. A to w przypadku półrocznej misji ma niebagatelne znaczenie.
„Mewa” to jeden z trzech okrętów typu Kormoran, które służą w polskiej marynarce. Zostały włączone do 13 Dywizjonu Trałowców i stacjonują w Gdyni. W Gdańsku trwa już jednak budowa kolejnych trzech jednostek. Przyszły ORP „Jaskółka” rozpoczął już choćby próby morskie. jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jesienią okręt powinien wejść do linii. Trafi do 12 Dywizjonu Trałowców w Świnoujściu. niedługo po nim pojawią się tam kolejne dwie jednostki drugiej serii. Niewykluczone jednak, iż na tym budowa Kormoranów się nie zakończy. Wystarczy wspomnieć, iż okrętom pilnie przyglądają się potencjalni kontrahenci z zagranicy. Oni też prawdopodobnie z uwagą będą śledzić doniesienia o efektach zagranicznej misji „Mewy”. I dlatego właśnie dołączenie okrętu do SNMCMG1 to ważne wydarzenie również z punktu widzenia polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Podczas misji „Mewa” będzie działała jako polski kontyngent wojskowy „Kormoran”. Na jego czele stanie dowódca okrętu – kmdr ppor. Bartosz Blaszke.