"Wczoraj 3.5 godziny przesłuchiwała mnie prokuratura i to nie byle jaka, a regionalna. Jako świadka. Ale wszystkie (dosłownie wszystkie) pytania dotyczyły tylko mnie i mojej rodziny" - napisała w mediach społecznościowych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Minister funduszy i polityki regionalnej wyjaśniła, iż działania dotyczyły "rzekomego zwrotu 770 zł VAT" z czasów, gdy była ambasadorem w Moskwie.
Pełczyńska-Nałęcz, przesłuchanie i "rzekomy zwrot". "Co tu się odstawia?"

W opublikowanym we wtorek wpisie przewodnicząca Polski 2050 opisała sytuację, w której była przesłuchiwana w charakterze świadka.
Pełczyńska-Nałęcz po przesłuchaniu. "I teraz hit"
"Co tu się odstawia Wczoraj 3.5 godziny przesłuchiwała mnie prokuratura i to nie byle jaka, a regionalna. Jako świadka. Ale wszystkie (dosłownie wszystkie) pytania dotyczyły tylko mnie i mojej rodziny. Najwyraźniej jestem świadkiem w swojej własnej sprawie" - napisała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Przekazując szczegóły czynności wskazała, iż sprawa dotyczy "rzekomego zwrotu 770 zł VAT" z czasów gdy pełniła funkcję ambasadora w Rosji. Dodała również, iż "osoby mieszkające poza UE, w tym polscy dyplomaci, mają prawo do takiego zwrotu".
ZOBACZ: Roman Giertych w nowej roli. "Delikatnie mówiąc niefortunne"
"I teraz hit - istota wątpliwości jest wokół tego czy ja aby na pewno w tym czasie mieszkałam w Rosji. Czy mam na to dowody?! Bo jak rozumiem sam fakt bycia ambasadorem takim dowodem nie jest. Jak widać sprawa naprawdę gruba" - wskazała z ironią.
Kontynuując swój wpis odniosła się również do głośnych afer, które wzbudziły wielkie zainteresowanie opinii publicznej, związane z upadłą giełdą kryptowalut i działaniem Szpitala Południowego w Warszawie. "Zondakrypto czy Pan Kacprzyk (nomen omen ciągle nieprzesłuchany) mogą się przy tym schować" - napisała.
"Cała rzecz miała miejsce ponad 10 lat temu. Ale na pewno nikt tu nikogo nie próbuje zastraszyć. Na 100% nie ma w tym żadnej polityki. Życzę wszystkim miłego dnia" - zakończyła.
Komentarze po wpisie Pełczyńskiej-Nałęcz. "Jak zlecenie polityczne", "uśmiechnijcie się kochani"
Opis opublikowany przez Pełczyńską-Nałęcz wywołał lawinę komentarzy. Działania prokuratury wobec minister skomentowali politycy związani m.in. z Prawem i Sprawiedliwością. "Sama Pani tworzy i firmuje ten układ. Na co Pani narzeka? Na siebie Pani narzeka..." - napisał europoseł Maciej Wąsik.
"Proszę pamiętać, iż nie ma Pani immunitetu. Dla Tuska zatrzymać Panią to jak splunąć" - dodał inny z posłów do Parlamentu Europejskiego z ramienia PiS Jacek Ozdoba.
"Tak to wygląda w demokracji walczącej. W mediach opluwają za czelność walki o sprawy, największy sukces rządu jakim jest KPO wolą przemilczeć, bo jest sukcesem znienawidzonej minister, a w tle - zupełnie niepolityczne maglowania w prokuraturze o 770 zł. Uśmiechajcie się kochani!" - stwierdził sekretarz stanu w resorcie Pełczyńskiej-Nałęcz Jan Szyszko.
ZOBACZ: Szef kancelarii prezydenta o zaprzysiężeniu Berka. "Gigantyczne wątpliwości"
Zdaniem Anny Marii Żukowskiej z Lewicy, sprawa "wygląda jak zlecenie polityczne".
"Zawsze należy sobie wówczas zadać pytanie: cui prodest? Kto zyska. W krótkimi terminie zyska Szymon Hołownia, który chce mieć pretekst do wysadzenia Pełczyńskiej z siodła. Po kimś, kto się po nocy spotykał u Bielana z Kaczyńskim i Miśkiem Kamińskim, można się spodziewać wszystkiego. W dłuższym horyzoncie czasowym zyska KO - na totalnej anihilacji, już i tak mało znaczącego bytu, jakim jest Polska 2050" - napisała.
Zwróciła też uwagę, iż w sprawie "sekowania buńczucznej ministerki w rządzie" głosu nie zabrał np. Kongres Kobiet.
"Ale ponieważ KK wręczył Tuskowi nagrodę za walkę o legalną aborcję (nic w tej sprawie nie zrobił), to nie mam najmniejszych złudzeń co do politycznych sympatii neoliberalnych feministek. Zresztą: nigdy nie miałam" - podsumowała Żukowska.
"Zondacrypto i Kacprzyk mogą się schować". Mocny wpis liderki Polski 2050
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była ambasadorem Polski w Rosji w latach 2014-2016. Od grudnia 2023 roku pełni funkcję ministra funduszy i polityki regionalnej w gabinecie premiera Donalda Tuska. W swojej politycznej działalności wielokrotnie jej wypowiedzi wskazywały na różnicę zdań co do działań i funkcjonowania koalicji. W niedzielę skrytykowała zapowiedź działań resortu zdrowia ws. sytuacji w systemie ochrony zdrowia, które według zapowiedzi minister Sobierańskiej-Grendy wejdą w życie dopiero za 12 miesięcy.
"Ludzie oczekują tu szybkich zmian - tak jak zostało im to obiecane. A nie znowu festiwalu niedasizmu. Każdy kolejny miesiąc to milionowe pensje z kieszeni podatników. I otwarte drzwi do oburzających nadużyć. Jest wielu wspaniałych ciężko pracujących lekarzy. Ale uleganie tej wąskiej grupie, która na oczach wszystkich 'żyłuje' system jest nie do obrony" - oceniła Pełczyńska-Nałęcz na platformie X.
ZOBACZ: Spór w rządzie o lekarzy. "Może minister mówi o swoim resorcie"
W sierpniowym programie "Gość Wydarzeń" negatywnie oceniła też decyzję Romana Giertycha o podjęciu się obrony Przemysława Krala, nazywając ją "niefortunną, delikatnie mówiąc".
- Oczywiście jako mecenas ma prawo bronić każdego, ale tu tak się składa, iż jest też prominentnym politykiem - powiedziała minister funduszy i polityki regionalnej na antenie Polsat News.

















