Niespodziewane zaostrzenie stosunków ukraińsko-polskich na tle decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohaterów UPA” przestraszyło mnie przede wszystkim swoją surrealistycznością, która wykracza poza granice klasycznej polityki — choć gdzież dziś znaleźć klasyczną politykę! Tak, zdziwiło mnie nade wszystko to, iż w centrum wydarzeń znalazł się właśnie Order Orła Białego.
W odróżnieniu od wielu, którzy dziś polemizują z Polakami, nie widzę nic nadzwyczajnego w oficjalnej reakcji Warszawy. Moim zdaniem resort dyplomatyczny każdego państwa ma pełne prawo do ocen politycznych działań państwa-partnera, które dotyczą interpretacji pamięci historycznej przez to państwo. Kraj-partner może wziąć te uwagi pod rozwagę, ale wcale nie jest zobowiązany wyciągać z nich wnioski. To zwyczajny sygnał polityczny: u nas postrzega się przeszłość inaczej niż u was. Co więcej — chciałbym, żeby i ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych reagowało podobnie, gdy w jakimkolwiek kraju nadaje się obiektom czy jednostkom wojskowym imiona ludzi lub formacji, które mogą być powiązane z zabójstwami Ukraińców, antyukraińską propagandą i tym podobnym. Ale i my musimy mieć świadomość, iż na świecie może istnieć własne wyobrażenie o wartości tych ludzi czy organizacji dla pamięci historycznej tego czy innego kraju. I to właśnie jest cywilizowana praktyka stosunków międzynarodowych.
Surrealistyczna sytuacja zaczyna się właśnie od gróźb prezydenta Polski Karola Nawrockiego, iż pozbawi prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego. Przecież nie jest to nagroda indywidualna dla konkretnej osoby. W osobie Zełenskiego prezydent Polski Andrzej Duda odznaczył wszystkich Ukraińców, którzy walczyli z rosyjską nawałą, a do tego przekształcili swój kraj w tarczę dla Polski. Tak, to zaszczyt dla prezydenta Ukrainy — taka nagroda. Ale jeszcze bardziej jest to zaszczyt dla Polski, iż prezydent kraju walczącego ze wspólnym wrogiem zgodził się ją przyjąć. I, za przeproszeniem, ten order to nie kwestia prestiżu Zełenskiego — to kwestia prestiżu Orderu Orła Białego. Odznaczając bowiem ukraińskiego prezydenta, prezydent Polski odznaczył każdego ukraińskiego żołnierza, który już nigdy nie wróci do domu albo który kontynuuje swoją walkę o przyszłość Ukrainy i Polski, każdą ukraińską kobietę, która wychowuje dzieci pod ostrzałem, każde dziecko odrabiające lekcje w podziemnej szkole. Czyż wam, drodzy moi polscy przyjaciele, tego mało? Czyż nie chcecie być do tego przyczynieni? Jestem pewien, iż chcecie — przecież polska pomoc dla Ukraińców i Ukrainy była bezprecedensowa. A tu — order!
Dalszy rozwój tej historii wygląda jeszcze dziwniej. Kapituła orderu odbyła posiedzenie i teraz mamy oczekiwać decyzji prezydenta Nawrockiego, który ma dojść do wniosku, czy pozbawić prezydenta Ukrainy orderu, czy nie. Warunek — zmienić nazwę jednostki wojskowej. Przy czym każdy doskonale rozumie, iż decyzja o pozbawieniu orderu jest sprawą wewnątrzpolską, która w żaden sposób nie odbije się na Zełenskim — ani z punktu widzenia polityki wewnętrznej, ani w wymiarze międzynarodowym. A oto jeżeli Zełenski dla zachowania odznaczenia czy dobrych stosunków z polskim kolegą zmieni nazwę jednostki, to rzeczywiście stanie się dla niego problemem wewnątrzpolitycznym. Cóż więc może wybrać?
Świadomie nie poruszam ani kwestii UPA, ani kwestii Wołynia. To, jak każde dziedzictwo związane ze śmiercią tysięcy ludzi po obu stronach, jest tematem poważnych i ważnych dyskusji. I, nawiasem mówiąc, nie tylko historyków, ale i polityków. Mówię wyłącznie o innym problemie historycznym polskiej polityki — o niezdolności do zatrzymania się w porę, o megalomanii, która przeszkadza realistycznie ocenić własne możliwości i własne znaczenie.
Ukraińców i Polaków łączy wcale nie Order Orła Białego na piersi prezydenta Ukrainy, ale świadomość wspólnego zagrożenia. Gdyby ta świadomość była adekwatna obu narodom w czasach Rzeczypospolitej — być może Ukraińcy z Polakami razem nie znaleźliby się pod Moskwą.
Ukraińców i Polaków rozdziela wcale nie dziedzictwo historyczne. Rozdziela ich niezrozumienie przez wielu polskich polityków prostego faktu, iż w razie klęski Ukrainy Polska po raz kolejny nie przetrwa, i żadne Stany Zjednoczone jej nie pomogą.
No serio, kiedy teraz obserwujemy, jak Stany Zjednoczone po prostu lekceważą interesy Izraela, by dogadać się z Iranem, czyż trudno sobie wyobrazić, co będzie, jeżeli na miejscu Izraela znajdzie się Polska, a na miejscu Iranu — Rosja, która zajmie Ukrainę?
Czas już wreszcie się zjednoczyć. Będziemy mieli jeszcze okazję podyskutować o trudnej przeszłości narodów polskiego i ukraińskiego, jeżeli Polska i Ukraina zachowają się na mapie politycznej przyszłego świata. Ale choćby wówczas musimy powiedzieć sobie nawzajem prostą rzecz: to nie Ukraińcy będą określać pamięć historyczną Polaków i nie Polacy będą określać pamięć historyczną Ukraińców.
Możemy dyskutować, wymieniać się ocenami — ale nie liczyć na to, iż ukraiński i polski panteon kiedykolwiek będą się pokrywać. I właśnie dlatego trzeba zawsze pamiętać tych ludzi, którzy i w mrocznych czasach pracowali na rzecz polsko-ukraińskiego porozumienia, i być z nich dumnym.
Nawiasem mówiąc, uważam, iż i ci ludzie otrzymali swoją cząstkę Orderu Orła Białego, kiedy prezydent Duda odznaczał nim prezydenta Zełenskiego.
[oryginał w języku ukraińskim opublikował autor w dniu 14.06.2026 na stronie: https://zbruc.eu/node/124567]















