Organizacja Narodów Zjednoczonych przez dekady była postrzegana jako forum dialogu między państwami, mające strzec pokoju, bezpieczeństwa i podstawowych praw człowieka. Dziś jednak coraz częściej staje się areną ostrego konfliktu ideologicznego i prób narzucania skrajnie lewicowych absurdów. Krytycy działań agend ONZ alarmują, iż organizacja odchodzi od swoich pierwotnych celów, zastępując uniwersalne wartości promocją radykalnych postulatów zdrowotnych, obyczajowych i politycznych.
Podczas ostatnich obrad Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet (CSW), które miały miejsce w dniach 9-19 marca br. forsowano postulaty związane z aborcją, ideologią gender, ograniczaniem wolności słowa oraz redefinicją tradycyjnych norm społecznych.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych trendów była próba przedstawiania aborcji jako fundamentalnego prawa człowieka. Wprawdzie żaden obowiązujący traktat ONZ formalnie nie ustanawia takiego prawa, a jednak część urzędników i komitetów eksperckich interpretuje dokumenty międzynarodowe właśnie w tym kierunku.
Szczególne emocje wzbudziły wypowiedzi byłej wysokiej komisarz ONZ ds. praw człowieka Michelle Bachelet, która publicznie opowiadała się za szerokim dostępem do legalnej aborcji. Takie stanowisko to próba ideologicznego nacisku na państwa zachowujące bardziej konserwatywne regulacje dotyczące ochrony życia. Zdaniem środowisk konserwatywnych ONZ coraz częściej wykorzystuje pojęcia takie jak „zdrowie seksualne i reprodukcyjne” do promowania rozwiązań, które nie posiadają demokratycznego mandatu w wielu państwach członkowskich.
Kolejnym punktem sporu pozostaje promocja ideologii gender. W dokumentach oraz rekomendacjach części struktur ONZ coraz częściej pojawiają się postulaty uznania subiektywnej tożsamości płciowej za kategorię nadrzędną wobec biologii. Przeciwnicy tego podejścia twierdzą, iż prowadzi to do chaosu prawnego oraz podważania podstawowych pojęć dotyczących rodziny, macierzyństwa czy płci biologicznej. Wskazują również na naciski dotyczące wprowadzania edukacji seksualnej i ideologii gender do systemów szkolnych różnych państw.
Warto też zauważyć, iż ONZ coraz częściej traktuje sprzeciw wobec swoich ideologicznych postulatów jako przejaw „mowy nienawiści” lub dyskryminacji, co prowadzi do prób ograniczania debaty publicznej i po prostu odbierania głosu przeciwnikom skrajnie lewicowej agendy.
Presja wobec chrześcijaństwa i spór o kapłaństwo kobiet
Szczególnie kontrowersyjnym elementem, który ujawnił się podczas marcowego zjazdu ONZ były próby wywierania presji na wspólnoty religijne, aby dostosowywały swoje doktryny do współczesnych postulatów ideologicznych. W centrum sporów znalazło się między innymi kapłaństwo kobiet. W kilku raportach i rekomendacjach agend ONZ pojawiły się sugestie, iż brak dostępu kobiet do święceń kapłańskich może być formą „dyskryminacji”. Tego rodzaju narracja budzi zdecydowany sprzeciw Kościołów tradycyjnych — zwłaszcza Kościoła Katolickiego, ale również części wspólnot prawosławnych i konserwatywnych protestantów.
Krytycy podkreślają, iż ONZ przekracza w ten sposób swoje kompetencje, ingerując nie tylko w politykę państw, ale także w kwestie teologiczne i doktrynalne. Zwracają uwagę, iż dla wielu chrześcijan kapłaństwo nie jest funkcją administracyjną ani stanowiskiem zawodowym, ale elementem sakramentalnego porządku wynikającego z wielowiekowej tradycji religijnej.
W przypadku Kościoła katolickiego kwestia ta została definitywnie rozstrzygnięta przez papieża Jan Paweł II w liście apostolskim Ordinatio Sacerdotalis z 1994 roku. Papież stwierdził wówczas, iż Kościół „nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom” i iż stanowisko to powinno być uznawane przez wszystkich wiernych za ostateczne.
Mimo to aktywiści skrajnej lewicy, którzy obleźli ONZ niczym pasożyty, coraz częściej domagają się reinterpretacji nauczania chrześcijańskiego zgodnie z zasadami rewolucji komunistycznej. Celem jest oczywiście ośmeiszenie doktryny chrześcijańskiej i podporządkowanie religii bieżącym trendom politycznym i ideologicznym.
Spór ten wykracza już daleko poza samą kwestię święceń kobiet. W rzeczywistości dotyczy fundamentalnego pytania: czy instytucje międzynarodowe mają prawo ingerować w wewnętrzne doktryny religijne i narzucać wspólnotom wyznaniowym określoną wizję człowieka, rodziny i moralności? W opinii konserwatystów szczególnie niebezpieczne jest utożsamianie tradycyjnej doktryny religijnej z „dyskryminacją”. Ich zdaniem może to w przyszłości prowadzić do prób ograniczania wolności religijnej, wywierania nacisku finansowego na Kościoły, a choćby marginalizacji wspólnot odmawiających przyjęcia progresywnych reform.
Cenzura pod hasłem walki z „nienawiścią”
Coraz większe kontrowersje budzą również działania zmierzające do rozszerzania definicji „mowy nienawiści”. Pod pozorem walki z dyskryminacją, lewacy z ONZ postulują powołanie mechanizmów umożliwiających ograniczanie wolności słowa i marginalizowanie konserwatywnych poglądów. Organizacje broniące tradycyjnego modelu rodziny czy sprzeciwiające się aborcji już dziś są coraz częściej przedstawiane jako „zagrożenie dla praw człowieka”.
W praktyce, działania ONZ mogą przynieść presję na media społecznościowe, instytucje edukacyjne czy państwa członkowskie, aby eliminowały treści uznawane za „niewłaściwe ideologicznie”.
NASZ KOMENTARZ: ONZ miał jednoczyć państwa o różnej kulturze, języku i poziomie rozwoju, tymczasem coraz częściej staje się instrumentem politycznej i kulturowej opresji wobec części z nich. Coraz wyraźniej przeistacza się w lewacką jaczejkę, istny rozsadnik światowej rewolucji komunistycznej.
Polecamy również: Eurokomuniści zaczęli wojnę z drewnem opałowym














