Od kiedy to, znienacka zaatakowało go krzesło,
zaczął nie cierpieć mebli.
Można by dyskutować,
czy faktycznie zaatakowało, czy tylko się o nie potknął,
co i tak nie zmieniło jego poglądów.
Dlatego też, niejednemu taboretowi odciął nogę,
lub szafce wyłamał drzwiczki.
Tonął coraz bardziej w bagnie obsesji.
Wykorzystywał każdą okazję,
by oznajmić, jakie to wszystkie meble,
są plugawe i złe.
Sytuacja uległa nagłej zmianie,
kiedy ugryzł go kwiat.
Uznał, iż wszystkie wredne i przeciw niemu.
Wiele zniszczył lub podeptał.
Aż kiedyś potknął się o własne nogi.
Tego już mu było, doprawdy za wiele.
Niestety. W obliczu narastającej frustracji,
odciął też puentę.














