Obrońcy Lwowa zostali „miejskimi szumowinami”
Janusz Korczak, lekarz, który wraz z dziećmi, nad którymi otaczał opiekę poszedł na śmierć w niemieckim obozie w Treblince, rzekł kiedyś: (…) Kto ucieka przed historią, tego historia dogoni. Słowa te bardzo trafnie ukazują sytuację, w jakiej znalazło się współcześnie polskie społeczeństwo.
Od lat Polacy karmieni są przez tzw. polskojęzycznych polityków mitem braterstwa (a choćby służebności) z Ukrainą. Nachalna narracja rzucana Polakom przy braku merytorycznej kontrofensywy powoduje, iż od lat ustępujemy stronie ukraińskiej w walce o prawdę historyczną bezczeszcząc pamięć naszych przodków, którzy mieli dumę zwycięzców spod Lwowa, Przemyśla czy Jazłowca.
Dlatego tak istotne jest zwracanie uwagi na wartościowe, choć niestety niszowe publikacje, które podejmują tematykę zapomnianą, ale na której zakłamaniu Ukraińcy starają się usprawiedliwiać dokonane przez siebie ludobójstwo na swoich polskich sąsiadach w latach 40 XX wieku na terenach południowo-wschodniej Rzeczpospolitej.
Do takich publikacji można zaliczyć dzieło autorstwa Mikołaja Grzegorczyka-Zaniewskiego pt. Wojna polsko-ukraińska w Galicji Wschodniej 1918-1919 na łamach wybranych czasopism polskich i ukraińskich.
O ile zagadnienie samej obrony Lwowa przez polską społeczność w związku z ukraińskim zamachem stanu na to miasto z początkiem listopada 1918 roku jest w miarę znane polskiej społeczności praktycznie nieznana jest historia krwawych walk, jakie toczyły się przez następne miesiące.
Orlęta Lwowskie, których postawa dla patriotycznej części polskiego społeczeństwa jest przejawem bohaterstwa, bez skrupułów zostały uznane przez nazistowskie władze Lwowskiej Rady Obwodowej za miejskie szumowiny [1]. Nie spotkało się to z żadną realną odpowiedzią strony polskiej. Biorąc więc pod uwagę, iż choćby w stosunku do grup uznanych za bohaterów polskich jest brak reakcji ze strony polskiej, to nie ma się czemu dziwić, iż Ci polscy bohaterowie, którzy bronili ziem południowo-wschodniej II Rzeczpospolitej po bohaterskiej obronie Lwowa nie mogą liczyć na pamięć historyczną narodu, który istnieje dzięki ich krwi.
Dlatego też publikacja Mikołaja Grzegorczyka-Zaniewskiego jest istotną na polskim rynku wydawniczym, dotykającym relacji polsko-ukraińskich. Bo kłamstwem jest powtarzana teza przez stronę ukraińską, iż przyczyną sadystycznego ludobójstwa, jakiego dopuścili się zwyrodnialcy z band banderowskich na swoich polskich sąsiadach jest polityka II RP wobec obywateli polskich narodowości ukraińskiej[2]. Świadczą o tym choćby zbrodnie porównywalne z tymi z lat 40 XX wieku, jakie stosowali Ukraińcy w okresie 1918-1919[3].

Pochylając się nad publikacją Mikołaja Grzegorczyka-Zaniewskiego warto zwrócić uwagę, iż autor, analizując prasę ukraińską z tamtego okresu, która jest ogólnie mało znana wśród polskiej społeczności przytacza m.in. interesujący cytat z ukraińskiej gazety Nowiny wydawanej w Kołomyi. W numerze z dnia 15 marca 1919 roku zapisano opinię redakcji o relacjach polsko-ukraińskich streszczoną słowami: “Nigdy Polak nie był (Ukraińcowi) Rusinowi Bratem”.
Cytat ten z ponad stuletniej gazety chyba najlepiej ujawnia rzeczywiste odczucia, jakie towarzyszą i będą towarzyszyć relacjom polsko-ukraińskim, pomimo zaklinania rzeczywistości przez polskojęzycznych polityków. Dlatego też publikacja pt. Wojna polsko-ukraińska w Galicji Wschodniej 1918-1919 na łamach wybranych czasopism polskich i ukraińskich wydaje się idealną lekturą na 108 rocznicę rozpoczęcia bohaterskiej obrony polskich Kresów przed hajdamacką zarażą, która przez rozlew krwi pragnęła osiągnąć swoje cele.
Źródła:
[1] https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/ukrainskie-wladze-nazywaja-orleta-lwowskie-szumowinami-foto/
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Fa%C5%82szowanie_historii_ludob%C3%B3jstwa_OUN_i_UPA
[3] https://wprawo.pl/zapomniane-ludobojstwo-narodzie-polskim/
Polecamy również: II Powojenna Konferencja Żydoznawcza – LIVE














