O kłopotach promocji języka polskiego za granicą

liberte.pl 1 день назад

Historyczne momentum nie będzie wykorzystane dla systemowych zmian w edukacji językowej, mimo iż posiadamy wyszkolone kadry i zasoby materialne. Będziemy nad tym ubolewać, wzdychać nad odpływającymi studentami zagranicznymi, z trudem budować nasze filologie polskie , ale metamorfozy nie będzie.

Język polski jest mało znanym językiem obcym w świecie. Czy tylko dlatego, iż jest trudny, a jego skomplikowana ortografia i nieznośna fonetyka to słabo udany relikt tradycji praindoeuropejskiej? Czy dlatego, iż Słowiańszczyzna nigdy nie była modna, a jej języki – dziwaczne, świszczące i wysoko konsonantyczne? Jak to możliwe, iż Polska – w tej chwili szósty kraj Unii Europejskiej pod względem powierzchni, piąty w UE – pod względem liczby mieszkańców i największy w Europie Środkowo-Wschodniej, nie wykorzystuje swojego momentum polityczno-ekonomicznego w celu promocji języka polskiego za granicą? A jest to szósty język urzędowy Unii Europejskiej, który dawno „otrzepał kurz” z wyobrażenia o sobie jako języka „nienauczalnego”.

Dlaczego język polski jest ważny, skoro należy do najtrudniejszych języków europejskich o słabej użyteczności międzynarodowej i biznesowej? Dlatego, iż w obecnym regresie nauczania języka rosyjskiego z powodu wojny rosyjsko-ukraińskiej, jako największego języka słowiańskiego, mamy strategiczną szansę wykorzystania sytuacji dla celów autopromocyjnych. Nie jest to bynajmniej żerowanie na konflikcie (język ukraiński jest drugim pod względem użytkowników największym językiem słowiańskim, po rosyjskim), ale po prostu pragmatyzm polityczny, którego nam brakuje. Warto dodać, iż rozsiane po wielu ośrodkach akademickich na świecie filologie rosyjskie często blokowały rozwój katedr języków słowiańskich (jako mniej ważnych), powodując, iż zagraniczni studenci wybierali właśnie rosyjski spośród ofert dydaktycznych. Cierpiał na tym język polski, bo ukraińskiego nie nauczano aż od przełomu XX i XXI wieku.

W Polsce od lat istnieją uniwersyteckie oferty kierunku studiów „Nauczanie języka polskiego jako języka obcego”, proponowane zwykle w ramach studiów podyplomowych. Prym wiodą tu filologie polskie, które również w ten sposób kształcą przyszłych lektorów dla Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA). Studenci zagraniczni, chcący studiować po polsku, muszą zdać egzamin państwowy (kilka poziomów), by otrzymać Certyfikat Języka Polskiego jako Języka Obcego. Egzaminy przeprowadza Państwowa Komisja do spraw Poświadczenia Znajomości Języka Polskiego jako Obcego kilka razy w roku. To oczywiście wpływa na stopniowy wzrost znajomości języka polskiego przez zagranicznych studentów i absolwentów, którzy często zostają na kilka lat po studiach w Polsce. Jak podawało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, robi to jednak nie więcej niż 20 procent alumnów. A przecież absolwenci polskich uczelni mogą być ambasadorami polskiej nauki i kultury w swoim ojczystym kraju. Czy monitorujemy ich na rynku pracy? Raczej słabo. Jak ilustrują najnowsze dane, obecność studentów cudzoziemskich na polskich uczelniach spada, o czym informowała w 2026 roku Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, a pod względem umiędzynarodowienia studiów pozostajemy poniżej średniej dla państw rozwiniętych (OECD). Oczywiście języka polskiego jako obcego może się uczyć każdy cudzoziemiec przebywający w naszym kraju. Jest wiele kursów, szkół, prywatnych lektorów, letnie kursy NAWA. Są dostępne materiały dydaktyczne i profesjonalni nauczyciele. To świadczy o wielkiej zmianie w systemie promocji języka polskiego, jeżeli chodzi o politykę wewnętrzną. Kwestia dla mnie zasadnicza to promocja języka polskiego poza granicami kraju, zwłaszcza w Europie i zwłaszcza, iż wstępujemy do G20 oraz jesteśmy szóstą gospodarką w Unii Europejskiej i społeczeństwem doświadczonym w zmianach. Jak mówił minister finansów Andrzej Domański w Aschevile w USA w sierpniu 2026 roku, podczas spotkania ministrów finansów i szefów banków centralnych G20: „Polska jest przykładem skutecznej transformacji – od gospodarki centralnie planowanej wartej 60 mln dolarów do gospodarki wolnorynkowej o wartości 1 mld dolarów”. Zatem jesteśmy dzisiaj w odmiennej sytuacji gospodarczej, geopolitycznej i kulturowej niż 30 lat temu i mamy pewne „asy” w ręku, jak chociażby dorobek polskiej kultury, którą możemy promować poprzez język, bo truizmem jest, iż znajomość języka to przepustka do zrozumienia kultury narodu. Powinniśmy w tym zakresie dokończyć transformację ustrojową.

Język polski nie stanie się językiem globalnej komunikacji biznesowej. Dominacja innych języków w tym zakresie została historycznie ugruntowana. Jednakże warto zwrócić uwagę na konkluzje szeroko zakrojonych w XX wieku badań międzykulturowych, wskazujących na fakt, iż we współczesnym biznesie zmienia się pole oddziaływania partnerów i wzrasta znajomość języka kontrahentów. Ułatwia to zrozumienie mechanizmów działania kooperantów i ich kultury, podnosi prestiż współpracy oraz pozwala na bardziej osobiste kontakty. Renesans gospodarczy Polski jest dziś naszym atutem. Przedstawiciele zagranicznych korporacji w Polsce mogą uczyć się języka polskiego jako obcego na wspomnianych wyżej kursach. Co jednak w sytuacji, gdy zechcą uczyć się polskiego np. obywatele Japonii, Stanów Zjednoczonych czy Brazylii u siebie, planując wyjazd do Europy Środkowej czy budowanie sieci współpracy? Mogą używać angielskiego jako współczesnego lingua franca i tak najczęściej czynią. Mogą też poszukać indywidualnego lektora lub filologa polskiego, który akurat przeszedł przez studia nauczania j. polskiego jako języka obcego i posiada dostęp do odpowiednich materiałów dydaktycznych. A co, gdy np. Szwed/Szwedka chcą po prostu pójść na kurs j. polskiego dla własnej satysfakcji, poszerzenia wiedzy o kraju sąsiada lub po prostu ze względu na planowany dłuższy pobyt w Polsce i chcą otrzymać certyfikat ukończenia takiego kursu? Dokąd takie osoby mają skierować swoje kroki? I tu musimy przywołać wspomnianą NAWĘ. Jest to agencja, która odgrywa istotną rolę, jeżeli chodzi o nauczanie j. polskiego za granicą, jednakże – co koniecznie trzeba podkreślić – ma ona charakter wybitnie akademicki. Celem jednego z jej kluczowych programów „Promocja języka polskiego” jest kształtowanie znajomości języka polskiego jako obcego i budowanie soft power RP. Zatem ulepszane z roku na rok oferty NAWA nie będą skierowane do przykładowej pary ze Szwecji. Mają charakter międzyuczelniany. Wzmacniają filologie polskie na zagranicznych uniwersytetach i nagłaśniają naukę naszego języka, ale ich oferta zamyka się w świecie akademickim i studenckim.

Dochodzimy w ten sposób do sedna sprawy: nie uczymy języka polskiego poza granicami kraju w sposób systemowy i ogólnodostępny, dlatego nasza szwedzka para nie ma po prostu gdzie pójść. Oprócz jednostek akademickich oraz wykwalifikowanych lektorów nie istnieją polskie instytucje delegowane do nauczania j. polskiego za granicą, które takie nauczanie mogłyby certyfikować. W sytuacji międzynarodowego sukcesu Polski, państwo nie posiada instrumentów wzmacniających jego promocję kulturową. To wielka strata i zaniedbanie. Teraz szczegóły. Języka niemieckiego możemy uczyć się w Instytucie Goethego, języka hiszpańskiego – w Instytucie Cervantesa, języka włoskiego – w Instytucie Włoskim, etc. Mimo iż Polska posiada 26 Instytutów Polskich (IP) funkcjonujących za granicą, żaden z nich nie prowadzi kursów językowych. Wymieńmy Instytuty: w Belgradzie, Berlinie, Bratysławie, Budapeszcie, Bukareszcie, Brukseli, Kijowie, Londynie, Madrycie, Mińsku, Moskwie, Nowym Jorku (Ośrodek Kultury Polskiej), Nowym Delhi, Paryżu, Pekinie, Pradze, Rzymie, Sofii i Sztokholmie, Tel Awiwie-Jaffie, Tbilisi, Tokio, Ukrainie, Wiedniu, Wilnie. Należy wspomnieć, iż w Niemczech funkcjonuje dodatkowo Instytut Polski w Düsseldorfie oraz jako oddział placówki w Berlinie Instytut Polski w Lipsku. Posiadając więc bazę instytucjonalną, państwo polskie nie może jej wykorzystać. Nie pozwala na to polskie prawo. Instytuty funkcjonują w strukturze Ministerstwa Spraw Zagranicznych i podlegają jako jednostki państwowe pod szereg ustaw określających ich pole działania. Zgodnie z § 12 ust. 5 Regulaminu organizacyjnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych z 2024 roku, do celów Instytutów Polskich należą: „wykonywanie zadań z zakresu dyplomacji publicznej i kulturalnej w państwie przyjmującym; identyfikacja ośrodków decyzyjnych i opiniotwórczych w zakresie dyplomacji publicznej i kulturalnej w państwie przyjmującym lub regionie, utrzymywanie z nimi kontaktu i oddziaływanie”. Regulamin nie wymienia zadań w zakresie nauki j. polskiego. Zgodnie z Ustawą o służbie zagranicznej (2021) oraz artykułem 78 Regulaminu MSZ, Instytuty Polskie są jednostkami, które realizują politykę zagraniczną państwa polskiego i zabiegają o obecność polskiej kultury w najważniejszych ośrodkach opiniotwórczych danego państwa. Działają w państwach delegacji, tworzą warunki do promocji Polski. W dokumencie eksperckim MSZ z 2017 roku Kierunki Promocji Polski na lata 2017–2027 kultura stanowi jeden z pięciu filarów działania państwa polskiego (obok turystyki, bezpieczeństwa i polityki, gospodarki oraz nauki i innowacyjności). Działania promocyjne mają na celu to, aby zagraniczna publiczność postrzegała Polskę zgodnie z rzeczywistością, a jej wizerunek był wyrazisty, silny, unikalny i nowoczesny, z akcentem na innowacyjność, bezpieczeństwo oraz pozycję Polski jako kraju w centrum Europy. Biorąc pod uwagę właśnie położenie geograficzne, autorzy ekspertyzy jednak nie wspominają o nauczaniu języka polskiego, chociażby w państwach sąsiedzkich (i nie myślę tu o Wspólnotach Polskich). Język polski jest od dawna promowany w środowiskach Polonijnych i diasporach (szkoły polskie, ogniska, konkursy, etc.), co szczegółowo precyzuje Rządowa Strategia współpracy z Polonią i Polakami za granicą na lata 2025–2030, wydana w 2025 roku. Sumując, brakuje dziś w Polsce dokumentu państwowego, który dostrzegałby i definiował konieczność nauczania języka polskiego poprzez ogólnodostępne kursy dla cudzoziemców za granicą, kształtujące komunikację międzynarodową/międzykulturową i budujące wiedzę o Polsce. Nasuwa się pytanie: dlaczego Instytuty Polskie, które dysponują ofertą wydarzeń artystycznych dla cudzoziemców (co stanowi ich bazowe działanie), nie mogą oferować kursów językowych, na które zapisałaby się nasza szwedzka para, np. w Instytucie Polskim w Sztokholmie?

Nie pozwala na to formalny status IP. Zgodnie z postanowieniami regulaminu organizacyjnego MSZ, stanowiącego załącznik do zarządzenia ministra spraw zagranicznych nr 42 z 17 grudnia 2010 roku, Instytut Polski jest jednostką organizacyjną podległą ministrowi spraw zagranicznych (paragraf 77), co znaczy, iż nie jest on osobnym podmiotem prawnym. Nie jest ani fundacją, ani spółką, ani agencją państwową. IP jako jednostki państwowe są związane Ustawą o finansach publicznych (2006). Ustawa ta nakłada na IP obowiązek wykonywania zadań publicznych. Artykuł 11 ustawy mówi, iż działalność jednostek publicznych (jednostki budżetowej) jest pokrywana z budżetu państwa, a ewentualny przychód takiej jednostki musi w stu procentach trafiać do budżetu państwa lub do budżetu samorządowego. Zobowiązania finansowe tego typu instytucji są zobowiązaniami państwa, a jednostka wykonuje zadania państwowe. Instytuty Polskie nie mogą inicjować i prowadzić kursów języka polskiego, gdyż musiałyby stworzyć warunki dla działalności komercyjnej, a to jest zabronione ustawowo. Status państwowej jednostki budżetowej powoduje, iż Instytut nie ma pełnej swobody w pobieraniu, zatrzymywaniu i wydawaniu przychodów z działalności odpłatnej. Zagraniczne instytuty kultury (Goethe, Francuski, Cervantes, etc.) działają na innych zasadach, prowadząc politykę budżetową pozwalającą na przychody. I jeżeli choćby o promocji języka polskiego poza granicami kraju wspomina Ustawa o języku polskim, dokumenty Instytutu Rozwoju Języka Polskiego, działania NAWA, inicjatywy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytutu Adama Mickiewicza, to nigdzie nie występuje przepis umożliwiający Instytutom Polskim lub organizacjom niepaństwowym nauczanie języka polskiego za granicą. Zagranicznej polityki językowej w tym aspekcie, który tu rozważamy, państwo polskie nie posiada.

Niestety, król jest nagi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ma świadomość problemu. Brak politycznej woli nowelizacji Ustawy o finansach publicznych (nie tylko obecnego rządu) jest największą przeszkodą systemową, nie pozwalającą IP inicjowania regularnych, otwartych, płatnych kursów języka polskiego, dostępnych przynajmniej w większości europejskich stolic, a także Nowym Jorku, Pekinie, Tokio czy Nowym Deli – dla wszystkich chętnych, a nie tylko dla studentów czy przedsiębiorców. Filologie polskie rosną w siłę w Chinach też nie dlatego, iż finansuje je polski rząd, ale dlatego, iż robią to Chińczycy. Zatem historyczne momentum nie będzie wykorzystane dla systemowych zmian w edukacji językowej, mimo iż posiadamy wyszkolone kadry i zasoby materialne. Będziemy nad tym ubolewać, wzdychać nad odpływającymi studentami zagranicznymi, z trudem budować nasze filologie polskie (np. na Uniwersytecie w Seulu), ale metamorfozy nie będzie. Jedyna prawdopodobna modyfikacja, której możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości, to certyfikowanie przez Instytuty Polskie języka polskiego. Ma ono polegać na możliwości przeprowadzania egzaminów państwowych w Instytutach i wydawania przez nie poświadczeń o znajomości języka.

Читать всю статью