Nowy głównodowodzący ukraińskiej armii. Czy gen. Drapaty odmieni losy wojny?

polska-zbrojna.pl 4 часы назад

Zmiana na stanowisku głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy nie jest zwykłą roszadą personalną. Nie wynika też wyłącznie z sytuacji na froncie. Aby zrozumieć, dlaczego Wołodymyr Zełenski zdecydował się odwołać gen. Ołeksandra Syrskiego i powierzyć dowodzenie gen. Mychajłowi Drapatemu, trzeba cofnąć się o kilka dni – do wydarzeń, które rozegrały się nie na linii frontu, ale na ulicach ukraińskich miast.

Chodzi o protesty, których bezpośrednim impulsem była dymisja ministra obrony Mychajła Fedorowa. Dla wielu Ukraińców minister odwołany przez prezydenta nie był kolejnym politykiem odpowiedzialnym za resort siłowy. To właśnie z jego nazwiskiem kojarzono większość najważniejszych reform ostatnich lat – cyfryzację armii, rozwój technologii wojskowych, wsparcie dla krajowego sektora dronowego oraz otwarcie resortu na współpracę z prywatnym przemysłem. Fedorow stał się symbolem nowoczesnego państwa prowadzącego nowoczesną wojnę. Jego odwołanie wielu Ukraińców odebrało jako sygnał, iż proces reform może wyhamować.

Radzieckie wzorce

Choć zaczęło się od Fedorowa, demonstracje gwałtownie sprowokowały znacznie szerszą debatę o sposobie prowadzenia wojny. Coraz częściej pojawiały się zarzuty pod adresem kierownictwa armii, a przede wszystkim głównodowodzącego gen. Ołeksandra Syrskiego. Krytykowano nadmierną centralizację dowodzenia, powolne wdrażanie zmian wynikających z doświadczeń frontowych oraz wysokie straty ponoszone przez ukraińskie oddziały. Już wcześniej wielu ukraińskich wojskowych i komentatorów zarzucało Syrskiemu przywiązanie do kultury dowodzenia wywodzącej się z sowieckiej doktryny, opartej na silnej centralizacji procesu decyzyjnego i ograniczonej samodzielności dowódców niższych szczebli. Tymczasem wojna z Rosją od dawna premiuje rozwiązania odwrotne – decentralizację, inicjatywę oraz błyskawiczne przenoszenie doświadczeń z pola walki do codziennej praktyki armii.

REKLAMA

W tym kontekście nominacja Mychajła Drapatego wydaje się wyborem dość oczywistym. Czterdziestotrzyletni generał należy do pokolenia oficerów ukształtowanych już nie przez radzieckie wzorce dowodzenia, ale przez trwającą od 2014 roku wojnę z Rosją. Walczył pod Mariupolem, dowodził na najtrudniejszych odcinkach frontu, a w armii wyrobił sobie opinię dowódcy, którego wysyła się tam, gdzie sytuacja wymaga szybkiego opanowania kryzysu. Równie ważna jest jednak jego reputacja. Drapaty od dawna uchodzi za zwolennika większej samodzielności dowódców niższych szczebli, szybkiego wdrażania doświadczeń z frontu i ograniczania nadmiernej centralizacji procesu decyzyjnego. Innymi słowy – reprezentuje model dowodzenia, którego od miesięcy domaga się znaczna część ukraińskiego środowiska wojskowego, a dziś także społeczeństwa.

Możliwości poprawy

Czy zmiana głównodowodzącego oznacza, iż Ukraina właśnie znalazła człowieka, który odmieni losy wojny? Takie oczekiwania byłyby nie tylko przesadzone, ale przede wszystkim błędnie diagnozowałyby naturę problemu.

Drapaty może poprawić funkcjonowanie armii. Może usprawnić proces podejmowania decyzji, zwiększyć elastyczność działań, poprawić rotację oddziałów czy ograniczyć część strat wynikających z błędów organizacyjnych. Są to kwestie niezwykle ważne i nie należy ich lekceważyć. Problem polega jednak na tym, iż wojna, którą prowadzi dziś Ukraina, coraz rzadziej rozstrzyga się na poziomie pojedynczych decyzji dowódców.

Konflikt już dawno temu wszedł w fazę wyniszczenia. O powodzeniu działań w coraz większym stopniu decydują liczba żołnierzy, zdolność do uzupełniania strat, możliwości przemysłu zbrojeniowego, tempo dostaw zachodniego uzbrojenia oraz odporność społeczeństwa na kolejne lata wojny. Generał może lepiej wykorzystać dostępne zasoby. Nie jest jednak w stanie ich stworzyć. Nie zmobilizuje dodatkowych brygad, nie zwiększy produkcji amunicji ani nie zmieni demograficznych ograniczeń państwa.

Ale właśnie dlatego nominacja Drapatego ma tak duże znaczenie. Nie rozwiązuje najważniejszych problemów Ukrainy, pokazuje jednak, gdzie Kijów wciąż widzi możliwość poprawy. Skoro nie da się w krótkim czasie zwiększyć potencjału ludzkiego czy przemysłowego, trzeba lepiej wykorzystać to, czym państwo jeszcze dysponuje. W takich warunkach sposób dowodzenia staje się jednym z nielicznych obszarów, na które władze mają realny wpływ.

Kondycja społeczna

Najciekawsza wydaje się jednak jeszcze jedna obserwacja. Protestujący Ukraińcy nie wyszli na ulice z hasłami nawołującymi do zakończenia wojny czy zawarcia pokoju za wszelką cenę. Domagali się lepszego prowadzenia wojny. To wiele mówi o kondycji ukraińskiego społeczeństwa po ponad czterech latach pełnoskalowego konfliktu. Jest ono zmęczone, coraz bardziej wymagające wobec własnych władz i armii, ale nie utraciło przekonania, iż walka z Rosją musi być kontynuowana.

Taka postawa nie pozostawia władzom wielkiego pola manewru. Państwo prowadzące długotrwałą wojnę nie może pozwolić sobie na utratę zaufania ani własnych obywateli, ani własnej armii. W tym sensie nominacja gen. Mychajła Drapatego jest czymś znacznie więcej niż zmianą personalną. To odpowiedź na wyraźny sygnał płynący ze społeczeństwa i zarazem dowód, iż Ukraina – mimo ogromnych kosztów wojny – przez cały czas potrafi reagować na krytykę, korygować własne decyzje i szukać nowych sposobów prowadzenia walki. Czy to wystarczy do zwycięstwa? Tego dziś nie wie nikt. Ale z pewnością zwiększa szanse, iż państwo zdoła dłużej wytrwać w konflikcie, którego wynik coraz bardziej zależy od czasu, zasobów i odporności całego społeczeństwa.

Marcin Ogdowski dziennikarz „Polski Zbrojnej”, korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl
Читать всю статью