29 czerwca 2026 roku w mieście Stade w Dolnej Saksonii muzułmański nachodźca Fatih Gazioglu wtargnął z bronią palną do ośrodka dla matek z dziećmi, gdzie przebywała jego była partnerka wraz z ich trzymiesięcznym dzieckiem. Sprawca otworzył ogień do pracowników placówki, zabijając sześć osób i raniąc kilka kolejnych. Po masakrze próbował uciec samochodem, jednak został zatrzymany przez policję po krótkim pościgu. Teraz na jaw wyszły nowe fakty w tej sprawie. Są one nie mniej bulwersujące niż sam fakt ataku na ośrodek.
Jeśli ktoś sądził, iż w sprawie Fatiha Gazioglu, który dokonał zamachu w niemieckim Stade osiągnięto już granicę absurdu, to nowe fakty pokazują, iż jest dokładnie odwrotnie. Każdy kolejny ujawniony fakt nie tylko pogłębia skalę skandalu, ale przede wszystkim stawia pytanie o to, jak funkcjonują europejskie mechanizmy bezpieczeństwa, a raczej jaką stanowią fikcję.
Mówimy bowiem nie o człowieku, który „wypadł z systemu” na kilka tygodni. Mówimy o osobie, która przez lata poruszała się praktycznie bez przeszkód między wieloma państwami, mimo ciążących na niej niezwykle poważnych zarzutach i statusie osoby poszukiwanej.
Według dostępnych informacji Fatih Gazioglu był wielokrotnie przedmiotem postępowań dotyczących przestępstw seksualnych wobec małoletnich w Turcji. Jedno z takich postępowań prowadzone było już w 2007 roku w Kahramanmaraş. W kolejnych latach jego problemy z wymiarem sprawiedliwości nie zniknęły. Przeciwnie – narastały. W 2021 roku przebywał w tureckim areszcie tymczasowym. Nie został jednak doprowadzony przed sąd, ponieważ… uciekł. To jednak wciąż dopiero początek tej historii.
Od 2017 do 2019 roku przebywał w Gruzji. Następnie regularnie podróżował na Łotwę. Był jednocześnie zameldowany w Niemczech i Austrii. Zakładał przedsiębiorstwa w Hiszpanii. Odwiedzał choćby Maroko. Ostatecznie osiedlił się w Niemczech – państwie swojego urodzenia – gdzie funkcjonował przez długi czas bez większych przeszkód.
Trudno nie zadać w tym miejscu oczywistego pytania: jak to możliwe, iż człowiek poszukiwany przez Turcję za wyjątkowo ciężkie przestępstwa mógł przez lata swobodnie podróżować po Europie, prowadzić działalność gospodarczą, meldować się w kolejnych krajach i korzystać z praktycznie wszystkich przywilejów, jakie daje otwarta przestrzeń Schengen?
Przecież zarówno Niemcy, jak i Turcja są stronami europejskich konwencji dotyczących ekstradycji. Mówimy więc nie o państwach całkowicie od siebie odizolowanych, ale o krajach współpracujących w zakresie wymiaru sprawiedliwości.
Jeszcze bardziej zastanawiające są informacje dotyczące jego otoczenia w Niemczech. Według doniesień zbudował tam rozbudowaną sieć kontaktów obejmującą między innymi proimigracyjną aktywistkę z Bremy, jej zięcia – polityka SPD tureckiego pochodzenia oraz regionalnego komisarza ds. migracji. Pojawiają się również informacje o kontaktach ze środowiskami tureckimi powiązanymi z obozem Recepa Tayyipa Erdoğana działającymi na terenie Niemiec.
Oczywiście same znajomości nie przesądzają o odpowiedzialności kogokolwiek. Powinny jednak zostać dokładnie wyjaśnione, zwłaszcza jeżeli mogły w jakikolwiek sposób ułatwiać funkcjonowanie osoby poszukiwanej za ciężkie przestępstwa.
Cała sprawa obnaża znacznie szerszy problem. Oto od lat europejscy politycy przekonują obywateli, iż Schengen oznacza jednocześnie swobodę przemieszczania się i wysoki poziom bezpieczeństwa dzięki rozwiniętej współpracy służb oraz wymianie informacji. Tymczasem historia Fatiha Gazioglu pokazuje obraz dalece odbiegający od tych zapewnień.
Jeżeli osoba poszukiwana za wyjątkowo poważne przestępstwa seksualne może przez wiele lat mieszkać w kilku państwach, prowadzić działalność gospodarczą, przekraczać granice i budować rozległe kontakty, trudno mówić o sprawnie funkcjonującym systemie. Nie jest to wyłącznie pytanie o jednego przestępcę. Jest to pytanie o skuteczność całej architektury bezpieczeństwa Unii Europejskiej.
Bo jeżeli system potrafi z niezwykłą skrupulatnością kontrolować rolników, przedsiębiorców, kierowców czy właścicieli pieców, a jednocześnie przez lata nie jest w stanie skutecznie zatrzymać recydywisty seksualnego poszukiwanego za najcięższe przestępstwa, to trudno oprzeć się wrażeniu, iż priorytety zostały postawione w niewłaściwym miejscu.
To wciąż nie koniec. Początkowo w mediach pojawiła się hipoteza, iż mercedes, którym po ataku mieli uciekać Fatih Gazioglu oraz skrajnie lewicowej aktywistki Sylvia Scholz, należał do zięcia Scholz – polityka SPD Deniza Kurku. Spekulacje opierały się m.in. na interpretacji numeru rejestracyjnego pojazdu. Późniejsze doniesienia wskazywały jednak, iż samochód formalnie należał do Sylvii Scholz, a jego przerejestrowanie miało nastąpić 26 maja za pośrednictwem Enise Öztürk.
Według tych samych publikacji Enise Öztürk jest współzałożycielką proimigranckiej agencji YWTG (Your Way to Germany), zajmującej się doradztwem dla cudzoziemców i rekrutacją pracowników zagranicznych. Media zwracają również uwagę, iż wcześniej pracowała w kancelarii prawnej Muammera Durana, polityka związanego z partią DAVA.
Historia Fatiha Gazioglu jest symptomatyczna dla masowej imigracji przestępcó do Europy i nie powinna zakończyć się jedynie kolejnymi nagłówkami prasowymi. Powinna stać się przedmiotem szczegółowego dochodzenia wyjaśniającego, dlaczego przez tyle lat europejskie mechanizmy współpracy i rzekomego weryfikowania przybyszy do Europy, okazały się wadliwe.
Jeśli taki człowiek mógł przez lata swobodnie funkcjonować w kilku państwach jednocześnie, to trudno uwierzyć, iż był to wyłącznie jednostkowy przypadek. Znacznie bardziej niepokojąca jest możliwość, iż nie był wyjątkiem, ale symptomem znacznie głębszego problemu – zakulisowego, masowego wpychania nam ludów „trzeciego świata”.
Polecamy również: Heretycy awansują, tradycjonaliści karani. Jakie priorytety ma dziś Rzym?














