Neony rażą w oczy,
zza rogu dochodzą krzyki,
ktoś bardzo się tam z kimś kłóci.
Nieba już prawie nie widać,
ciemnego, zasnutego mrokiem.
Noc czeka na swój rozkwit.
Gdzieś w dali miauczą koty.
Bezdomny siedzi skulony,
odchodzi w wieczny pancerz.
Za rogiem wciąż się kłócą,
chyba bez żadnej przyczyny.
Panuje tutaj absolutne
odrętwienie,
a ja czuję się
coraz bardziej winna.












