Niby od niechcenia,
znów wspominasz o niej.
Za często
na przypadek.
Za lekko
na tęsknotę.
Jej imię
przechodzi przez twoje usta
tak swobodnie,
jakby miało tam
swoje stałe miejsce.
A ja słucham
i udaję, iż nie słyszę.
Nie pytam,
o ten błysk w oku,
którego nie masz dla mnie,
uśmiech,
który pojawia się za szybko,
gdy o niej mówisz.
I nagle rozumiem,
nie trzeba zdrady,
żeby poczuć się zdradzoną.
Czasem wystarczy
czyjeś imię
wypowiadane zbyt czule.
Więc nie mów mi,
że to tylko przeszłość.
Przeszłość nie wraca
w każdym drugim zdaniu.
I nie patrz tak na mnie.
Bo jeżeli między wami
nie ma już nic,
to dlaczego
ja czuję ją
pomiędzy nami?











