Niemcy w ogniu! Protesty przejęli imigranci

magnapolonia.org 4 часы назад

Kolejne europejskie państwo przekonuje się, jak gwałtownie protesty społeczne mogą wymknąć się spod kontroli i przerodzić w uliczne zamieszki, grabieże oraz regularne starcia z policją. Tym razem, podobnie jak we Francji, iskrą okazały się demonstracje młodego pokolenia, które wyszło na ulice, by wyrazić niezadowolenie z polityki rządu. gwałtownie okazało się, iż nie wszyscy uczestnicy ulicznych wydarzeń przyszli tam w tym samym celu. Pokojowe demonstracje wykorzystali bowiem imigranci z trzeciego świata, mający do zrealizowania własne interesy – kradzieże i bezmyślne niszczenie mienia.

Niemcy przerabiają właśnie scenariusz, który mogliśmy obserwować trzy tygodnie temu we Francji. Tam również początkiem gwałtownych wydarzeń był sprzeciw młodych ludzi, który błyskawicznie przerodził się w falę przemocy, podpaleń i plądrowania sklepów. Wśród osób wykorzystujących chaos znalazły się grupy imigrantów, dla których społeczny niepokój stał się okazją do zwykłego rabunku i niszczenia cudzej własności. Teraz podobny mechanizm ujawnia się za naszą zachodnią granicą.

W Niemczech protesty zorganizowane pod hasłem „Gen Z regelt”, czyli „Pokolenie Z przejmuje władzę”, odbywały się w około 30 miastach. Młodzi domagali się między innymi większego wsparcia dla ochrony zdrowia i edukacji, sprawiedliwszego rozłożenia społecznych obciążeń, a także sprzeciwiali się obowiązkowej służbie wojskowej. Były to postulaty dotyczące przyszłości państwa, warunków życia i kierunku, w jakim zmierzają Niemcy. Można się z nimi zgadzać albo polemizować, ale sam fakt wyjścia na ulicę w celu zamanifestowania niezadowolenia jest elementem normalnego funkcjonowania społeczeństwa.

Problem w tym, iż pokojowy protest bardzo gwałtownie przestał być głównym wydarzeniem. Z niemieckich ulic zaczęły napływać obrazy płonących samochodów, rabowanych sklepów i starć z policją. Szczególnie dramatyczna sytuacja miała miejsce we Frankfurcie, gdzie zatrzymano ponad 100 osób, a w działaniach porządkowych uczestniczyło około tysiąca funkcjonariuszy.

Policjanci musieli mierzyć się z agresywnymi uczestnikami zamieszek. Wśród zatrzymanych znajdowano między innymi środki pirotechniczne, młotki i koktajle Mołotowa. Rannych zostało kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Niepokojące wydarzenia odnotowano również w Kolonii, Berlinie i Stuttgarcie.

W relacjach z zamieszek zwracają uwagę zdjęcia i nagrania przedstawiające rabowanie i plądrowanie sklepów przez murzyńskich i arabskich nachodźców. Widać na nich, jak chaos na ulicach staje się okazją do bezkarnego przywłaszczania przez trzecioświatowców cudzej własności.

Warto zwrócić uwagę na pewien mechanizm, który powtarza się w kolejnych europejskich państwach. Młodzi ludzie wychodzą na ulice z konkretnymi postulatami. Niekiedy są one słuszne, niekiedy nikoniecznie, ale stanowią wyraz ich niezadowolenia z polityki prowadzonej przez rządzących. Następnie do protestów dołączają dzikusy, których celem nie jest już wyrażanie społecznych postulatów, ale konfrontacja, przemoc i wykorzystanie zamieszania do popełniania przestępstw. W rezultacie pierwotny sens demonstracji zostaje całkowicie wypaczony.

To właśnie jest jeden z najbardziej destrukcyjnych skutków masowych zamieszek. Nachodźcy, którzy wykorzystują społeczne demonstracje do rabowania i niszczenia, stają się w praktyce realną blokadą dla wszelkich form obywatelskiego sprzeciwu. Władze otrzymują bowiem wygodny argument, by zamiast rozmawiać o przyczynach protestów, koncentrować się na przywracaniu porządku. Media pokazują płonące samochody, rozbite witryny i starcia z policją, a pierwotne postulaty demonstrantów schodzą na dalszy plan. Ba- zniszczenia są wiązane przez media systemowe z pierwotnymi organizatorami protestów.

Każdy kolejny taki przypadek zniechęca zwykłych obywateli do udziału w demonstracjach. Kto będzie chciał wyjść na ulicę w obronie swoich interesów, o ile istnieje realne ryzyko, iż pokojowa manifestacja zostanie przejęta przez śniadych złodziejaszków i wandali, a jej uczestnicy zostaną utożsamieni z tymi rabusiami i chuliganami? Kto weźmie odpowiedzialność za zniszczone sklepy, spalone samochody i rannych policjantów? I kto będzie chciał publicznie popierać protest, który w oczach opinii publicznej zostanie zapamiętany przede wszystkim jako kolejna fala ulicznej przemocy?

W ten sposób powstaje sytuacja, w której społeczeństwo traci jedno z najważniejszych narzędzi wywierania nacisku na władzę. Protest, który powinien być formą politycznego i obywatelskiego sprzeciwu, zostaje obciążony ryzykiem zamieszek. Nie trzeba nawet, by większość manifestantów miała jakiekolwiek związki z przemocą. Wystarczy, iż niewielkie, ale agresywne grupy nachodźców wykorzystają zgromadzenie do własnych celów.

Francja już doświadczyła tego scenariusza. Teraz podobne obrazy docierają z Niemiec. o ile ten mechanizm będzie się powtarzał, europejskie społeczeństwa mogą znaleźć się w pułapce: niezadowolenie będzie narastać, ale każda próba jego wyrażenia będzie wiązała się z przejęciem przez grupy zainteresowane wyłącznie chaosem. A wtedy największymi przegranymi nie będą sprawcy ulicznych grabieży, ale zwykli obywatele, którzy chcieliby po prostu mieć prawo do protestowania bez obawy, iż ich manifestacja zamieni się w kolejną bitwę na ulicach.

Tu rodzi się realne pytanie, czy nie jest tak, iż tego typu wydarzenia są zaplanowane przez rządzących, by pokazać ludziom, iż skutkiem każdego społecznego sprzeciwu będą rozruby trzecioświatowców, którzy przecież nie niszczą i nie kradną mienia swoich pobratymców, ale pracowitych białych europejczyków? Czy to nie idealne rozwiązanie, w celu spacyfikowania dowolnego, społecznego sprzeciwu wobec polityki władz?

Polecamy również: Brytyjski poseł żąda rozliczenia pandemistów

Читать всю статью