Niemcy pod presją islamizmu. Ponad 9 tys. osób skłonnych do przemocy

dzienniknarodowy.pl 3 часы назад
Zdjęcie: Niemcy pod presją islamizmu. Ponad 9 tys. osób skłonnych do przemocy


Federalny Urząd Ochrony Konstytucji zalicza 28 645 osób w Niemczech do środowiska islamistycznego, a około 9 110 uznaje za skłonne do przemocy. Ponad 400 osób niemiecka policja klasyfikuje jako potencjalnie zdolne do popełnienia ciężkich aktów przemocy. To rachunek za wieloletnie lekceważenie bezpieczeństwa i ostrzeżenie dla Polski.

Skala, której nie wolno przemilczeć

Według danych Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, przytoczonych przez portal Magna Polonia, w Niemczech działa w tej chwili 28 645 osób zaliczanych do środowiska islamistycznego. Około 9 110 z nich urząd uznaje za skłonne do stosowania przemocy. Federalny Urząd Kryminalny klasyfikuje ponadto ponad 400 osób jako tak zwanych Gefährder, czyli ludzi, wobec których istnieją przesłanki, iż mogą dopuścić się poważnych aktów przemocy.

Te liczby nie opisują całej społeczności muzułmańskiej i nie mogą być podstawą odpowiedzialności zbiorowej. Pokazują jednak konkretny problem bezpieczeństwa: radykalne środowiska zdolne do przemocy działają w sercu największego państwa Unii Europejskiej.

Państwo płaci za lata pobłażliwości

Islamizm nie jest religijnością ani prywatnym wyborem duchowym. To projekt polityczny podporządkowujący porządek państwowy radykalnej wykładni religijnej. Gdy jego zwolennicy akceptują przemoc, państwo ma obowiązek reagować, zanim dojdzie do zamachu, a nie dopiero po tragedii.

Niemcy przez lata budowały model migracyjny oparty na przekonaniu, iż administracja, świadczenia i hasła integracyjne wystarczą do rozwiązania różnic kulturowych. Dane służb pokazują granice tej wiary. Integracja nie dokonuje się automatycznie, a kontrola bezpieczeństwa nie może być uznawana za przejaw uprzedzeń.

Wolność wymaga ochrony

Demokratyczne państwo prawa musi jednocześnie chronić obywateli i przestrzegać praw jednostki. Nie wolno karać za poglądy bez podstawy prawnej. Wolno i trzeba natomiast monitorować środowiska nawołujące do przemocy, rozbijać siatki finansowania, usuwać cudzoziemców stanowiących potwierdzone zagrożenie, jeżeli prawo na to pozwala, oraz skutecznie ścigać przygotowania do przestępstw.

Fałszywy wybór między bezpieczeństwem a wolnością służy jedynie bezczynności. Bez bezpieczeństwa wolność staje się przywilejem korzystania z przestrzeni publicznej na własne ryzyko. Państwo, które zna zagrożenie i nie korzysta z legalnych narzędzi, zawodzi podstawowy obowiązek wobec obywateli.

Polska musi wyciągnąć wnioski

Niemiecki problem ma znaczenie dla Polski z dwóch powodów. Po pierwsze, granice w strefie Schengen nie zatrzymują osób radykalnych w jednym państwie. Po drugie, Bruksela próbuje rozdzielać skutki błędnej polityki migracyjnej między kraje, które podejmowały w tej sprawie zupełnie inne decyzje.

Warszawa nie może przyjąć założenia, iż mechanizm relokacji jest odpowiedzią na zagrożenia ujawnione przez niemieckie służby. Odpowiedzią jest kontrola granic, sprawdzanie tożsamości, wymiana informacji i własna decyzja państwa o tym, kto może się osiedlić na jego terytorium. Solidarność europejska nie oznacza przejmowania ryzyka stworzonego przez cudzą lekkomyślność.

Dane z Niemiec powinny zakończyć epokę poprawności politycznej w debacie o radykalizmie. Z godnością wobec ludzi, bez zbiorowych oskarżeń, ale też bez zamiatania faktów pod dywan. Bezpieczeństwo Polaków wymaga realizmu.

Źródło: Magna Polonia

Читать всю статью