51-letni polski spadochroniarz zginął w piątek 2 października około godz. 10.30 podczas przygotowań do pokazów w rejonie lotniska w Klatovach w Czechach. Po skoku z wysokości około czterech kilometrów miał problem z czaszą i nie zdołał użyć spadochronu zapasowego. Reanimacja nie uratowała mu życia. Przyczyny badają czeskie służby.
Śmiertelny wypadek podczas grupowego skoku
Do wypadku doszło na łące w pobliżu lotniska w Klatovach. Polski spadochroniarz brał udział w grupowym skoku z kilkunastoma uczestnikami z różnych państw, przygotowującymi się do pokazów. Według relacji przekazanej mediom był doświadczonym skoczkiem.
Po opuszczeniu samolotu na wysokości około czterech kilometrów linki nośne jego spadochronu miały się skręcić. To najprawdopodobniej doprowadziło do gwałtownej spirali. Mężczyzna nie zdołał otworzyć spadochronu zapasowego i spadł na łąkę.
Na miejsce skierowano ratowników oraz śmigłowiec ratunkowy. Podjęta reanimacja nie przyniosła skutku. Obrażenia 51-latka okazały się śmiertelne.
Okoliczności wyjaśniają służby
Czeska policja i specjaliści zajmujący się badaniem wypadków lotniczych ustalają dokładny przebieg tragedii. Analizowane mają być zarówno okoliczności skoku, jak i stan używanego sprzętu. Tożsamości zmarłego nie podano. Brak również informacji o terminie i miejscu pogrzebu.
Rodzinie i bliskim zmarłego składamy wyrazy współczucia.
Źródło: WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości














