Nie tylko Bykownia. Operacja Polska NKWD i zapomniane ludobójstwo sowieckie na Polakach

naszapolska.pl 1 день назад

Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Otwieramy archiwum „Naszej Polski” i wracamy do felietonu Leszka Żebrowskiego — po latach sprawdzamy, ile z jego ostrzeżeń i diagnoz obronił czas.

O czym jest ten tekst: Bykownia pod Kijowem to jeden z dołów śmierci, w których NKWD grzebało polskie ofiary. Ale — jak pisał historyk Leszek Żebrowski — to tylko fragment znacznie większej całości: sowieckiego ludobójstwa na Polakach, które zaczęło się na długo przed 1939 rokiem. Wracamy do jego felietonu i zestawiamy go z dzisiejszym stanem wiedzy.

Cztery wątki autora warto dziś sprawdzić:

  1. Bykownia. Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni, otwarty we wrześniu 2012 r., upamiętnia 3435 obywateli polskich z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej (ofiar decyzji z 5 marca 1940 r.). Ekshumacje z lat 2001–2012 pozwoliły wydobyć blisko 2000 szczątków.
  2. Operacja Polska NKWD. Żebrowski przypominał, iż jeszcze przed wojną, w latach 1937–1938, w ZSRS wymordowano w ramach „operacji polskiej” (rozkaz nr 00485) ponad 100 tys. Polaków — to wciąż najsłabiej upamiętniona zbrodnia, bez rozliczenia sprawców.
  3. „Druga okupacja”. Autor opisywał sowiecką partyzantkę i powojenne wywózki jako równoległą do niemieckiej okupację. Pełnoskalowa napaść Rosji na Ukrainę w 2022 roku brutalnie przypomniała ciągłość tej imperialnej przemocy.
  4. Zmowa milczenia. Apel „oni chcą zapomnieć — my mamy obowiązek pamiętać” pozostaje aktualny: pełnej listy ofiar i prawomocnych rozliczeń wciąż nie ma.

Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.


Poniżej oryginalny felieton Leszka Żebrowskiego — tekst archiwalny.

Nie tylko Bykownia

Leszek Żebrowski

Bykownia to kolejne, czwarte z kolei miejsce pamięci po zamordowanych wiosną 1940 roku tysiącach Polaków. Dawna wieś na obrzeżach Kijowa dziś jest częścią wielkiej metropolii, gdzie pod koniec lat 30. ub. wieku NKWD utworzyło masowe groby swych ofiar mordowanych strzałem w tył głowy. Dziś szacuje się, iż może tam być zagrzebanych około połowy z 3,5 tys. Polaków umieszczonych na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej. Do tej pory wydobyto z jam śmierci prawie 500 ciał. Jest to kolejne z bardzo licznych miejsc śmierci i pogrzebania kilkudziesięciu tysięcy Polaków na terenie b. Związku Sowieckiego, zamordowanych z przyczyn politycznych, społecznych i narodowościowych.

Sprawa Bykowni znana jest od ponad dekady. Do niedawna kilka dało się zrobić, albowiem strona ukraińska nie wykazywała odpowiedniego zainteresowania. Pamiętajmy, iż ten kraj powstał z rozpadu sowieckiego imperium, którego był bardzo istotną częścią. Struktury nowego państwa to po prostu niedawni funkcjonariusze Ukrainy komunistycznej, w tym aparat bezpieczeństwa, wojsko, administracja i duża część sił politycznych. Nie było tam zatem odpowiedniego zainteresowania, aby cokolwiek ujawniać ponad to, co już było wiadome, a tym bardziej, aby wszczynać w tych sprawach śledztwa. A przecież mamy do czynienia z ewidentnym ludobójstwem komunistycznym na ogromną skalę. Czy ktoś ze strony polskiej domagał się szukania i ścigania zbrodniarzy? Nie, podobnie jak ze zbrodniami popełnionymi przez OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Złożono je do historycznego lamusa w imię „przyjaźni” (?), na ofiarnym ołtarzu bieżącej polityki, pozorując niemrawe śledztwa i dokonując nieistotnych czynności, dając spokojnie wymrzeć sprawcom. A rodziny ofiar? No cóż, mają posłusznie milczeć.

Cmentarz w Bykowni został otwarty przez najwyższych przedstawicieli obu państw: Ukrainy i Polski. Przez wybitnego demokratę Wiktora Janukowycza i wybitnego intelektualistę Bronisława Komorowskiego. W stosownych, okolicznościowych przemówieniach nasłuchaliśmy się oczywistych ogólników i sprawę uznano za załatwioną… Na uroczystość przyjechało kilkaset osób z Polski, członków rodzin pomordowanych tam ofiar komunizmu. Dla nich to zupełnie inne przeżycie niż dla tzw. czynników oficjalnych, którzy przyjeżdżają, przemawiają i uznają sprawę za załatwioną.

Bykownia jest jedynie fragmentem wielkiej całości, którą można zamknąć w nazwie: sowieckie ludobójstwo na Polakach. Rozpoczęło się ono wcale nie po agresji 17 września 1939 roku. Musimy stale pamiętać, iż już przed wojną doszło do tzw. Operacji Polskiej NKWD, podczas której zamordowano (w podobny sposób) ponad 100 tys. ludzi. Gdzie są ich groby? Gdzie są ich cmentarze? Co robi w sprawie wyjaśnienia tejże „operacji” polskie państwo i jego przedstawiciele? Także przed wojną wywołany na ziemiach dzisiejszej Ukrainy „wielki głód” pochłonął miliony ofiar. Było to ludobójstwo wcześniejsze niż holokaust i miało porównywalną skalę. Tamte tereny były wówczas jeszcze masowo zamieszkałe przez zwarte i liczne skupiska ludności polskiej, która padła ofiarą śmierci głodowej. Dziś mówi się w tym kontekście tylko o ofiarach narodowości ukraińskiej. Jednak spora część zagłodzonych to byli Polacy. Osadnictwo polskie trwało tam od setek lat, byli to ludzie wtopieni w otaczającą ich rzeczywistość, po rozbiorach byli poddanymi carskiego imperium. II RP pozostawiła ich, na skutek znanych okoliczności, poza swym terytorium, na pastwę losu, niektórzy tylko zdołali się bowiem ekspatriować w trakcie i tuż po rewolucji bolszewickiej.

Kolejną falą represji i morderstw o znamionach ludobójstwa była komunistyczna rewolta na Kresach Wschodnich w momencie wejścia do Polski Armii Czerwonej 17 września 1939 roku. To było wcześniej uzgodnione z III Rzeszą Niemiecką, wespół z którą nasi wschodni sąsiedzi dokonali kolejnego rozbioru Polski. Zrewoltowane polityczno-kryminalne bandy komunistyczne dokonywały rzezi ludności cywilnej, nauczycieli, policjantów, urzędników państwowych, grup żołnierzy i oficerów, którzy wpadli w ich ręce. Masowe groby z tamtego okresu zawierają choćby po kilkaset ofiar! Było to masowe „czyszczenie terenu” przed ustanowieniem sowieckiej administracji. Po zakończeniu II wojny światowej wielu z tych komunistycznych bandziorów żyło w Polsce, korzystali z licznych przywilejów za swą działalność w „czerwonych milicjach” i „gwardiach robotniczych”. Niekiedy to były i są całkiem głośne nazwiska ludzi „kultury i sztuki”, którzy całkowicie bagatelizują i relatywizują swą czerwoną przeszłość.

To jednak nie jest cały rejestr zbrodni NKWD i innych sowieckich organów represji z tego zakresu. Tuż po niemieckim uderzeniu na Sowiety 22 czerwca 1941 roku komunistyczne imperium zaczęło się sypać. W popłochu uciekało wojsko, funkcjonariusze państwowi i partyjni. Ale NKWD miało odrębne rozkazy i pracowało przez cały czas systematycznie, prawie tak, jak przed wybuchem wojny, tyle iż znacznie szybciej. Przede wszystkim ewakuowano areszty i więzienia i pędzono jeńców na wschód. Gdy nie było transportu, formowano kolumny marszowe. Kto nie nadążał, zabijano na miejscu. Tam, gdzie za późno było na ewakuację więźniów, dokonywano eksterminacji w celach i na dziedzińcach. Kolejne kilkadziesiąt tysięcy ludzi straciło życie w imię ideologii i „postępu”, w imię budowania „Nowego Świata”. Aż dziw bierze, iż do dziś jest tak wielu naśladowców i kontynuatorów tej ideologii, którzy mogą całkowicie bezkarnie działać w naszym kraju, a choćby publicznie drwić z ofiar i ich rodzin.

Kolejna fala represji, jaka spotkała Polaków – szczególnie na Kresach (może znana najmniej), to okres okupacji, podczas której bardzo liczna i doskonale uzbrojona partyzantka sowiecka traktowała tereny zajęte wcześniej wespół z Niemcami za swe własne i realizowała na nich linię partii, mimo niemieckiej okupacji. Tu znowu mamy do czynienia z tysiącami, może choćby dziesiątkami tysięcy ofiar, bo i tak wszystkie szły przecież na konto wojny, a tą utożsamiano wyłącznie z niemieckimi represjami. Polskie podziemie miało choćby na to, co się działo (nie tylko na Kresach), własną nazwę, wiernie oddającą stan rzeczy. To była „druga okupacja”, czyli równoległa do niemieckiej. Okupantami były komunistyczne bandy bezkarnie terroryzujące ludność cywilną, dokonujące gwałtów, rabunków i morderstw. Tu także mamy do czynienia ze swoistą zmową milczenia. Nie ma śledztw, które przyniosłyby konkretne ustalenia, nie ma sprawców, nie ma winnych, ofiary poszły w zapomnienie…

I wreszcie to, co działo się na ziemiach polskich po zakończeniu działań wojennych w Europie, a adekwatnie już od stycznia 1944 roku, gdy Armia Czerwona ponownie weszła na nasze ziemie. Łapanki, obławy, pacyfikacje, likwidacje. Kolejne transporty ludności polskiej daleko na wschód, na poniewierkę i zatracenie. Ale przecież to przyszli nasi „wybawcy i wyzwoliciele” (tak jak w roku 1920), którym z wdzięczności władze państwowe i samorządowe fundują i odnawiają okazałe monumenty, będące symbolem sowieckiego panowania. Sentymenty decydentów okazują się trwalsze niż panowanie ich ideologiczno-politycznych idoli?

Musimy rozróżniać te dwie sfery – obowiązek pamięci o ofiarach, ale o wszystkich ofiarach oraz bieżącą i długofalową politykę. Nie może jednak polityka istnieć ponad wszystko, ponad moralność i zwykłą przyzwoitość. W dodatku taka polityka faktycznego zapominania i przemilczania, a pozornego obchodzenia jedynie rocznic i okolicznościowych odsłonięć itp. to przecież droga donikąd. Ogromne rzesze obywateli, spadkobierców pewnej tradycji i mających w sercu swych najbliższych, są ignorowane i traktowane jedynie jako tło dla niejasnych interesów politycznych. Ponadto przed nami dalsze poszukiwania miejsc masowych oraz indywidualnych pochówków na wschodzie, ustalanie stanu faktycznego, docieranie do prawdy. Na co możemy liczyć, skoro choćby śledztwa w tak głośnych sprawach, gdzie było bardzo dużo istotnych, jednoznacznych dowodów, jak masakry polskiej ludności cywilnej w Nalibokach czy Koniuchach skończyły się niczym?

Oni chcą zapomnieć o wszystkim. My mamy obowiązek o wszystkim pamiętać.

(z tomu „Mity przeciwko Polsce”)


Od redakcji, 2026

Tekst Żebrowskiego czyta się dziś jak lista spraw wciąż otwartych. Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni — który autor opisuje jako świeżo otwarty — od 2012 roku upamiętnia 3435 obywateli polskich z ukraińskiej listy katyńskiej; ekshumacje z lat 2001–2012 (m.in. ekspedycja prof. Andrzeja Koli z UMK) pozwoliły wydobyć blisko 2000 szczątków. Po 2022 roku, gdy Rosja zamknęła dostęp do cmentarzy w Katyniu i Miednoje, Bykownia bywa nazywana jedynym dostępnym cmentarzem katyńskim. Najmocniej potwierdził się apel autora o pamięć o Operacji Polskiej NKWD z lat 1937–1938 (rozkaz nr 00485), w której zamordowano ponad 100 tys. Polaków — to wciąż zadanie niedokończone: pełnej listy ofiar i rozliczenia sprawców nie ma do dziś. A pełnoskalowa napaść Rosji na Ukrainę w 2022 roku przypomniała to, co Żebrowski nazywał „drugą okupacją” i ciągłością imperialnej przemocy.

Źródła: IPN, „Cmentarze katyńskie” — Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni (otwarty 22 września 2012 r.; upamiętnia 3435 ofiar; ekshumacje 2001–2012, prof. Andrzej Kola, UMK); ukraińska lista katyńska (wykaz 3435 obywateli RP przekazany stronie polskiej w 1994 r.); Operacja Polska NKWD 1937–1938 (rozkaz nr 00485, ok. 111 tys. ofiar); decyzja Biura Politycznego WKP(b) z 5 marca 1940 r.

Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”

  • Żołnierze Wyklęci — 1 marca (Leszek Żebrowski) — spór o pamięć i „grubą kreskę”
  • Aneksja Krymu (Jerzy Biernacki, 2014) — felieton, który przewidział napaść na Ukrainę
Читать всю статью