Nie czułam się w niczym gorsza od chłopców. Szkoda, iż dziś wiele dziewczynek nie powie tego samego

kobieta.gazeta.pl 21 часы назад
Kiedyś wydawało mi się, iż krzywdzące stereotypy na temat feminizmu dawno odeszły do lamusa. Teraz jednak słyszymy je bardzo często. Powtarzają je młode osoby, wierząc w to, iż wszystkie feministki są agresywne i nie lubią mężczyzn. Dzień Kobiet to dobra okazja, by przypomnieć o tym problemie.
Kilka lat temu obejrzałam odcinek niezwykle popularnego w tamtym czasie reality show. W pamięci pozostała mi pewna scena, która wówczas bardzo mnie oburzyła. Jedna z uczestniczek odważnie stwierdziła, iż "nie jest feministką, bo lubi mężczyzn". Pozostałe osoby w ogóle na te słowa nie zareagowały, gwałtownie przeszły nad nimi do porządku dziennego. Ja natomiast nie mogłam już skupić się na programie.


REKLAMA


Nie dawało mi spokoju, dlaczego ktoś łączy feminizm z wrogością do mężczyzn? Z mojej perspektywy, dwudziestokilkuletniej wówczas kobiety, nie miało to ze sobą nic wspólnego. Poza tym wydawało mi się, iż stereotyp agresywnej feministki, która nienawidzi wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej, dawno odszedł do lamusa. A jednak...


Zobacz wideo Kto do tej pory był najlepszą polską pierwszą damą?


Feminizm wielu osobom kojarzy się źle. Negatywna kampania przyniosła efekty
Negatywny odbiór feminizmu to tak naprawdę nic nowego. Sufrażystki przedstawiono jako krzykliwe i o odpychającej powierzchowności. Nie tylko w społecznym dyskursie, ale także w publikacjach satyrycznych oraz na prześmiewczych i obraźliwych plakatach. Choć głównym celem działaczek z przełomu XIX i XX wieku było uzyskanie praw wyborczych, a nie jako taka walka z mężczyznami, działania najbardziej radykalnych grup (na przykład brytyjskiej Women's Social and Political Union) przybierały w niektórych środowiskach formę konfliktu płci.
Od emisji programu, o którym wspomniałam na początku, w tym roku minie pięć lat i z przykrością muszę stwierdzić, iż słowa, które wtedy wydały mi się absurdalne, teraz padają z ust młodych osób na TikToku, w telewizji, czy w codziennym życiu. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu "Polki 25: radości, napięcia i lęki", tylko 31 procent kobiet w naszym kraju nazywa siebie feministkami.
Negatywna kampania, rozkręcona głównie przez populistyczną prawicę, niewątpliwie przyniosła skutki, bo feminizm zaczął kojarzyć się bardzo źle. Wiele osób przyjęło różne krzywdzące stereotypy bez wahania. Uważają, iż feministki są agresywne, krzykliwe, narzucają innym swoje poglądy i wizję świata. No i oczywiście nie lubią mężczyzn.


Śledząc media społecznościowe, czy słuchając podcastów, odnoszę wrażenie, iż w tej chwili niekiedy bezpieczniej jest powiedzieć, iż "nie przepada się za feministkami", niż iż się nią jest. Niektóre kobiety z dumą podkreślają wręcz, iż nie mają nic wspólnego z feminizmem. Często są to osoby niezależne i z sukcesami zawodowymi, czyli czymś, co bez dokonań tego ruchu raczej nie byłoby możliwe.
Feminizm to wolny wybór i możliwość decydowania o sobie
Gdy byłam nastolatką, nie postrzegałam siebie jako feministki. Przez długi czas wydawało mi się, iż to określenie opisujące tylko wąską grupę aktywistek, które mają realny wpływ na rzeczywistość prawno-społeczną. Z czasem jednak zrozumiałam, iż ta idea jest mi bardzo bliska.
Wychowywałam się w domu, w którym to mama pracowała więcej, a tata nigdy nie miał problemu z tym, by zajmować się mną, gotować, czy sprzątać. Poza tym rodzice nigdy nie dali mi odczuć, iż mogę mniej niż chłopcy. Zawsze wydawało mi się to oczywiste, iż jako dziewczynka nie jestem w niczym gorsza od płci przeciwnej. Dopiero gdy zaczęłam poznawać historię, zrozumiałam, iż nasze obecne możliwości to efekt ciężkiej i wieloletniej pracy.
Dlatego dla mnie feminizm to przede wszystkim wolny wybór i możliwość decydowania o sobie i o swoim życiu. Jako kobiety możemy być pełnoetatowymi mamami, skupiać się na karierze lub łączyć pracę z obowiązkami rodzinnymi. Nasze wybory w tych kwestiach często nie są łatwe. Nierzadko też determinują je czynniki niezależne od nas. Chociaż widzę, jak wiele pozostało do zrobienia, doceniam fakt, iż żyję w świecie, który zapewnia różne opcje. Nasza prababcie i w wielu przypadkach też babcie nie miały takich możliwości. Mam szczęście, iż mnie nikt nigdy nie odmówił prawa wyboru. Mając tego świadomość, takiego świata chciałabym także dla innych kobiet. Świata, w którym możemy same zdecydować.


Chciałabym żyć w świecie, w którym feminizm opisuje się tak jak zrobiła to Ann Snitow, jedna z najsłynniejszych amerykańskich feministek. - Nie będę nikomu nakazywała, jak ma żyć. Chcesz żyć sama, żyj. Chcesz wyjść za mąż, wyjdź. Ważne, byś była szczęśliwa. Feminizm nikomu niczego nie nakazuje, nie jest panaceum na wszystko, sam z siebie nikogo nie uszczęśliwi, nie podpowie ci, kogo pokochać ani jaki zawód wybrać - powiedziała kilka lat temu "Wysokim Obcasom".


Mój feminizm nigdy nie był żadną walką płci. Jako feministka jednych mężczyzn lubię, drugich nie. To kwestia bardzo indywidualna. Ludzka. Zależy mi na tym, byśmy żyli w świecie, w którym ludzie w równości widzą szansę, a nie zagrożenie. I żebyśmy nie zaprzepaścili walki, którą stoczyły poprzednie pokolenia.
Dzień Kobiet to też dobra okazja, by przypomnieć o tym, iż pozostało wiele problemów do załatwienia. Takich jak równość płac czy prawa reprodukcyjne. To będzie łatwiejsze, jeżeli panowie będą naszymi sojusznikami. Bez ich wsparcia nie uda nam się osiągnąć tych wszystkich równościowych postulatów.
Читать всю статью