Ciekawe, czy w gronie wyznawców Donalda Tuska i jego Platformy Obywatelskiej zasadnie określanej jako Volksdeutsche Partei znajdzie się specjalista od „faktów historycznych”, który stwierdzi, iż na twarzy Josepha Tuska (dla porządku: trzeci od prawej) gości nie uśmiech ale grymas bólu i rozpaczy, spowodowany zimnym dotykiem lufy Mausera przyłożonego do jego pleców przez siedzącego z tyłu niemieckiego żołdaka. Fot. domena publicznaTa wystawa to istny majstersztyk proniemieckiej, a choćby prohitlerowskiej narracji, godny nagrody specjalnej imienia dr. Josepha Goebbelsa, ministra propagandy III Rzeszy Niemieckiej. Pokazać wyjątkowe, chwalebne biografie kilkuset osób po to tylko, aby polski odbiorca przypisał je także blisko stu tysiącom pozostałych, w tym – co najważniejsze – dziadkowi aktualnego premiera III RP, dla którego polskość to nienormalność, a wierna służba spadkobiercom ideologii Adolfa Hitlera to rzecz tak oczywista jak wynagradzane pełną miską powinności kundla wobec swojego pana.
Fot. H. JezierskiZlokalizowana w Galerii Palowej Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku, przy ul. Długiej 46/47 wystawa nazywa się „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy” (tytuł oryginalny, bez wskazania o jaką Rzeszę chodzi) i trwać będzie do 10 maja 2026 roku, co polecam uwadze chętnych do osobistego przekonania się o metodach kształtowania świadomości społecznej przez współczesnych politruków. Kuratorami tego przedsięwzięcia są Andrzej Hoja z Muzeum Gdańska oraz Janusz Marszalec – zastępca dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. Ten drugi dał się poznać m.in. jako żarliwy – włącznie z wystąpieniem na drogę sądową – obrońca swojej, wyeksponowanej w ww. muzeum, wersji tejże wojny, w której zabrakło miejsca choćby dla rotmistrza Witolda Pileckiego oraz świętego Maksymiliana Kolbe.
Organizatorzy twierdzą, iż tytułowi „nasi chłopcy” to nie metafora ale świadome nawiązanie do terminu, jakim określano w trakcie wojny, będących w podobnej sytuacji Luksemburczyków („Ons Jongen”). Warto byłoby odpowiedzieć na pytanie, czy owi „Ons Jongen” naśladowali „Naszych Chłopców” także w strzelaniu do obywateli tego samego państwa, a choćby do swoich niedawnych sąsiadów.
Ten żołnierz raczej nie wygląda na wcielonego do Wehrmachtu siłą. Fot. repr. H. JezierskiOczywistym kłamstwem jest również twierdzenie kuratorów, iż ich ekspozycja opowiada o losach dziesiątek tysięcy mieszkańców Pomorza, którzy zostali wcieleni do armii III Rzeszy (sformułowanie oryginalne, bez wskazania o jaką Rzeszę chodzi). Faktycznymi bohaterami ekspozycji jest bowiem nie więcej niż kilkanaście procent z spośród około 90 tysięcy mieszkańców ówczesnego Wolnego Miasta Gdańska i Pomorza Zachodniego wcielonych do Wehrmachtu i innych formacji hitlerowskich. Wśród owych kilkunastu procent, których zmuszono do służby wbrew ich woli były setki próbujące uniknąć jej na wszelkie sposoby, włącznie z dezercją za którą płacili życiem. Takie właśnie przypadki ilustruje wystawa. Ale w niczym nie zmienia to faktu, iż absolutna większość Niemców i zniemczonych Kaszubów zwerbowanych przez hitlerowców czyniła to bez oporu, a często – co można zauważyć choćby na wystawowych fotografiach – z niekłamaną pogodą ducha.
Wymownie taki właśnie stan oddaje zwłaszcza otwierające ten tekst zdjęcie Josepha Tuska za kierownicą wojskowego samochodu. Czy ono również znalazło się na wystawie poświęconej „Naszym Chłopcom”? Niestety, nie. Kuratorzy wypełnili tę „zaskakującą” lukę dobrze wyeksponowanym tekstem jednej z polskojęzycznych gadzinówek, opisujących z oburzeniem bezpodstawny atak na dziadka Donalda Tuska za to tylko, iż został siłą zmuszony do wrażej służby. Wprawdzie wątek rzekomej „siły” nie bardzo koresponduje z uśmiechniętą – by nie rzec bardziej dosadnie – twarzą przodka obecnego premiera ale cóż szkodzi manipulować ciemnym ludem, który wszystko kupi?
Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia dezercji wielu Kaszubów (Ślązaków zresztą też) z Wehrmachtu do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, zwłaszcza do Dywizji Pancernej dowodzonej przez gen. Stanisława Maczka. Po pierwsze – do takich sytuacji dochodziło dopiero u schyłku wojny, gdy jej losy były już przesądzone. Po drugie – ucieczka na drogą stronę frontu zachodniego gwarantowała uniknięcie wysłania na front wschodni, skąd powrotu już raczej nie było. Hitlerowski mundur na grzbiecie stał się zatem mniej atrakcyjny niż wcześniej, gdy można było dokonywać w nim osobistych, krwawych porachunków na Polakach lub – to w wersji łagodnej – paradować np. po słonecznej Sardynii.
I jeszcze jedno: skoro wykazujemy całkowicie zasadne zrozumienie, a choćby szacunek dla kilkunastoprocentowej części Polaków (w tym wiernych Polsce Kaszubów) wcielanych do armii niemieckiej siłą i próbujących tego wcielenia uniknąć choćby za cenę utraty życia, to jak potraktować tych, którzy w ogóle nie dopuszczali takiego rozwiązania decydując się od razu na wstąpienie do liczących łącznie kilkanaście tysięcy członków formacji konspiracyjnych, na czele z Tajną Organizacją Wojskową „Gryf Pomorski”, której dowódca Józef Dambek został skrytobójczo zamordowany przez niemieckiego agenta Hansa Kassnera, podającego się za Jana Kaszubowskiego? Czyżby to byli Polacy (w tym wierni Polsce Kaszubi) gorszego sortu?
Fot. repr. H. JezierskiNie wiem, czy to jakieś niedopatrzenie czy działanie z premedytacją ale kuratorzy wystawy pokazali jak wyglądała kolaboracja z hitlerowskim okupantem tych spośród Niemców i zniemczonych Kaszubów, którzy ze względu na swój wiek, stan zdrowia względnie pracę w sektorach niezbędnych dla frontowego zaplecza, nie byli wcielani do Wehrmachtu. Wymowną odpowiedź na to pytanie daje wystawowe zdjęcie (patrz wyżej) z egzekucji 236 Polaków w okolicach Rudzkiego Mostu koło Tucholi dokonanej przez ich sąsiadów.
Co gorsze, to tylko mały fragment większej i ponurej całości, Jeszcze przed wkroczeniem Wehrmachtu do Gdańska Niemcy mieli gotowe, opracowane przez hitlerowskich kolaborantów kilka lat przed wojną, listy Polaków w tym nauczycieli, księży, przedsiębiorców i urzędników którzy mogliby zagrozić nowej władzy. Szczególnie aktywni w mordowaniu polskiej inteligencji okazali się pomorscy Niemcy oraz część Kaszubów, zorganizowana w oddziałach Selbschutz (Samoobrony). Do grudnia 1939 roku w masowych egzekucjach na Pomorzu zamordowano od 30 do 40 tysięcy obywateli polskich oraz Polaków z Wolnego Miasta Gdańska. Uwaga: znaczący udział w tych mordach (vide: podwejherowska Piaśnica z 12 – 14 tysiącami ofiar) mieli cywile, skutecznie dopraszający się dowódców Wehrmachtu o broń i amunicję do zabijania swoich sąsiadów. To pierwszy w historii Europy przypadek usankcjonowanego bandytyzmu państwowego na msową skalę.
Zamiast podsumowania gdańskiej wystawy zacytuję swoistą deklarację ideową panów kuratorów Andrzeja Hoji i Janusza Marszalca:
„Twórcy wystawy odcinają się od nazizmu i jakiejkolwiek ideologii godzącej w wolność i prawa człowieka. Wystawa nie ma na celu propagowania ideologii hitlerowskiej ani jakiegokolwiek usprawiedliwiania lub negowania zbrodni armii niemieckiej w trakcie II wojny światowej”.
Ejże, naprawdę?
Henryk Jezierski
(27.02.2026)
PS
Ceny biletów wstępu na wystawę: normalny 11 zł, ulgowy) 7 zł lub w ramach biletu wstępu do Ratusza Głównego Miasta. Jak widać, za ogłupianie też trzeba płacić. Abonament za media głównego ścieku nie jest pod tym względem żadnym wyjątkiem.
H. Jez.
