Prezydent Karol Nawrocki 24 lipca skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o 60-proc. podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, który miał dać budżetowi około 4 mld zł. Spór jest prosty: rząd chce łatać kasę nową daniną, a koszt może wrócić do kierowców.
Podatek z mocą wsteczną
Prezydent nie podpisał ustawy z 3 lipca 2026 r. o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych od marca do grudnia 2026 r. ze zbycia paliw ciekłych. Jak podała Kancelaria Prezydenta RP, ustawa trafiła do TK w trybie kontroli prewencyjnej. To oznacza, iż prezydent nie zamknął drogi do rozstrzygnięcia prawnego, ale zatrzymał wejście przepisów w życie przed podpisem.
Sednem sporu nie jest sama niechęć państwa do wielkich koncernów. Sednem jest zasada. Rząd chciał w sierpniu wprowadzić daninę, która obejmowałaby dochody liczone już od marca. Nawrocki wskazał tu na regułę lex retro non agit, czyli zakaz działania prawa wstecz. W państwie poważnym obywatel i przedsiębiorca muszą znać reguły przed podjęciem decyzji, a nie po fakcie.
Wcześniejszy spór o podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych pokazał, jak łatwo rządzący ubierają fiskalny pomysł w język troski o obywatela. W teorii brzmi to atrakcyjnie: zabrać nadmiarowe zyski i sfinansować tańsze paliwo. W praktyce nowe obciążenie nakładane na sektor paliwowy rzadko zostaje w gabinetach zarządów. Prędzej czy później trafia do rachunku końcowego.
Rachunek przy dystrybutorze
Według rządu danina miała przynieść około 4 mld zł. Premier Donald Tusk oskarżył prezydenta o zablokowanie pieniędzy na ochronę kierowców przed drogim paliwem. To wygodna narracja, bo przerzuca odpowiedzialność za ceny z rządu na Pałac Prezydencki. Tyle iż budżetu nie naprawia się hasłem z mediów społecznościowych.
Nawrocki ostrzega, iż 60-proc. podatek od podstawy opodatkowania może zostać przeniesiony na klientów stacji. To nie jest egzotyczna teoria. Paliwo jest kosztem transportu, rolnictwa, usług i codziennych zakupów. Gdy rośnie cena litra, nie płaci tylko kierowca tankujący samochód. Płaci rolnik za pracę maszyn, przedsiębiorca za dostawę, rodzina za żywność dowiezioną do sklepu.
Dlatego pytanie nie brzmi, czy koncerny paliwowe są święte. Nie są. Pytanie brzmi, czy rząd ma prawo budować propagandę taniego paliwa na podatku, który może podnieść koszty życia. jeżeli państwo najpierw wygasza osłony, a potem próbuje przykryć konsekwencje nową daniną, to nie jest polityka gospodarcza. To jest nerwowe szukanie pieniędzy.
Suwerenność gospodarcza to także stabilne prawo
Prawica powinna mieć odwagę powiedzieć dwie rzeczy naraz. Po pierwsze: państwo ma prawo bronić obywateli przed nadzwyczajnymi zyskami powstałymi w kryzysie. Po drugie: nie wolno robić tego metodą, która niszczy przewidywalność prawa i uderza w portfele Polaków. Interes narodowy wymaga twardości wobec wielkiego kapitału, ale także szacunku dla zasad, bez których gospodarka zmienia się w pole doraźnych eksperymentów.
Rząd Tuska przedstawia sprawę tak, jakby każdy sprzeciw wobec nowego podatku był obroną koncernów. To zbyt proste. Polska potrzebuje własnej polityki paliwowej, silnego Orlenu, konkurencji, rezerw i kontroli nad strategiczną infrastrukturą. Nie potrzebuje natomiast podatkowych sztuczek, które dziś mają wypełnić dziurę w budżecie, a jutro zostawią droższy transport i większą presję na ceny.
W tym sensie spór Tuska z Nawrockim o paliwa jest czymś więcej niż kolejną kłótnią w Warszawie. To test, czy państwo traktuje obywatela jak partnera, czy jak źródło awaryjnego finansowania. Podatki mają być jasne, przewidywalne i uczciwe. Gdy władza zaczyna od wyjątku, gwałtownie kończy na stałej metodzie.
TK rozstrzygnie, obywatele już płacą
Trybunał Konstytucyjny ma ocenić, czy ustawa może działać w takim kształcie. Politycznie decyzja prezydenta już jednak odsłoniła słabość rządowej opowieści. jeżeli tańsze paliwo zależy od podatku, który sam może podnieść ceny, to Polacy dostają obietnicę z rachunkiem dopisanym drobnym drukiem.
Nawrocki miał rację, domagając się kontroli konstytucyjnej. Suwerenność gospodarcza nie polega na tym, iż państwo sięga do kieszeni, kiedy brakuje mu pieniędzy. Polega na tym, iż władza chroni obywatela przed kosztami własnych błędów. Tu stawka jest konkretna: litr paliwa, koszt chleba, cena transportu i wolność gospodarowania bez strachu przed podatkiem dopisanym wstecz.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP, Money.pl, Bankier.pl, Polskie Radio.
Źródło: Money.pl












