Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, wskazując na złamanie zasady niedziałania prawa wstecz. Donald Tusk odpowiedział wpisem o „Cenach Karola Nawrockiego” i zarzutem, iż decyzja oznacza droższe paliwo. Spór o cztery miliardy złotych zamienił się w wojnę na skróty i riposty.
Prezydent odsyła daninę do Trybunału
Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. To oznacza, iż przepisy trafiają pod ocenę sędziów, zanim w ogóle wejdą w życie. Głowa państwa uznała, iż danina łamie jedną z podstawowych reguł państwa prawa, czyli zakaz działania prawa wstecz.
Nawrocki argumentował, iż nie może zaakceptować sytuacji, w której próba łatania finansów państwa jest przedstawiana obywatelom jako ochrona ich interesów, podczas gdy realnym skutkiem będzie kolejna fala podwyżek. W tym zdaniu mieści się cała oś sporu. Rząd mówi o pieniądzach dla budżetu, prezydent o rachunku, który i tak zapłaci kierowca.
Podatek z mocą wsteczną
Sedno prawnego zarzutu jest proste. Ustawa miała wejść w życie w sierpniu 2026 roku, ale obejmowała zyski koncernów wypracowane już od początku marca. Danina sięgałaby więc wstecz, obejmując okres sprzed uchwalenia i podpisania przepisów. Zasada niedziałania prawa wstecz należy do fundamentów porządku konstytucyjnego i chroni obywateli oraz firmy przed nakładaniem obowiązków za czas, w którym tych obowiązków jeszcze nie było.
Podatek miał uderzyć w nadzwyczajne zyski spółek paliwowych ze sprzedaży paliw płynnych między marcem a grudniem. W teorii płaciłyby koncerny. W praktyce ekonomia takich danin bywa nieubłagana, bo koszt schodzi w dół łańcucha i ląduje w cenie na stacji.
„Ceny Karola Nawrockiego”
Reakcja premiera była szybka i prześmiewcza. Donald Tusk sięgnął po grę skrótów. Wcześniej rząd chwalił się pakietem obniżek pod hasłem CPN, czyli „Ceny Paliw Niżej”, który zakończył się na początku lipca i kosztował budżet 4,7 mld zł. W poniedziałek 27 lipca szef rządu napisał, iż „mieliśmy CPN (Ceny Paliw Niżej), a Nawrocki zafundował nam CKN (Ceny Karola Nawrockiego)”.
Do tego doszedł twardy zarzut finansowy. Minister finansów Andrzej Domański stwierdził, iż decyzja prezydenta zablokowała kolejne 4 mld zł dla budżetu państwa. W narracji rządu to Nawrocki odebrał Polakom tańsze paliwo oraz pieniądze, które miały trafić do wspólnej kasy.
Riposta z Pałacu
Kancelaria Prezydenta nie zostawiła wpisu premiera bez odpowiedzi. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz odbił atak w tym samym, ironicznym tonie. „Oj, panie premierze Donaldzie Tusku! Coś nerwowo zaczyna się Panu ten tydzień. Po raz kolejny próbował Pan wprowadzić Polaków w błąd, forsując podwyżkę podatku, która przełożyłaby się na wyższe ceny paliwa. Proponuję chwilę wytchnienia w jednym z Waszych szpitalnych saloników VIP. Podobno macie ich całkiem sporo”, napisał Leśkiewicz. Ostatnie zdanie to złośliwe nawiązanie do głośnej sprawy Szpitala Południowego.
Kto naprawdę płaci
Za wojną na skróty kryje się realny problem gospodarczy. Rząd szukał w koncernach paliwowych łatwego źródła dochodu, a prezydent zablokował daninę, powołując się na konstytucję. Obie strony zapewniają, iż bronią portfela obywatela. Nie mogą mieć racji jednocześnie.
Dla czytelnika liczy się jedno pytanie, czy podatek nałożony na spółki naprawdę zostaje u spółek. Doświadczenie z rynkiem paliw podpowiada, iż każdy dodatkowy koszt regulacyjny prędzej czy później pojawia się w cenie detalicznej. Spór o cztery miliardy złotych jest więc także sporem o to, kto w Polsce ponosi ostateczny ciężar podatków nakładanych na wielkie korporacje. Trybunał Konstytucyjny oceni teraz stronę prawną. Rachunek ekonomiczny i tak w końcu trafi do kierowców.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości






