Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o 60-procentowym podatku od nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw, wstrzymując daninę, z której rząd liczył na blisko cztery miliardy złotych. Donald Tusk odpowiedział atakiem, nazywając ten ruch „szokującą decyzją" i wzywając Polaków, by pamiętali o niej „przy dystrybutorach". Prezydencki obóz odbija argument: nowa opłata nie obniżyłaby cen na stacjach, za to złamałaby zasadę, iż prawo nie działa wstecz.
Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o 60-procentowym podatku od nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw, wstrzymując daninę, z której rząd liczył na blisko cztery miliardy złotych. Donald Tusk odpowiedział atakiem, nazywając ten ruch „szokującą decyzją" i wzywając Polaków, by pamiętali o niej „przy dystrybutorach". Prezydencki obóz odbija argument: nowa opłata nie obniżyłaby cen na stacjach, za to złamałaby zasadę, iż prawo nie działa wstecz.
Kontrola w Trybunale zamiast weta
Decyzja zapadła 24 lipca. Prezydent nie zawetował ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych ze zbycia paliw ciekłych, ale skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Regulacja miała objąć okres od marca do grudnia 2026 roku i nałożyć 60-procentową stawkę na przychody przekraczające wyliczoną marżę referencyjną. Objęłaby kilkadziesiąt podmiotów produkujących i sprowadzających paliwo, w tym największe koncerny działające na krajowym rynku, a budżet miał zyskać około czterech miliardów złotych, z czego 3,8 miliarda już w przyszłym roku. Kancelaria Prezydenta podkreśliła, iż celem nie jest zablokowanie przepisów, ale uzyskanie rozstrzygnięcia, czy są one zgodne z ustawą zasadniczą.
Rząd liczył na miliardy dla budżetu
Danina miała współfinansować rządowy program tańszych paliw, reklamowany pod szyldem „CPN", i rekompensować ubytki z obniżonego VAT-u oraz akcyzy. Po decyzji prezydenta szef rządu nie krył irytacji. Jak napisał w serwisie X, chodzi o „szokującą decyzję", która zablokowała ustawę pozwalającą opodatkować zyski koncernów paliwowych i sfinansować tańsze tankowanie na stacjach. Premier zaapelował do wyborców słowami „Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach". Minister finansów Andrzej Domański dorzucił, iż prezydencki wniosek zamroził cztery miliardy złotych przewidziane na pakiet chroniący kierowców przed drożejącym paliwem.
Prezydent: podatek nie zbije cen
Otoczenie prezydenta odpowiedziało, iż rządowa narracja rozmija się z mechanizmem rynku. Jak wskazał Nawrocki, nowa opłata nie obniża cen paliwa, ale ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Prezydent ostrzegł, iż koszt daniny i tak spłynie na kierowców, rolników oraz firmy transportowe, a w dalszej kolejności podniesie ceny żywności i towarów codziennego użytku. Sednem prawnego zastrzeżenia pozostaje jednak zasada lex retro non agit: ustawa miała wejść w życie w sierpniu, ale sięgała po dochody wypracowane już od marca. Kancelaria wymieniła również pewność prawa, ochronę zaufania obywatela do państwa i proporcjonalność obciążeń, pytając, czy państwo może ustanawiać „tak niebezpieczny precedens".
Spór o to, kto naprawdę zapłaci
W całym sporze uderza pewna sprzeczność. Rząd przedstawia kolejny podatek jako drogę do tańszego tankowania, choć obłożenie nim producentów i importerów zwykle kończy się wyższą ceną na dystrybutorze. Obietnica taniego paliwa finansowanego z podatku od paliwa krąży więc wokół własnego ogona, a rachunek i tak trafia do portfela obywatela. Wymowne jest samo nawiązanie do marki „CPN", przywołującej peerelowską Centralę Produktów Naftowych i państwową kontrolę nad rynkiem. Teraz o losie ustawy zdecyduje Trybunał Konstytucyjny, a polityczna wojna o to, kto ponosi odpowiedzialność za ceny na stacjach, dopiero się rozkręca. Dla milionów Polaków podjeżdżających codziennie pod dystrybutor nie jest to spór abstrakcyjny.
Źródło: Interia Wydarzenia












