Prezydent Karol Nawrocki powołał czterech sędziów Sądu Najwyższego. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek uznał, iż decyzja pogłębia kryzys prawny i może prowadzić do kolejnych odszkodowań zasądzanych przez ETPC. Spór dotyczy jednak sprawy podstawowej: kto w Polsce wykonuje konstytucyjne kompetencje i czy polityczna wojna ma paraliżować państwo.
Cztery nominacje do Sądu Najwyższego
Prezydent Karol Nawrocki powołał czterech nowych sędziów Sądu Najwyższego. Uroczystość odbyła się 28 lipca, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią szefa Kancelarii Prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego. Głowa państwa wykonała kompetencję przypisaną prezydentowi w konstytucyjnym porządku Rzeczypospolitej.
Nominacje natychmiast stały się kolejnym frontem wieloletniego sporu o wymiar sprawiedliwości. Jego osią pozostaje status Krajowej Rady Sądownictwa oraz sędziów powołanych z jej udziałem po zmianach z 2017 roku. Część środowiska prawniczego i instytucje europejskie kwestionują prawidłowość tego modelu. Druga strona wskazuje, iż podważanie nominacji sędziowskich wydanych przez prezydenta prowadzi do prawnego chaosu i osłabia stabilność orzeczeń.
Żurek wskazuje na odszkodowania
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ostro skrytykował decyzję prezydenta. Napisał w mediach społecznościowych, iż powołanie czterech sędziów ma pogłębić kryzys. Zapytał też, kto poniesie koszty odszkodowań zasądzanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawach, w których uczestniczyli sędziowie uznawani przez niego za powołanych nieprawidłowo.
Pytanie o pieniądze podatników jest zasadne, ale nie może służyć jako wygodny substytut rozwiązania ustrojowego. Polacy potrzebują sądów, których orzeczenia są trwałe, postępowania sprawne, a status sędziego nie zależy od bieżącej większości politycznej. o ile każda kolejna władza będzie budowała własną listę sędziów uznawanych i nieuznawanych, obywatel pozostanie zakładnikiem sporu elit.
Trzeba też jasno oddzielić krytykę procedury od języka, który odmawia osobom powołanym na urząd statusu sędziego jednym politycznym określeniem. Państwo prawa nie może działać przez zbiorowe unieważnianie ludzi i ich dorobku. Potrzebuje precyzyjnych ustaw, konstytucyjnych procedur oraz rozstrzygnięć, które nie będą zmieniane wraz z układem sił w Sejmie.
Kompetencje państwa pod zewnętrzną presją
Orzeczenia europejskich trybunałów mają realne konsekwencje i Polska nie może ich lekceważyć. Nie oznacza to jednak zgody na sprowadzenie krajowego porządku konstytucyjnego do roli instrukcji wykonywanej pod presją zewnętrzną. Ustrój sądów, sposób powoływania organów państwa oraz odpowiedzialność za stabilność prawa są sprawami należącymi do rdzenia suwerenności.
Właśnie dlatego konflikt trzeba rozwiązać w Polsce, zgodnie z konstytucją i z poszanowaniem prerogatyw wszystkich organów. Próba politycznego usunięcia całej grupy sędziów może wygenerować kolejne spory, roszczenia i podważanie tysięcy orzeczeń. To nie byłoby uzdrowienie wymiaru sprawiedliwości. Byłoby następną fazą destabilizacji.
Stawką jest pewność prawa Polaków
Dla zwykłego obywatela spór o Sąd Najwyższy nie jest akademicką dyskusją. Dotyczy ważności wyroków, długości postępowań, bezpieczeństwa obrotu gospodarczego oraz zaufania do państwa. Gdy politycy przerzucają się odpowiedzialnością za przyszłe odszkodowania, rachunek ostatecznie i tak trafia do podatnika.
Prezydent ma obowiązek wykonywać swoje konstytucyjne zadania. Minister sprawiedliwości ma prawo krytykować decyzje i przedstawiać projekty zmian. Żaden z tych mandatów nie daje jednak prawa do utrzymywania permanentnej wojny ustrojowej. Potrzebne jest rozwiązanie, które nie odda polskich sądów ani partyjnemu rewanżyzmowi, ani zewnętrznemu dyktatowi.
Polska potrzebuje sprawnych i niezależnych sądów, ale równie mocno potrzebuje ciągłości państwa. Bez niej prawo staje się narzędziem kolejnej większości, a obywatel traci pewność, czy dzisiejszy prawomocny wyrok jutro przez cały czas będzie coś znaczył. To jest prawdziwa stawka sporu wywołanego nominacjami do Sądu Najwyższego.







