Marcin Przydacz ujawnił 26 sierpnia, iż Karol Nawrocki wysłał Wołodymyrowi Zełenskiemu list na 35. rocznicę niepodległości Ukrainy, życząc zwycięstwa nad Rosją i przypominając o prawdzie historycznej. Prezydent nie planuje jednak w najbliższych miesiącach wyjazdu do Kijowa. To sygnał: wsparcie dla sąsiada nie oznacza zgody na przemilczenie Wołynia.
List z życzeniami i twardym warunkiem
Karol Nawrocki wysłał do Wołodymyra Zełenskiego list z okazji 35. rocznicy niepodległości Ukrainy, obchodzonej 24 sierpnia. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz mówił o tym 26 sierpnia, a sprawę opisał Fakt. Według relacji ministra polski prezydent życzył Ukrainie zwycięstwa w wojnie z Rosją, ale jednocześnie wskazał na napięcia, które wymagają uczciwego nazwania.
To jest właśnie linia, której Polska potrzebuje. Rosja pozostaje śmiertelnym zagrożeniem dla porządku w naszej części Europy. Ukraina broni się przed agresją i w tym sensie jej opór leży także w polskim interesie bezpieczeństwa. Ale interes narodowy nie polega na zamykaniu ust Polakom, gdy mowa o Wołyniu, UPA i pamięci pomordowanych.
Prawda historyczna jako fundament relacji
Przydacz podkreślił, iż dobrosąsiedzkie relacje muszą opierać się na fundamentach, a jednym z nich jest prawda historyczna. Nie jest to detal dla historyków. To sprawa elementarnej godności państwa. Naród, który nie umie upomnieć się o własnych zamordowanych, oddaje innym prawo pisania jego pamięci.
W tle pozostaje spór o ukraińską politykę pamięci i ustawę dotyczącą Panteonu Narodowego. Ten temat DN już opisywał przy okazji tekstu o tym, iż Zełenski podpisał ustawę o Panteonie. Z polskiej perspektywy problem jest prosty: walka Ukrainy z Rosją nie może stawać się parasolem ochronnym dla gloryfikowania formacji odpowiedzialnych za mordy na Polakach.
Według materiałów IPN poświęconych Zbrodni Wołyńskiej w latach 1943-1945 zginęło około 100 tys. Polaków. To nie jest liczba do dyplomatycznych przypisów. Za nią stoją wsie, rodziny, kobiety, dzieci, kapłani, ludzie bezbronni. Polska ma obowiązek mówić o nich spokojnie, ale bez cofania się o krok.
Bez wizyty w Kijowie w najbliższych miesiącach
Przydacz przekazał również, iż w najbliższych miesiącach wizyta Nawrockiego na Ukrainie nie jest planowana. Jak relacjonował Do Rzeczy, prezydent do grudnia ma koncentrować się na sprawach związanych z G20. To istotny sygnał dyplomatyczny. Dialog trwa, ale Warszawa nie zachowuje się tak, jakby każda prośba Kijowa automatycznie ustawiała polski kalendarz.
Tak powinno działać państwo poważne. Pomaga tam, gdzie wymaga tego polska racja stanu. Stawia warunki tam, gdzie chodzi o pamięć, interes gospodarczy, bezpieczeństwo i szacunek. Polacy w 2022 r. otworzyli domy, granice i portfele. Nikt rozsądny nie powinien dziś udawać, iż ta ofiarność kasuje prawo Polski do twardej rozmowy.
Ankarska lekcja realizmu
Lipiec przyniósł spotkanie Nawrockiego z Zełenskim podczas szczytu NATO w Ankarze. Kancelaria Prezydenta RP informowała wtedy, iż sprawa podejścia do OUN i UPA jest dla Polski nienegocjowalna, a prezydent wskazywał ten problem stronie ukraińskiej wprost. Według Euronews rozmowa trwała około godziny i nie przyniosła przełomu w sprawach historycznych.
Najnowszy list wpisuje się w tę samą logikę: wobec Moskwy potrzebna jest twardość, wobec Kijowa uczciwość, wobec Warszawy lojalność wobec własnego narodu. To także test dla modelu prezydentury Karola Nawrockiego. Czy Polska będzie mówić własnym głosem, czy znów ktoś uzna, iż dobre relacje oznaczają milczenie słabszej strony?
Stawka dla Polaków jest realna. Chodzi o bezpieczeństwo na wschodniej flance, ale też o elementarne prawo do prawdy. Sojusze bez pamięci są kruche. Przyjaźń budowana na przemilczeniu krzywdy nie jest przyjaźnią, tylko odroczonym konfliktem.
Źródło: Fakt, Do Rzeczy, Kancelaria Prezydenta RP, IPN.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP











